„PAMIĘTNIK”.
Pamiętnik wzrusza, pamiętnik kocha
A ja na pewno ciebie też kocham
Kocham cię szczerze, bo w dobrej mierze
Lecz czy ty kochasz, kocham cię szczerze
Ty mnie kochasz, ja cię kocham
Lecz na pewno ja to znam
Bo ja kocham to, co znam.
„APOKALIPSA”.
Apokalipsa zakańcza życie
Apokalipsa barwi je tak
Życie powstaje, a śmierć ginie
Życie jest ważne, a nie mak
Dlaczego giniesz, czy ty to znasz?
Dlaczego powstaje, czemu to trwa?
Dlaczego będziesz, dlaczego tak?
A nie inaczej, powstał ten czas
Musimy zobaczyć, musimy to znać
Musimy poznać, bo żucie to znak
Dlaczego tak żyjesz?
Dlaczego, giniesz?
Życie trwa
Życie zna
Życie ma
Życie na
Odrodzenie powstało
Wskrzesiło się, ale?
Dlaczego tak będzie?
Dlaczego tak masz?
Życie trwa dalej
Życie się kończy
Jedna chwila, wspomnienie mija
Życie ucieka cudne, boleśnie
Ale dlaczego, dlaczego znika.
Czy to jest koniec, koniec przeklęty?
Czy to jest piękne życie w milczeniu?
Dlaczego giniesz, ofiaro losu?
Dlaczego tak a, nie inaczej?
Życie skończone, pustka już trwa
To już jest koniec, tra la la la.
„ZŁOŚĆ”.
Czym jest złość?
Kto mi powie?
Ja to znam!
I wam powiem.
Złość jest wstrętna
Wręcz okropna, ale inna to historia.
Złość jest wszędzie
To uczucie, lecz inaczej
To jest w zupie
Złość być będzie, na przeżycie
Bo ja znam już te życie
Wszędzie będzie i zostanie
Ale nikt nie powie mamie.
„ŚMIERĆ”.
Śmierć powstaje, gdzie coś żyje
Śmierć się kończy, gdy ktoś ginie
Śmierć nas kocha, śmierć tu żyje
Śmierć naucza, śmierć zabije
Gdy coś żyje, kończy się
Jak coś umrze, wstanie ten?
Ten, co kocha
Wspomni czas
W chwili smutku i radości
Za odrobinę zrozumiałości
Można oddać cały świat
Lecz to życie jest na wznak
Każdy myśli, że dziś zginie
Ten, że kocha to przeżyje
A ja wole myśleć tak
Nie inaczej, bo to rak.
„DZIEWCZYNA”.
Dziewczyna jest zawsze
Dziewczyna, być będzie
Lecz nie wiem ja tego
Czy ona jest wszędzie?
Ja wierze w siebie
W siebie istotnie
Jej w to wieże
I będziesz żyć wiecznie
W mej małej główce
W serduszku moim
Bo ja ciebie kocham
A ty jego wolisz.
„UCZUCIA”.
Uczucia się mylą
Uczucia bajeczne
Zawsze to było
I być musi wieczne
Ja znam to, co kocham
Ja znam w dobrej mierze
Lecz nie wiem, co poznam
I nie wiem, lecz wierze
Uczucie wieczne
Te wieczne jedyne
Co znałem, poznałem?
I poznać umiałem
Czy przetrwa uczucie?
Co w sercu je nosze?
Tak piękne jak ona
I jej dwa bambosze?
„UKOCHANA”.
Moja miłość gdzieś błądziła
Moja miłość to sprawiła
Że ją bardzo pokochałem
I mą miłość odzyskałem
Ma miłości, moja droga
Moja wina, ukochana
Ja cię kocham
Bo poznałem
Twoja wola, co z tym zrobisz
Nigdy tego nie odrobisz
Dowiem się, co ze mną robisz?
Z moim sercem, uczuciami
Z moją głowom i myślami
Czemu ciebie pokochałem?
Czemu ciebie zapoznałem?
Co ci mogę dać, w miłości?
Czego nie chcę, a to zrobisz?
Twoja wola, twoje myśli
Lecz ja kocham cię jedyna
I pozostań w mej miłości
W moim sercu, w mym uczuciu
I pozostań mą jedyną
Mą wybranką, tą jedyną
Ja cię kocham, moja pani
Moja pani, ale zanim
Mię zrozumiesz i pokochasz
To odpowiedz na pytanie
Zanim zniknę, gdzieś w tym mroku
Czy mnie kochasz, powiedz szczerze?
A radosne, będzie życie
Me i twoje, ukochana
Bo ja kocham, ciebie z rana.
„NIEZDECYDOWANIE”.
Coś się zmienia w moim życiu
Gdzieś ktoś woła do „ataku”.
Wgłębi serca pomóc muszę
Wgłębi duszy już nie żyję
Wróżba wróży nieprzyjemnie
Ciało moje zamartwione
Włosy lekko ogolone
Buty mocno osmolone
Ciuchy biało-czarne świecą
Gdzieś ogniste kule lecą
„Teleportal” ktoś otwiera
Białe z czarnym, gdzieś się zbiera.
„O DUSZY”.
Uczucia mieszane zostały
Ponieważ wszystkie się zebrały.
W jedną kule ognistą
Ponieważ nie było to glistą.
Ktoś nazwał ją duszą
Iść do raju muszą
Przynieść Anioły wszelkie uczucia.
Dopóki nie poczują ukłucia. (Śmierci)
Długo naradzać się musi dusza,
Aż nie zapozna wszelkiego raju
Bo kto wie, co czyhać będzie,
Jeśli nie zaznasz tego gaju?
„COŚ LEGŁO”.
Czem tak było, czem tak jest
Że życie wstało, ocknęło się
Iż musze wieżyc, odejść w niepamięć
Lecz czemu kłamie, czem to łamie
Robiłem wszystko by się dowiedzieć
Robiłem wszystko by to usłyszeć
Robiłem, nie chcąc, nie chcąc nikogo
Lecz czemu wpadłem okropnie w niego
Życie się kończy, a gdzieś zaczyna
Życie umiera, ale zaczyna
Dlaczego ptaki żyją wiecznie?
Dlaczego człowiek, kocha bajecznie?
Dlaczego żaba skacze wysoko?
Dlaczego wszystko wybiera, na kogoś?
Dlaczego życie miesza się, szczerze?
Dlaczego miłość ożywa, wierzę?
Musimy kochać, kochać i znać
Bo miłość żyje, ożywa w nas
Lecz nie zapomnę, wspomnienia blasku
Bo życie uczy i nastawia ten nastrój.
„HISTORIA O PRZYJACIELU”.
Przyjacielem moim byłeś
Pozwoliłeś, to zmieniłeś
To, co będzie i zobaczę
Postanowię to inaczej
Los w mych rękach, ubłagany
To przyjaciel zapoznany
Przez me jęki i me bóle
Co powstrzymał i te kule?
Pozostanie między nami
Między tymi, zapoznamy
To uczucie w obie strony
Bo on kocha to, co znamy
Poznaliśmy te skrupuły
Co to znaczy, on nie powie?
Bo przyjaciel mój nie żyje
Moim wrogiem został smutek
Radość trafi do mnie z rana
Przy pomocy mej miłości
Mej wybranki, co mię kocha
Zostaniemy w tym uczuciu
Do powrotu bestii srogiej
Co narodzi się w dzieciątku?
Bez uczucia, tej, że drogiej
Przecież powstał on z ciemności
I połamie wszystkim kości
Do momentu, pokonania
Przyjaciela, mego syna
Co go kocham i pamiętam
W moim sercu go wciąż nosze
I oto was, nie proszę
Bo dobrze już to znoszę.
„KONIEC”.
Koniec się zbliża, ja to wiem
Skończy się życie, powie ten
Powiedział anioł, uwolnij mię
A Szatan mówił, śmiej się śmiej
Cierpienie wzdycha, sapie głęboko
Miłość ucieka, żyje wysoko
Śmierć się ociera, smutek, udręka
Bo wszystkich nas to spotka i nęka
Na koniec walki plan dwóch od słanie
Białe i czarne to jest przesłanie
Białe się męczy tak jak i czarne
Lecz koniec będzie, pokój nastanie
Ja nie zrozumie przesłania nocy
Gdy czarne wzywa tylko pomocy
Dzień dumny, nagle nie zauważa
Iż przegrać może i to się zdarza
Role odwrócą się po kolei
Bo na tym torze się wykolei
Rzeka wyleje, zamoczy progi
Może zobaczę jej piękne nogi
Nóżki malutkie, gładkie jak myszka
Jak ten cukierek, z tego anyżka?
Słodka okładka, jak piękna matka
Co to dzieciątko, nazwała "Natka"
W moim imieniu, moc mu dodała
Powstała wówczas nadzieja życia
To już zakończy, ostrze miecza
Domagasz się końca, wszystkich od razu
Zatem dobranoc, mówię to rano
O ile zdążę, przed mrokiem nocy
I w to uwierzę w mrok ten uroczy
W tunel ognisty, aurą okryty
Iż to jest koniec gniewu Szatana
Na co ja ginę i żyje z rana
Jak ten okruszek z chmurki błękitnej?
Co daje znaki, wojny, zagłady?
Lecz to się skończy mimo uporu
I dalej życie tętnić, zacznie
Ze względu na pokój, życie spadnie
Spadnie jak wojna, co ten obiecał
Ten, co wywołał i ją wzniecał
Koniec ten będzie, już lada moment
Gdy zamkniesz oczy i w śnie łzę uronisz
Jak się ukryjesz i powiesz o nim?
O tym, co widzisz w wizjach dalekich
Zatem dobranoc, bo to daleki
Świat jest pokorny, bliski nieładu
Bo to jest koniec i damy czadu.
O tym, co widzisz w wizjach dalekich
Zatem dobranoc, bo to daleki
Świat jest pokorny, bliski nieładu
Bo to jest koniec i damy czadu.
„RADA”.
Kochałem panienkę, razu
Gdy uciekła, do raju
Gdzie pełno gazu
Było na chaju
Myślałem o liczbie mnogiej
Jak było to nałogiem
Martwiłem się od rana
Nie jedząc wciąż śniadania
Kiedy mnie pokocha?
Kwiateczków była rama
Zrozumiem, że to rana
Boleśnie, ujarzmi mocno
Jak jest otwarte okno
Komary legną, z nacka
Bo to niejedna zasadzka
Zasadzek było wiele
Lecz nie tak jak w kościele
Gdy „JEZUS CHYTRUS” płacze
I Maria, zatem raczę
Bo nikt w to już nie wieży
Że to już amen, leżysz
Nikt nie podniesie dłoni
Bo kto tu się ochroni
Jak pamiętasz o nich
O tym, co w sobie ronisz
Co z tym mię zapoznałeś
Co prawdą jest, kochałeś
Nie bawcie się, to rzecze
Bo tak zobaczysz miecze
Jak spadną, anioł mówił
Chyba cię nie polubił?
„DO M.…”.
Kocham cię jedyna
Moja piękna, Nina
Gdy cię raz ujrzałem
Od razu pokochałem
Jak kwiat róży zerwałem?
Co cię dopiero rozkochałem?
Nie wzburzy cię od ranka
Uczuciu, błękit, ranka
Boś piękna, ma wybranka
Gdyś mnie oczarowała
Pięknością swą zabrała
Do serca przemówiła
Pięknością swą wzruszyła
Natchnienie powróciło
I to wszystko ożyła
Co w mroku się zgubiło?
Od razu powróciło
Do serca przemówiło
I rozum mój olśniło
Ja tobie wierny byłem
Odrazy przemówiłem
Powiedzieć, omówiłem
Więc przedstaw
Mowę swoją
Czy, będziesz tylko moją?
„DO WYBRANKI”.
Kiedy serce bije, umysł świeci
Nie zapomnę, że to są właśnie te dzieci
Te malutkie te jedyne
Co pozwolą mi na zimę?
Wziąć te narty i te sanki
Pojedziemy jak bałwanki
Kocyk śniegu, nas przykryje
Bo to nie jest, a ja żyję
Ja przeżyłem te udręki
Czasem wpadnę do butelki
Nieraz widzę smoków wiele
Czasem piszę o aniele
Mafia ściga dziś zająca
A ja poznam to do końca
Kocham laskę, tak uroczą
Że mi się aż buty moczą
Serce bije w rytmie Tanga
Bo to jest już duża ranga
Ranga wielka jak ta bajka
Kocham kogoś, lubię troszkę
A najbardziej tą tu nóżkę
Tą zgrabniutką, ukochaną
Tą jedyną, tą wybraną
Oczka małe jak kryształki
To zabrałem dziś z tej bajki
Lubię kogoś tak okrutnie
Że aż robię to, co nudne
Piszę wierszyk wyśmienity?
Bo to nie jest do Anity,
Nie Mileny, Kasi, Basi
Lecz do jednej, mej wybranki
Co unosi, jak te wianki
Tego roku, pachną brzozy
Bo to życie jest w humorze
Tak okrutne jak ta bajka
Co zaczarowana lalka?
Rusza się i kocha mocno
Bo to jest zarówno, błocko
Na maseczkę, twarz umyta
Lecz ja kocham cię i znikam
Z twego życia, serca, pykam
Nie lubiłaś mnie okrutnie
Bo ja mówię, coś mnie puknie
Życie, serce jak sprężyna
Czasem długie, raz się zgina
Potem myślę, że to zmienię
Lecz ja wierzę w to olśnienie
Tyś wybranką mego życia
Tyś jest piękna, jak ta Kicia
Jak motylek, piękny lata?
Jak to może być za brata?
Ja nie skrzywdzę tej dziewczyny
Bo ją kocham jak maliny
Te, co zerwę, szybko zjadam
A do ciebie tylko gadam
Piszę wiersze takie smutne
Bo ty nie chcesz, światła, blasku
I promienia w tym potrzasku
Nie zgadzamy się od razu
Ale powód, że do gazu?
Wysyłałaś wiersze moje
Ja się ciebie teraz boję
Jak ugryziesz, nie przeżyję?
Co pogłaskasz to ożyje?
Zatem czekam, czemu zwlekam
Na twój dotyk, rąk bajecznych
Zmysłów, czarów, tych jest wiecznych
Powiedz, pokochałam go od razu
Bo ja wstydzę się rozkazu
Ty rozkazuj, bo cię kocham
I do ciebie dzisiaj szlocham
Jak kropelka wódki czysta?
To, co piszę jest na listach
Mych jedynych wierszowanych
Zatem powiedz, co jest grane.
„ŚMIERĆ”.
Kiedy śmierć się zbliża?
Tego nie widać
Kiedy śmierć całuje?
Ty to poczujesz
Ten, co umrzeć ma zaraz
To śmierć, nie zaraza
Jak wojna toczy się dalej?
To śmierć czujesz z dala
Gdy ciarki w grobie czujesz
To już na nią plujesz
Bo duszę ci zabierze
A ty mi nie wierzysz
Że śmierć całuje, mierzysz
Dopaść cię dopadnie
Lecz to śmierć czyha, bezradnie
Wtedy, gdy umrze ktoś z rodziny
Mówisz „nie żyje”, lecz żyje bez tej miny
Gdy widzi śmierci, dzieci
Płaczą jak aniołki
Bo wiedzą, że to worki
Te, co ciała kładą
Lecz umrzesz i za ladą
Każdy umrze kiedyś, rano?
A nie musi dziś, od razu
W ręku trzyma kosę, wiedzą, że nie rosę
Kaptur z płaszczem czarny
Bo to los jest marny
Śmierć całuje mocno
Nie musi akurat nocą
W dzień też przyjdzie
Choć z rana, bo nie jesz już śniadania
Do zwierząt, roślin, ludzi
Ona ich bardzo lubi
Całować w usta srogie
Bo ty jesteś w żałobie
Ubierzesz się na czarno
I wiemy, że to ziarno
Śmierć przyjdzie kiedyś nocą
Jak stanie w łożu twoim?
I to tak cię zaboli
Że poddasz się bez walki
I uśniesz bez kołysanki.
Matka kocha dziecko swoje
Ojciec mówi to nie moje
To malutkie jest oblicze
Tego, co jest i źrenice
Dziecko karmi się prochami
Matka mówi to jest za nic
Gdy umiera synek z ojcem
Matka płacze i jest słońce
Lecz gdy synek umrze z matką
To tatusiek jest wariatką
Siostra płacze, lamentuje
W myślach mówi „to są chuje”
Spierdolili życie całe
A ja wolę swoją mamę
Matkę słodką, jak rodzynki
Lecz dostrzeżesz te Muminki
Gdy mamusi już nie będzie
To czy radę dasz zawzięcie?
Jak syneczka opisałem?
Bo to gówno już wysrałem
„JEMU JAKOŚ WSZYSCY WYBACZYLI,
A JĄ NA STOSIE ŻYWCEM SPALILI”.
„LEGENDA CZY PRAWDA? „.
Za co cię męczyć chcieli okrutnie
Po co cię skazać, wiedzieli, za co
Lecz w sercu żałość kroi komory
Powieki twarde, szkliste, wilgotne
Wyznali miłość, w sobie i tyle
„Jacek” obiecał, słowa nie trzymał
Ona spłonęła - klątwę rzuciła
„Jacek” przechla pał sobie żywota
Lecz to nie wina jej, a to wraca
Okres napaści, walki i chłodu
Bo to jest prawda, że nikt jej nie pomógł
Że kochał ją jeden i szuka ją dalej
Obiecali sobie, że się odnajdą
Że się połączą i wytrwają
Lecz nie wiem czy to prawda będzie
Bo gdzie nie spojrzeć to ona wszędzie.
„AŚKA”.
Ujrzałem ciebie, przez okno,
Które wcale nie było na życie,
Ty wracałaś do swej klatki,
Jak zwierze odnalezione z ZOO?
Widziałem ciebie przez małe chwile,
Lecz wydawała się wieczna,
Zapamiętaj o mnie i niemów źle,
Bo co stać się stało, pozostać musi,
Płakałem za tobą i smutny byłem,
Ale przyjaciółką moją jesteś,
Ja patrząc na zdjęcie twoje,
Wciąż pamiętam te chwile,
W których pocieszałaś i rozweselałaś serce me,
Twoim czarem była radość,
Gdzie działała jak światło w ciemności?
„Wiec, że o tym dziewczę drogie,
Iż HAWRAN sercem jest przy tobie”.
„CZARNE ZŁO, BIAŁE DOBRO”.
Magia jest rzeczą okrutną,
Źle wykorzystaną zabójczą.
Czy czarna, czy biała lub inna?
Ona jest niewinna.
Winę ponosi osoba,
Która wyrzeknie się Boga?
Lecz gdy dobro w tobie żyć będzie,
To i Bóg przy tobie będzie.
Jak poddasz się raz Satanowi?
To i on się zadomowi.
Złe uczynki naprawiaj
I o raj w niebie się staraj!
„UCZUCIA DO TEJ JEDYNEJ”.
Ciągnie mię serce
Do dziewczyny z grona
Bo gdy na nią spojrzę
To odlatuje wrona.
Jej oczy to perły
Z najpiękniejszych mórz, odzyskane
Usta jak róża, namalowane
Włosy zostały przez wiatr splątane.
Głos jej porównam do śpiewu ptaków
Figurę zaś do nieba znaków
Jej dotyk jest ciepły,
Jak Lato w pełni?
I mam nadzieje, że się nie zmieni
Obraz jedynej, mojego serca
Myśl o niej, wciąż się znęca
Nad mym uczuciem i blaskiem światła.
„OPIS KOBIETY, W KTÓREJ SIĘ ZAUROCZYŁEM”.
Poznałem tą jedyną, podczas nocy
I nie wyczuwałem wówczas jej mocy,
Kiedy ujrzałem kobietę waleczną,
Co miała figurę tak bajeczną...,
Że oddałbym jej nawet swoje ciało
I nie zważałbym na to,
Co by się z nim działo?
Gdy na nią spojrzałem,
To sobie wszystko przypomniałem.
Gdyż w ręku trzymała mieczyk
I wtedy zawiał chłodny wietrzyk.
Rozwiał jej włosy, od razu za nią
I ujrzałem jej oczy, łamią
Serca tych osób, co w niej się zadurzą
Lecz, nasze życia się tak bardzo różnią
Przez to tylko, że to nierealne.
Że Ją pokochałem!!!
Chociaż nie zasługiwałem.
Na tak piękny wzór kobiety,
Mogę wrzasnąć - O rety!
Bo gdy rano się przebudzę
To znów myślę, kiedy wzbudzę
W niej ten płomyk mej miłości
I w mym sercu rozpalą się wszelkie znakomitości.
„DLA...,
Nie wiem, czemu się tak dzieje
Zdaje mi się, że to zawieje
Sprawiły ten cud przeklęty
Że jestem taki zawzięty
By ci powiedzieć-kochanie
Ale za nim to się stanie
Wiec o tym, że ja pragnę
Ciebie a nie Magdę!
,, DLA....,,.
Coś się stało z moim życiem
Bo cię kocham nad życie
Nie boje się niczego
Nawet tego złego
Ni strasznej ciemności
Co zastrasza, że?
Aż skrzypią wszystkie kości
Wierze w to, co się spełni zaraz
I kocham ciebie-na raz.
,,Twój Anioł,,.
Nie wiem, jak wyrazić
Uczucie to mam
Bo nie jest to miłość
Ni przyjaźń, to znam
Czuje, że życie
Dobiega końca
Jak ten myśliwy?
Co goni zająca
Lecz czy ucieknie
Szarak malutki
Czy pójdzie do Nieba?
Na kapcie lub budki.
„Droga...,,.
Droga Miłości
Zrozum to wreszcie
Że tylko Osioł
Pisze te wiersze,
Lecz nie wiem jak one
Podobać się mogą
Takiej dziewczynie i Białogłowa
Ja pojmać nie mogę,
Chociaż się staram.
Więc uwierz aniele,
Ma koleżanko
Że pisać wiersz ten
Nie było łatwo.
Czem cię przekonał?
Posiadam chęci
I mam nadzieje,
Że się przekręci,
Twoja opinia
A zaraz za tym,
To, że ja piszę
(Wiec wstaw się i za tym.
By moje wiersze
Nie były obdarte
Lecz, pełne szacunku
Bo są tego warte).
,,XXX”.
Nie wiem, którą kochać mam dziewczynę
Tom blondynkę czy brunetkę
Może zagrać mam w ruletkę
Czy wesoła, może smutna?
Może piękna, może ludzka
Taki wybór jest okropny
Nie wiem, która, jestem głodny
By ubóstwiać ta jedyna
Lecz ja nie wiem jest mi zimno
Dziś ja pragnę jej miłości
Nie wytrzymam, wciąż w tej złości!
„PTAKI”.
Ptaki świergoczą na niebie
Lecą wysoko, lekko, zwiewnie
Świergoczą tylko, gdy ciepło się zbliża
Z czasem, odlecą-nadejdzie zima
Wtedy brakuje nam piór kolorowych
Jak pięknie świergoczą, czy o tym nie wiesz
Wiem o tym i tęsknie za nimi.
Po to tylko żeby być z nimi.
Wtedy się robi, tak przyjemnie
Nie dosyć, że krzyczą
Jest tak wiosennie
Zielono wszędzie, słoneczko grzeje
I od razu buzia się śmieje.
„RODZINA”.
Każdy ojciec kocha nas
Każda matka woła nas
Każda siostra boi się
Każdy brat boi się
Lecz jak to wszystko ustanie
W naszych sercach wspomnienie zostanie
I tak z pokolenia na pokolenie
Aż nasza krew stracona zostanie.
„COŚ”.
Nie wiem, co to jest?
I nie wiem skąd to się bierze
Lecz mam nadzieje
Że jest to w dobrej wieże
Nie wiem, jak opisać to mam
Bo po raz pierwszy coś takiego znam
Myślę o dziewczynie tej
I chciałbym, ofiarować jej
Uczucie, co płynie z serca
Wiedząc o tym, że się nie będzie znęcać
Nad tym uczuciem i mą postacią
Czy będzie mnie kochać?
Muszę ja to zacząć, a nie ona
Bo to jest przecież-moja wymarzona!
„XXX”.
Moim aniołem jest uśmiech
Moją nadzieją jest życie
Mocą jest słowo
Przeżyciem wiedza
Serce otwiera umysł
Światło zawiera przyjaźnie
Ciemność odchodzi w mroku.
„STWIERDZENIE”.
Zło - rodzi zło,
Chociaż nie chciało.
Zło - zwalcza dobro,
Bo pierwsze zaczęło.
Dobro niszczy zło,
Ponieważ tak chciało.
Zatem co powstało?
JEŚLI POWIEM - ŻE TO BĘDZIE
„CHAOS” - ZAMAŁO.
„POWIEDZIAŁAŚ”.
Powiedziałaś mi, czego chcesz
Powiedziałaś mi bież to
Szepnęłaś - zaczaruj go
Nie patrząc zrobiłem to
Skaleczyłem go tak boleśnie
Że aż we śnie krzyczał - zabierzcie
Lecz to nie był sen
Odpowiedział ten, co żył hen
Pokonałem twego wroga
I przede mną jeszcze długa droga
By znaleźć, tą jedyną
Do póki wszyscy nie zginą.
„XXX”.
Nie wiem, czy sen ziści się jutro
Nie wiem, czy życie będzie jak futro
Nie wiem, co będzie po tym zdarzeniu
Wróżba mówi, że będzie ich wielu
Jedna osoba nie będzie ważna
Nie znam imienia dziewczyna żadna
Chociaż możliwe, że się tak stanie
Przecież nie mówcie; to jest rozstanie?
Nie wiem zupełnie, co stać się musi
Lecz to nie wina jest Małgosi
Ona przecież dobrze to znosi.
Kasia czy ona - prawdopodobnie
Iż ona wie już, że będzie chłodniej.
„BIAŁE, CZARNE”.
Poznałem zamiary czerni.
I na pewno nic się nie zmieni.
Poznałem zamiary bieli
I wiem, że czarne się nie wybieli.
Te dwa kolory się poznały
I ze sobą życie zabrały
Kłócą się zawsze o rzeczy twoje
Lecz nie widzą to, co swoje.
Potrafią nawet zabrać życie
I zrobią to, jak naj chytrzej
Po to tylko by usłyszeć o tym
Że poddajesz się; a potem są tylko kłopoty.
„DLA TEJ NIEZNAJOMEJ…”.
Twoje oczy mówią kocham
Twoje usta mówią bierz
Twoje serce mówi zostań
Twoje ciało mówi chcę
Twoje ręce są jak niebo
Twoje stopy są jak len
Twoje włosy są jak...
Po prostu chcę sprawić radość jej
Chciałbym mieć cię zawsze z sobą
Chciałbym szeptać czule tak
Lecz ja nie wiem, czego żądasz
I nie pomyśl o mnie źle
Ja cię kocham tak boleśnie
Ja cię obok tylko chce.
Lecz na pewno moja droga
Szeptać czule kocham cię!
Wiem, że z tego nic nie będzie.
Chociaż pozwól cieszyć się
Twym widokiem i twym czarem
Prze ciesz w końcu wiem, co chce
Nie wiem, co ty o tym myślisz
Nie wiem, czego z życia chcesz
Lecz czy weźmiesz mnie w objęcia?
Czy wyrzucisz z serca mnie?
,,Wybór należy do ciebie,,?.
(Minister sexu i Korner).
„DLA CIEBI”.
Myślę o tobie, na co dzień
Myślę o tobie w nocy
Twój uśmiech jest uroczy.
Twoje słowa jak nuta złota spleciona.
Twa figura jak nuta złota spleciona.
Twa figura jak, gracja świata.
Nie słuchaj więcej takiego wariata.
Przepraszam cię za wszystkie krzywdy wyrządzone.
Me myśli były odrzucone.
By ci wyznać me uczucie
Że cię kocham nad życie.
Wiec o tym, że pragnę twego szczęścia.
Nie Patrycji ani żadnej innej
Tylko ciebie zanim zginę....
Chciałbym ci zaśpiewać serenadę.
Ale śpiewak ze mnie żaden.
Mówcą też nie jestem dobrym
Nie jestem waleczny jak Chrobry
Lecz nic mnie nie obchodzi więcej
Jak chodź by przez chwile po trzymać twe ręce
Przytulić do siebie mocno
Powiedzieć - kocham
I skraść twe serce!
Złożyć pocałunek na twoich ustach
I zaszyć się z tobą, tam, gdzie jest chwila pusta.
„XXX”.
Pewna dziewczyna złamała mi serce
Nie tym, że nie kocha nie tym, że nie lubi
Tylko tym, że żyje z nadzieja, że mnie zgubi
Lecz to jest nie istotne w jej życiu
Tylko to, że mnie chyba nie na widzi
Czemu? Nie powie.
Dla czego? Zabronione
Ważne jest to, że ja ją kocham
A ona do mnie nie szlocha
Nie myśli o mnie nie piśnie ni słowa
Bo ona nie jest jeszcze gotowa
By kochać osobę bliską jej sercu
I wzdychać głęboko, patrząc oczami
Bo ona właśnie tak mnie rani.
Poprawiam sobie humor
Słowami czystymi - że kocha
Lecz ona je z hańbi, jeśli nie kocha
Wtedy miłość nie będzie prawdziwa
A dusza zacznie być burzliwa
Bo skłamać w tak ważnej sprawie
Nie będę wygłaszał o tym kochanie.
Wiec o tym, że cię kocham
Lecz później do mnie nie szlochaj
Bo jeśli będzie za późno
Twoja wola, co z tym zrobisz
Czy łzę potem uronisz
Nie wiem i nic już potem nie będzie ważne
Ja cię kochałem a ty chyba z żartem
Twe gesty mnie smucą miłość ma cierpi
Dziura w sercu się wywierci
Powiedz słowo a będziesz wolna.
Czy chcesz być wolna?
Czy chcesz być zajęta?
Powiedz, bo zaciska się pętla
Na mojej szyi, na moim życiu
Powiedz śmiało mojemu uczuciu!
,,XXX,,.
Złość mi w niczym nie pomoże
Miłość może o mój Boże
Czemu tak się dzieje w życiu
Że ktoś kocha, że ktoś pisze
Z czasem każdy to uznaje
Że miłości nie poznaje
A dlaczego wam nie powiem?
Bo to życie jest w humorze
Jestem samotny jak zwierzę w klatce
Może to mam po swojej matce
Lecz ja kocham, wzdycham, płacze
A ona nawet nie raczę
Dostrzec mojego cierpienia
Mojego bólu i wyznania
Że wątpię w nią, miłość
Czy ona ślepa spytać się możesz
Lecz ja na to - w miłość uwierzysz
Gdy powiem, jaka ona piękna
Mądra i szczęśliwa
I do końca się zbliżam
Pa kochana, pa wyznanie
Bym pomachał, lecz jestem nie zdecydowany....
„MYŚLI”.
Myśli twoje nie były czyste
Lecz były bardzo przejrzyste
Myślałaś o mnie jak o aniele
Lecz czy nie żądasz zbyt wiele?
Zastanawiałaś się nad mym rozmiarem
I powiem wprost - to doskonale
Lecz zamiast myśleć o tych rzeczach
Mogłaś przecież miłość wzniecać.
„MYŚLĘ O TOBIE”.
Myślę o tobie cały czas
Co robisz w nocnym świetle gwiazd
Czy swoje myśli masz
Związane z tobą dziecię
Może mi powiecie?
Że z nią jest wszystko dobrze
U siądę tam, gdzie Modrzew
Widok z okolicy ładny
I czy myślisz, że jestem fajny
Na początku mnie kochałaś
Miłość spojrzeniem wzniecałaś
Teraz spojrzysz, kiedy musisz
I nawet o dzień się nie kłócisz
Czy to jest już koniec
Czy początek historii
Bo chyba się zgubiłem
W myślach swoich!
„XXX-dziecko”.
Fotografie twoją nosze
Tak jak myśli, toast wznoszę
Za twe dziecię z nieznajomym
Może będzie to Gajowy?
Nie wiem Gosiu, kim on będzie
Lecz facet ma ,,cholerne, szczęście
Że zostanie mężem twoim
I że we wszystkim cię zadowoli
Będziesz szczęśliwa z nim to wiadomo
Ślub z nim weźmiesz z miłości
A ja w dal odejdę bez żadnej wiadomości
Ty zostaniesz jego miłością
A ja nie będę twym gościem
A co dopiero miłość wskrzeszać
Wszystko stanie mi na gardle
Nawet żal żem w kalendarz walne!
,,DO KRÓLICZKA,,.
Zostań miłością mojego życia
Zostań natchnieniem moich snów.
Ja ciebie tak bardzo proszę!
Bo moje serce do ciebie tylko chcę
Nie chcę myśleć o innej dziewczynie
Jak tylko o tobie.
Czy myślisz tylko o mnie?
Ja ciebie tylko chcę
Nie chcę Patrycji, Moniki czy Kasi.
Chcę właśnie tylko cię
Dotykać czule, patrzeć ci w oczy
Pisać ci wiersze, rozmawiać, się śmiać.
Wierzyć, że bardzo mnie kochasz
I myślisz nie tylko o mnie jak we śnie
Nie mam wymagań bardzo ogromnych
Chcę być blisko ciebie
I od czasu usłyszeć
Ja kocham tylko cię!
„SEN”.
Chłodny podmuch wiatru
Po czułem, gdy wyszedłem na dwór
Drzewa tak szumiały
Jakby coś powiedziały
Mówiły głośno sobie
Że ja nic nie robię
By ten czas powrócił
A bym się przebudził
Ze snu wiecznego
Lecz nie pamiętnego
Nie wiem, co się działo ze mną
W ten czas, co mnie wezwał
Los, bym stoczył bój okrutny
Ze samym sobą w lutym
W maju się zakocham
I może będę do niej szlochał
W czerwcu się coś przebudzi
I będę miał, co robić
W lipcu się zapomnę
I może będę jeździł do niej
W sierpniu się poprawie
I przyjaźń z nim wznowię
We wrześniu będę kuł
A w październiku jakoś żył.
,,DZIĘKUJĘ CI,,.
Kiedy rano sobie wstanę
Nie zapomnę zjeść pierwsze śniadanie
Powiedzieć sobie, że nic do mnie nie czuje
Odejść w nie pamięć
Bo przecież ja serca nie łamię!
Ty potrafisz życie zmienić
Z szarego na barwne
Dziękuję ci szczerze!
Że ktoś zrozumiał i uwierzył
W prawdziwą miłość
Za nim już nie żył.
,,CO KOLWIEK BĘDZIE,,.
Co kolwiek będzie
Co kolwiek się stanie
Nie zapomnę o tym kochanie
Że ofiarowałaś mi szczęście i radość
Lecz zabrałaś miłość, wytrwałość
W tym, co godne jest uwielbienia.
To przecież nie stwarza zagrożenia
Że kochasz kogoś okrutnie
A ta osoba ma cię po prostu w dupie.
,,XXX,,
Twe słowa i gesty me serce ranią
Lecz to nie wszystko, co zostało.
Czy między nami było, co kolwiek?
Czy tylko mi się to wszystko przyśniło?
Jeśli to był sen okrutny
To nie chcę, aby ktoś był tak smutny
Jak moja dusza z ciałem
Bo chyba na to nie zasługiwałem
Wolałbym prędzej skonać
Niż tak cierpieć i wołać
Czemu to mi się przydarzyło!?
Czyż by już północ wybiło
Że takie koszmary męczą mą pomięć
Czy tylko na dworze jest zamieć.
Nie wiem, gdzie zawiniłem w miłości
Ale oddałbym prawie wszystko
Za trochę szczęścia i miłości.
„XXX”.
Czy to jest sen, że kocham cię
Czy to jest bajka, że widzę się
Czy serce twoje do mnie wzdycha
Czy tylko na myśl kocha
Czy będziesz moją papużką
Czy dasz dyla i uciekniesz z mamuśką
Po to, aby się przekonać, że cię kocham
I czy na pewno do ciebie szlocham
Odpowiedź ma krótka jak ta nutka
Ja cię po prostu uwielbiam dziewczyno malutka
Lecz oprócz miłości, wierszy, wierności
Nie mogę ci nic więcej dać w tej życzliwości.
„DO CIĘ”.
Nie widziałem nic ciekawego
Oprócz nienawiści po prostu złego
Przez to, że miłość odeszła w dal
A ja nie mogłem odzyskać twojego e-mail
I nie szukałem daleko
Znalazłem za to wdzięk życia nie czystego
Lecz te myśli nie czyste zaczęły znikać
I światełko miłości zaczęło migać
Czy to oznacza miłość prawdziwą
A nie tą przenikliwą
Która przenika w raz z czarem mórz i oceanów
Kiedy zbliża się kilka panów.
Paczą się na ciebie jakby byli w siódmym niebie
A ja cóż biedny robić mam
Wierzyć, że kochasz i wytrwasz tan
Który głosi melodię bajeczną
Tak wesołą, że aż wszystkie pary krzyczą
Żeś ty najpiękniejsza na świecie
I nie ma piękniejszej niż ty dziecię
Myślę o tobie we dnie, wieczory
I co robiłaś do tej pory
Nie wiem, co teraz jest między nami
Lecz mam nadzieje, że się nie karmi
Jakaś osoba twoim szczęściem
Uwierz mi na słowo, że ja cię nie zawiodę
I będę szeptał czule
I nigdy nie zranię cię tym bólem
Co potrafiła zrobić to inna osoba
Bo ja cię kocham i niech się boi boga
Ta postać przeklęta, która cię zrani
Ona cię omami, po to by wykorzystać
Ja postaram się cię bronić i te słowa mówić
Żeś ty najpiękniejszym kwiatem została
I chciałbym byś powiedziała mi szczerze
Czy jestem tylko twym przyjacielem?
Czy księciem z bajki wierszowanej?
A ty księżniczką z kolorowanki namalowanej!
Czy ty to przyjmiesz twoja wola
Czy wypędzisz jak tego mola.
„PYTANIA DO LUDZKOŚCI”.
Jestem człowiekiem, który sobie marzy
Lecz nie wiem, który człowiek uczuciem mnie darzy
Nie wiem, kim jestem choćby szczęśliwy
Czasem na pewno jestem burzliwy
Myślę tak sobie
Może o tobie
Lecz nie wiem cały czas czy myślę o tobie
Nie wiem, co czuję czy mażę o miłości
Bo czuje coś, że zbliża się do ludzkości
Coraz więcej jest sytuacji
Co grozi nam w czasie. Naszej może miłości
Nie wiem, kim jestem nie wiem, co kryje
Nie wiem po prostu, co we mnie żyje.
Czy to uczucie burzliwe złości
Czy może po prostu radosnej miłości.
Kim tak na prawdę jestem dla ciebie
Człowiekiem, królem, miłością, bo nie wiem.
Myślę i z czasem dochodzę do stanu
Obojętności swojego klanu
Czuję może jakąś odrobinę czegoś
Lecz zaczynam wątpić, może to od odległości?
Dlaczego nic nie pamiętam
Nawet jak ja wyglądam.
Z czasem może mi się coś przypomni
Lecz dlaczego teraz nie odmowni
Biją się o coś, czego nie znamy
A może to poznamy
Po co walczyć mam teraz z samum sobą
Skoro ja nie chcę, chcę być z tobą
Z tobą a może ze swoim ja
Wątpię teraz czy ktoś mi podpowiedz da
Ale jestem i myślę, co przyniesie mi ten świat.
Może mą miłość a może strach.
„XXX”.
Myślę o tym, co teraz robisz
Cały czas myśl ta mnie goni
Czuje w sercu czasem smutek
Bo cię nie widzę, twój mały ludek
Ten, co cię kocha, miłuje serdecznie
I trwa w tym chwalebnie
Wspomnienia mnie pocieszają
I w smutku wspierają
Sercem myślami jestem przy tobie
Ale nawet Domyślam się, co czasem robisz
Kocham cię za to, jaka jesteś
I czekam na upragnioną lato-jesień.
„SIEDMIU”.
Siedmiu ich było
Siedmiu kochało
Siedmiu ich sobie przyjaźń przysięgało
Siedmiu ich żyło w pokoju, co dało
Iż siedmiu ich to było za mało?
Iż jeden przetrwał, czy źle uczynił?
Iż kochał ją on i świat nasz ożywił
Iż myślami był w krainie miłości
A sześciu pokonanych, czy tylko nie mówiących Amen.
A sześciu tych znało się lepiej?
A sześciu było jak kamień w rzece?
A sześciu tylko było ich mało?
Po co to buło, po co się to działo?
„TWORZENIE”.
Myślisz sobie, że coś stworzysz
Każdy cię beszta, ale dalej to robisz
Nie ważne czy ktoś ci dokucza
Zaślepiony jesteś, nikt cię nie naucza
Pogrążasz się jeszcze bardziej
I nic oprócz tworzenia nie widzisz twardziej.
Myślisz i dążysz do swojego celu
Nie widzisz niczego
Nawet tego złego
Nawet, jeśli odpychasz przyjacielu
Oddalasz się od swojego świata
Nie widząc nawet swojego brata
Dajesz z siebie, co tylko możesz
Aby zadziałało to, co tworzysz
Potem myślisz sobie, co stworzyłeś
Że jest złe albo dobre
A nikczemni czekają i kradną
Twoje maleństwo, te, co stworzyłeś
I teraz wszystkiego żałujesz
Chcesz się zemścić na tych osobach
I tworzysz coś, co wkurza Boga
Ty nauczkę po czasie dostajesz
Ale znowu ZŁĄ rzecz ktoś stworzył.
„MYŚLI”.
Kiedy kumpel się zabije
Kiedy przyjaźń się rozmyje
Twoje serce się rozdzieli
W twoim życiu coś się zmieni
Wspomnisz wtedy różne chwile
O miłości, zdradzie, życiu.
Zastanowisz się nad myślą
Że nie spotkasz więcej osób
Które lubisz i popierasz
W ważnych sprawach, bo umierasz.
„XXX”.
Muzyka łagodzi swój obyczaj krótki
Każdy o tym wie, iż nie potrzeba wódki
By tańczyć w rytmie swojej piosenki
Pokazuje się wówczas swoje wdzięki.
Bas, sopran, słowa
I już powstaje melodia gotowa
Puszczasz ją w radiu, w wolnym czasie
I zapominasz o swoim czasie
Słowa splątane niczym runo miłości
Muzyka jak ogień wierności.
Każda osoba słucha tego, co chce
Lecz ja słucham tego...
Kto o tym wie?
„DOSYĆ”. (Dla samobójców.)
Dosyć mam tego wszystkiego
Dosyć mam nawet tego dobrego
Życie mnie nudzi
Nic już nie zbudzi
Sekunda upływa, minuta stęka
W ciele się budzi tylko udręka.
Co kolwiek się dzieje, nazwę to męka
Pisać i czytać się nauczyłem
Myśleć i działać dobry byłem
Dosyć wszystkiego teraz mam
Co kolwiek się dzieje
Te zimne zmartwienie
Tworzy lud w ciele
A poza nim, zawieje
Pisać się nie chce
Czytać, też nie.
Dosyć krzyczę
Nikomu nie życzę
Tego zmartwienia!
A więc, do widzenia.
„WOJNA”.
Gdy księżyc zostanie przelany krwią chrześcijan
Wtedy nastanie wojna demonów
W której będą brały udział osoby ze znakami od Boga
Będą one zbierać się w grono aż utworzy się komplet rycerzy.
I jak na niebie ujrzą topór
Wtedy rozpocznie się dzień ostateczny.
Wojownicy boga zaczną walczyć razem by uratować planetę ziemie.
A Chaos, który ogarnie ziemie zapadnie się w mrok i nastanie dzień.
W którym zło zostanie pokonane na wieki wieków AMEN.
„XXX”.
Kiedy serca biją w jednym tempie
Kiedy uśmiech na twarzy twojej jest
Wtedy czuję się wspaniale
I wołać wtedy chcę.
We śnie za rękę i przytul mocno mnie
Wtedy czuję się tak wspaniale
I szeptać czule słowa te
Ja cię kocham mój Aniele
Ja cię pragnę i całować chcę
Tylko wtedy, gdy zostanę z tobą sam.
Myślę o tobie, co ty robisz
Myślę o tobie o tym, że
Jesteś daleko tak ode mnie
A ja siedzę pocieszam się
Że jesteś szczęśliwa i że kogoś bliskiego już masz
Bo ja nie wiem, co ty robisz
Lecz ja kocham ciebie, szeptać chcę
Ja do ciebie wciąż szlocham
I nie mogę zapomnieć cię.
Cytat „Smok”.
Chwieje się lew, upada w mrok
Chwytają go demony
Szkarłatne pręży smok
Przez czarny wiatr niesiony
Rycerze wiecznym legli snem
Bo wielki bój ich znużył
A w głębi gór przeklętych, hen
Szatański rój się budzi
GODZINA SMOKA! Trupi chłód
Strach krwawym łupie okiem
GODZINA SMOKA! Struchlał lud
Któż oprze się przed smokiem?
„Co to?”.
Myśli błąkają mi się po głowie
Jak śniadanie; odpowie głodny człowiek
Lecz moje myśli nie zawsze są czyste
Czasami można je uznać jako krwiste
Przeczucie mi nie daje spokoju
Czy ostrzega umysł w swym boju
A może sejmowe imię ma racje
Że Amor trafił mię strzałą na kolacje
Czy szare rycerze się przegrzewają
Czy coś udowadniają
Co za uczucie mię trapi
Może ktoś się z zaklęciem gapi?
„Skomlenie”.
Wzrokiem daleko, mażąc o tobie
Nie widząc przyszłości samego siebie
Żyję z dnia na dzień
Poddając się rozpaczy to wiem
Gdzie jesteś wyśniona malowana pani
Niczym bogini, która zrani za nic
Wiedząc o wszystkim, raniąc mię samotnością
Czy to dobrze umrzeć bez ciebie z godnością
Nie wiedząc, dlaczego tak bywa
Ma krew serce i ciało zalewa
Umysł samotnością grzeszy
Tak mocno, że aż diabeł się cieszy
Nie ważne jest dla ciebie me cierpienie
Czy nienawidzisz mnie aż tak mój Boże- panie!
Że zabierać pozwalasz me marzenia
I chcesz zabrać mnie do strasznego więzienia?!
Nie wiesz, co czynić chcę najbardziej
Tulić się i wiedzieć, że mnie i ją zło nie pokona
Bo miłość nasza zwycięży nawet największego złego pana.
„Miła moja”
Miła moja
Tyś bogini wieczności
Wiesz o tym jak cię miłuje
Przy tobie zmierzam ku wieczności
Dajesz mi wszystko to, co najpiękniejsze
Miłość radość i namiętność
Ja niczym rozstajna droga niegdyś
Odnalazłem w sobie to, co najważniejsze dziś
Niech te, które były ze mną a nie są
Zazdroszczą nam chwilowych bram niebios
A te, które nie są jeszcze związane
Podziwiają naszą dobraną parę
Nie kreślę tego by zazdrościli
Lecz tylko czasem nas razem widzieli.
„Zmiana”.
Niczym cień wyrwany z ciemności
Niczym strzała ogarnięta z nienawiści
Tak me serce rozdarte z umysłem
Zostało rozszarpane w czasie niegodziwości
Starta na proch
Pamięć nie okiełznanych
Dla myśli loch
Labirynt przeżyć poznanych
Dlaczego ja znać odpowiedź na to pytanie musze
Skoro w głowie inne, ja się już dusze
Lecz rozplątać pętle tą... Trzeba
By do nikogo nie wołać chleba.
Pozostać wolnym od dalekiego czasu
By w miejsce pętli nie było chaosu
Niczym ziemia wiosną a nie zimowym kurzem
Być tym, co kocha i stać się dużym
O myśli sroga
Niczym ciemna droga
Lecz w niej jest światło
Nawet ciało nie zbladło
Pętle rozwiązane
Serce zakochane
Blask zwyciężył mrok
To dopiero mały krok....
„TY”.
Tam będę ja... Twoja podpora.
W smutku i szczęściu radości, życiu
Pamiętaj o tym moja kiciu
Zmieniłaś me serce dodałaś skrzydeł
A ja do teraz jestem przy tobie i w siódmym niebie
Jesteś oparciem, pociechą mym słońcem
Gdy widzę ciebie mrok mój gubię w sobie
Ucieka on tam, gdzie nikt go nie widzi
W ten sposób nikogo on nie skrzywdzi
Rozpalasz mnie niczym lawa Ziemie
Gdy... Ujrzę ciebie!
Czas dla mnie nie istnieje
Nie myślę o obiedzie
Czasem tylko siedzę i patrzę na siebie
Nie poznawszy odbicia
Zastanawiam się nad niebem
Nad tym, co delikatne i pachnące
Nad pięknym kwiatem rosnącym na łące
Jesteś mą wiosną, Latem, marzeniem
Po prostu kochanie bardzo kocham ciebie.
„RÓŻĄ”.
Kocham mą różę chociaż dzika jest czasami
Kocham jej płatki nawet i z kolcami
Bo jej delikatność jest mym życiem
A promień padany słońca na nią zachwytem
Chociaż czasem marudzi co by chciała
Wiem jedno na pewno w tym ogródku nadal sobie działać
Chociaż pogoda czasem się zmienia
Ale i to jest do przezwyciężenia.
„Wołanie do Pana”.
Proszę cię Panie rozważ moją prośbę
Nie wywołuj niech nie usłyszę o wojnie
Spraw tylko by się wszyscy miłowali
Tak jak me serce szepcze teraz do Ani
Nie zadawaj mi bólu
Nie karz nosić broni
Nie, teraz gdy marze o mej Niuni
Nie karz nas Panie za nasze błędy
Tylko przypomnij o tym, co głoszą sakramenty
Niech karą będzie zadana modlitwa
A nie strzelanie z broni to myśl nie właściwa
O Panie łaskawy tyś dobry i miłościwy
Czasami surowy, lecz sprawiedliwy
Czynisz, co zechcesz bronisz swego raju
Panie pamiętaj w swym dumaniu
O nas o twych małych istotach
Które pragną ci szeptać
Lecz nie w kłopotach
O Panie nie myśl o tych idiotach
Podaruj nam; pozwól nam wołać!
Szeptać do ukochanych a nie szlochać
Nie wykopywać grobów dla poległych w wojnie
Tylko cieszyć się i żyć bogobojnie
Pozwól nam o Panie
Szepczę teraz...... Amen.
„Moja jabłonko”.
Miła moja, kwiatuszku z łąki
Jesteś jak drzewko jabłonki
Rodzisz owoc mą małą lube
No i pszczółka tworzy nam naturę
Pamiętaj moja tyś roślinko
Podlewam cię wybranko
Dbam i pielęgnuje,
Nawet uczę się o twej budowie
Nie jestem żadnym robakiem
Nie zjadam twych owoców ze smakiem
Dbam o ciebie i pielęgnuje abyś dojrzała
Bym mógł pochwalić się dumnie
Iż owoc twój także do mnie należy
Abym ogrodnikiem stał się jak należy
Jestem teraz pełen radości
Że za jakiś czas owoc nasz wszystkim doda radości.
„Połączenie”.
Jak nowy rok puka do drzwi
Tak ty otwórz swoje serce mi
Niech nigdy nam nie zabraknie miłości
Sekretnych myśli i radości
Oddałem ci wszystko, co mam
Swoje serce, życie i to, co będę miał
Kocham cię i pierścionek jeszcze założyć musisz
A oznaczać to będzie, że się na wspólne życie godzisz
Czy będę się dąsał czy szeptał czule
Takiego mnie wybrałaś mój aniele
Jak smutek przyjdzie czy śmiech nas otoczy
Tak nas ten pierścionek na zawsze połączy.
A każdy znajomy nas otoczy
Życzenia najpiękniejsze złoży
A umysł mój, myśli; bój stoczył
Lecz widok twój mnie tak zauroczył
Miłość zwyciężyła jak zawsze i wszędzie
Chwila słabości powiedziała niech tak będzie
I tak każdy głosi orędzie
Że oświadczył się ten, co kocha ją najwierniej.
„Recepta doktora”.
Dlaczego tak jest i tak być musi
Że planetę mą coś zawsze dusi
Jak nie dwutlenek węgla
To promieniowanie z nieba
Czasem też w jej korzeniach pęknie jak żyłka jakaś lawa
Czasami ma gorączkę lub trzęsie się może to plaga
Jaka to kolej jest, że rozkwita
Znów piękna i wyśmienita
A za razem cierpi z niedoboru tlenu za dużo też kwaśnego koloru
Lecz to jej nie przeszkadza, bo da sobie rade, doda coś do ubioru
Ja widzę, że chora jesteś czasami, gdy na pięknym zielonym kolorze jakiś śmieć leży
Zastanawiasz się czy śmierć się szczerzy
Nie jeszcze jej nie ma, na wieki twe to za mało
Ja pamiętam te małe bakterie, które się śmiały
Nie wiedziałaś, że to my
Jak na sercu leżał ten sen
Jak z małpkami bawiliśmy się
A teraz bawimy się sami
Niektórzy nawet małymi bombkami
Inni bawią się w ratowanie twego życia
Niektórzy z nas, czyli mała liczba
Niestety tak to bywa, że jesteśmy jak krew w żyłach
A tyś jest ciałem niebieskim
Tą piękną całością tak jak szpik w kościach
Pamiętamy o tym, że istniejesz, lecz jesteś chora
I pomału umierasz potrzebujesz lekarstwa szybkiego
Mniej toksyczności i więcej tlenu
Nie ważne jest, że my cię podtruwamy
Ale za to cię na prawdę, co niektórzy kochamy.
„Pragnienie senne”.
Wołam do cię moja lubo
Byś usłyszała słów ciepłych dużo
Pragnę dotykać cię i szeptać
Krzyczeć i na twój szept czekać
Nie pozwól mi miła czekać na tę chwile zbyt długo
Bo stanę się Biskupem lub inwalidą
Pragnę skosztować twych ust jak płatek róży dotykać
Zmysłowo tulić, z kosztować całą
Delikatnie przesuwać, kąsać namiętnie
Abyś poczuła fale dobijającą wiernie
By twe włosy kołysały się po twym ramieniu
A odkrytą szyje pocałunek skosztował
Ma dłoń błądzącym ruchem okrycie twe zrzuciła
Byś była okryta jak pierwsza kobieta, czyli naga
Me ciało z twym rozpalone
Połączone by się stało na ten niebiański moment
I gdy poza nam się znudziła
Zmienić ją na bardziej zmysłową tak chciało
Aż nasze dusze się zjednały
I ze sobą na zawsze zostać chciały
Trwać by to miało wieki
Lecz los już jest taki
Że po rozkosznej nocy
Obudziłem się by pójść w sprawie pracy.
„Chwila”.
Marność marności a nad marnościami marność
Życie marne w życiu
A życie przeżyciem
Kochanka miłości w miłości obłokiem
Błękitem niebios, nie biosem w błękicie
Promieniem słonecznym, światłem, promieniem w ciemności
Tęczą na sklepieniu, sklepienie nie biosem
Słowem i czynem, czynem, słowem darem
Myślą wołaniem i darem
Ciałem, tchnieniem tarcia
Widocznym uśmiechem, płaczem, krzykiem w czynie
Wesołym przeżyciem, radością ekstazy
Marnością bez zmiany
Szeptem orgazmu słowy
Słowem w rzeczy samej
Z tobą radość widzę
A bez ciebie ginę
Tyś mą panią w całości
Tyś mym czynem w życiu
Tyś mą mową w ciszy
Tyś mą Niunią – świtem
Z tobą wołać będę
Bez ciebie odejdę.
„Kim ?”.
Sercem jestem tam, gdzie ty o poranku
Myślami i czynem u siebie w domku
Zabawnym chichotem, dźwiękiem westchnienia
Możliwe, że dumaniem albo i śpiewem
Kochankiem z powieści
Albo muzyką na zabawie
Poranną kawą może śniadaniem
Słowem lub gestem
Czynem czy czasem
Zabytkiem słowa, pamięcią, marzeniem
Płaczem czy śmiechem
Mężem czy panem
Po prostu może twym ukochanym.
„Czas na szczęście”.
Czas już poznać losu smak
Nie czyniąc mi już nic wspak
Żyjąc w szczęściu i dostatku
Z pracą, kasą w podatku
Blisko ciebie z kontem pełnym
Jak w wakacje temperamentem
W plusie z cyfrą, liczbą zer
W domku własnym z dziećmi tej
Mojej luby wspólne plany
Marzeń kupę z patentem
Z Noblem z Fizy, rój gawędy
Sława czasu puka w bębny
Konto będzie niebawem pełne
Życie piękne w dostatku
Na szampanowym statku
W brud wszystkiego do okoła
Samochodów pełna głowa
W garażowym domku czeka
Samochodzik dla człowieka
Dla dziewczyny przyszłej żony
Dla teściowej jakiś „wolny”
Wszystko piękne kolorowe
Do miłości udekorowane
Szkoły wszystkie cieszą się
Że dołożą uczniom EEMS
Starty na proch zostanie pech
A biedę zabije przypływ gotówki
Bym nie unikał rachunkowej łamigłówki
Z Niunią kupował to, co chcę
A znajomym dał w prezencie małą część
Lecz nastąpi to wtedy
Gdy usłyszę piszczenie dzisiejszej biedy.
„Człowiekiem w swojej osobie”.
Słyszę i mówię
Skakać też mogę
Nie raz czegoś nie rozumiem
Krzyczę ze złością
Piszę własnym słowem
Czytam i mówię
Kocham i kochać umiem
Latać samolotem w marzeniach nie czynem
Jem i piję
Lubię i nienawidzę
Daję ci szczęście
Przyjaźń jak cię lubię
Gdy muszę to jestem
Wstanę lub się położę
Gdy smutny jestem chusteczkę przytulę
Żyję miłością
Z czasem mknę do przodu
A więc kim jestem?
Człowiekiem w swojej osobie.
„Dziecinne pytania?”.
Niczym ptak skaleczony o ziemie rozbity
Tak nasza planeta potrzebuje pomocy
Dlaczego?
Wezwaniem na wojnę trąbka zagrała
I z jednej i drugiej strony śmierć plony wzięła
Dlaczego?
Kochałeś swój rząd państwo wspaniałe
A teraz wstydzisz się, że je pamiętałeś
Dlaczego?
Sercem i duszą przy swej ukochanej byłeś
Gdy cię zdradziła ją porzuciłeś
Dlaczego?
Gniew ludzki nie w zło rzucałeś
Tylko do tych, co znałeś i kochałeś
Dlaczego?
A z braku jej już myśleć poprawnie nie możesz
Dlaczego?
Spełnić marzenia swe chciałeś
Lecz boisz się, że je już zapomniałeś
Dlaczego?
Siedzisz napity lub naćpany
I życie jest wówczas roześmiane
Dlaczego?
Twierdzisz, że lepiej być już nie może
Poddajesz się i czekasz na swój pogrzeb
Dlaczego?
Rachunek sumienia spłacić chcesz za kasę
Bo przechodzisz tylko koło bezdomnych czasem
Dlaczego?
Życie ci nie miłe
A w sercu krew jeszcze bije
Dlaczego?
Czy ktoś uratuje naszą planetę?
Czy za dwa wieki mam już nie widzieć żadnej rzeki?
Dlaczego?
„Fałsz czy prawda?”.
Szkoła nas uczy
Nauczyciele nauczają
A nie, którzy z nas na swoje używki czekają
Hołotą niektórzy są a czasem i sępami
W wilczej skórze się napalamy
Obłuda i kłamstwa nas pokochały
A to, co złe z głupotą powitane.
Witajcie używki; alkohol tanieje
A w parlamencie premier się śmieje
Plany pana „H” się spełniają
Po prostu sami się sprzedają
Czujemy kochamy i nic nie robimy
Ważne, że Polak ma czas na procenty wlewane
Niech mafia się cieszy, że legalizacji nie mamy
A rząd z tego, że osłów i baranów w Polsce mamy
Chcieliśmy Amerykę to ją mamy
Zero kultury Kurwy i ćpanie
To jest wybór gimnazjalisty, który nie słucha mamy
Polska nie musi mieć Trzeciej światowej
Sprzeda się sama jak Marihuana produkcji nowej.
Lepiej na Karaiby niech jedzie parlament
Bo jeszcze pieniądze są na rządowym koncie znane
Po co wciskacie kity
Powiedzcie, że Limuzyny są teraz państwowym modnym szykiem.
Boże mój Boże panie wysokości
Widzisz i nie grzmisz
Widzisz słabości
Kochasz nas, więc nie pozwalaj im na to
Żeby nasz kraj nie stał się Szmatą.
„Widzenie – przeżycia”
Powiem teraz, co ja widzę
Że człowiek jest jak Speedwey
Walczy o wszystko dla sławy i kariery
Ja się nie boje jestem tylko szczery
Boisz się życia w ciszy i biedzie
Ze każdy chce coś zjeść albo być już w niebie
Na ziemi naszej niema porządku
Bo ktoś zapomniał o rozsądku
Że wszystko jest jak na łączu
Jeżeli teraz nasze łącze padnie
To będą dwie kreski a nie krzyż, co jest iksem
Wielka niewiadoma czy on przetrwa
Czy się rozkruszy i będzie ramie z ramieniem?
Panie panowie, gdy zło w nas żyje
My się śmiejemy przy ciastku lub kawie
Panie parlamencie, czym pan jest dla swego ludu
Kim dla człowieka, który wieży w moc cudów
Obiecałeś nam prace i nauczanie
A gimnazja uczą się ćpać kradzieży nawet
A Ty nam przykład ładny przedstawiasz
Że kradnąc komuś wzbogacasz się i nie przepraszasz
Panie premierze, kim pan jest teraz
Premierem naszym czy złodziejem z Nottinghamu
Niech rząd i ich zady przemyślą słowa
Bo gdy przyjdzie on niebawem i powie czynem nie pytając się o słowa
Panie Wielkości materii i sumienia
Jesteś za tymi, co nie wierzą w czyn a słowa
Które prawdą są tylko dla nas
A nie kłamstwem i chaosem na ten czas
W tym czasie, gdy inni walczą dla świata
Inni sprzedają swojego brata
Kolegę i jego marzenia
Które są ważne dla niego i jego świata
W momencie, gdy ktoś płacze niepotrzebnie
Inni są źli i nie przeszkadza im to koniecznie
Kocham cię panie za twe czyny
Że nadchodzi czas walki i ostatniej wojny
Kocham cię za to ze jesteś szczery a ja wolny
Że przyjdzie walczyć w ostatniej bitwie
Ten, który czeka na otwarcie bramy
Pamięta o tym, że został tam uwięziony
Gdy klucz uwolni kajdany dostanie rozkaz mu dany
I nie będzie wtedy słowa amen
Zacznie się to, co kocha zło i dobro
„Zapanuje chaos a potem tylko oko
Nie Saura, lecz pana Ciemności”
Który czeka aż źli kosmici się wyniosą?
Kim jesteśmy jak twymi sługami
Nie dosyć, że czekamy to i także słuchamy
Tylko nieliczni wiedzą, że nic nie zrobimy
Jak tylko można to się pogodzimy
Kocham cię i świat ten nie zginie
Ostatnie pionki na szachownicy staną
A król z królem się spotkają
I tak pokój zapanuje amen
Panie zła i Panie dobroci
Wówczas będzie twarz
Jak za starych kwiatów Paproci
Szczęście i radość pokój na wieki
Moje ukochane miasto i nowe zabawki
Wyślesz nam anty wirusa z nieba
A opis wojen z ksiąg świętych i zakazanych
To opis mały, bo zbyt mało nakreślony
Kto widział kiedyś we śnie jak depta po trupach
Po swoich znajomych i broni szuka
Walcząc niczym Himen lub gladiator
Gdzie zapach śmierci aż rozrywa krew z zatok
A schować się nie ma gdzie
Tylko krew, zwłoki wróg i rozkaz w głowie
Gdzie ciało ma już kompletnie dosyć
Ucieczki walki doskonalenie broni
Skoki teleportalem i opisy amen
Kochana osoba tylko myśli i łagodzi
A walczy każdy, kto rodzinę ma lub kiedyś ją odwiedzi
Gdzie cywile śpią pod gołym niebem w ruinach z chorobami
Walcząc z jakimś kanibalem
Dzieląc się i ucząc, że jedność to przetrwanie
Że każdy modli się do Boga krzycząc:
„Panie niech już pokój nastanie”
A ci, którzy moc jak xmeni maja chronią ich
I o ich życie dbają
Gdy ziemia skażona krwią zostanie
A budynek tylko jeden stać będzie i zostanie
Wówczas światła błysk widać tylko z niego
Przetrwa ten, co w jednej trzeciej się mieści
Budując świat szczęścia i radości
Kolonizować w pokoju będzie kosmos
A król i królowa rządzić będą miastem
Mędrcy wielkiej rady sprawiedliwie będą przemawiać
A wojownicy będą chronić i czasem walczyć
Kto widział walki lub Mesjasza pana tego
Wojowników albo coś okropnego
Ten niech nie płacze, że tak widział lub czuł
Bo los jest w naszych rękach
A przeznaczenie w pana rękach nazywanym Bóg.
„Wołanie”.
Gdy kocham ją
A ona mnie
Ja pragnę by zmienił się ten
Ten świat tak ponury w barwę kolorową
Bym nie musiał się wstydzić, że jestem człowiekiem
By robot nie pole nie obcy nie ziemia
Niszczyła tego co ja kocham i myśl ma woła
Ja jestem tylko człowiekiem małym
Wysłuchaj mnie panie
Wysłuchaj mnie nawet ty co masz oczka czarne
Spraw by nasz świat nie ginął na marne
Proszę nie bawcie się w wojnę ciała
Bo to co święte to nie walka nie ta chwała
Święta wojna to nie wojna ciała
To ducha i umysłu nie piekielna brama
Zabić jest łatwo jak i zniszczyć co kolwiek
Stworzyć lub odkryć to jest wezwanie
Zabija ten co myśli, że ma władze
Lecz to jest głupiec, bo to nie rozwiązanie
Gdy zniszczyć można coś w krótkiej chwili
To nie to samo co żyć moi mili
Wybór śmierci to nie nasza droga
Naszą jest życie i świat swój ratować
Nie poprzez kłamstwa i obietnice liczą się czyny
Jedność każdej stolicy
Nie dla nas jest wojna, bo śmierć sama wybiera
Kiedy ma ktoś z nas ujrzeć pana stwórcę nieba
Wojna święta to nie jest dla ciała
To nie tak te pojęcie działa
Walczyć trzeba by nie łamać przykazów
Dać innym trochę darów
Wojna święta toczy się na co dzień
Pomiędzy złem no i dobrem
Kto obraca słowa pokoju w wojnę
Ten zmierza po prostu wcześniej na swój pogrzeb
Zamiast do życia i cieszyć się nim
Tak jak ten co z chciwością gra
Tak los Pan Bóg mu da
Kocham ten świat i płakać niebu się nawet nie chce
Bo zamiast mieć czyste myśli i serce
Brudne nasze dusze stają się z rozumem
Gdy walczymy z braterskim synem
Zamiast tworzyć nowe DNA
To zabijamy własne RNA
Wołam do ciebie droga postacio
Nie czas na walkę, szalona płaco
Wystarczy, że planeta już nie płacze
Nie ma sił a nasz los na tacę
Podany z przepisem wyborem podkreślany
To nie me ni człowieka nowej ery
Czas na zmianę rzeczy tak ja myślę o Panie
Me myśli zabójcze przyćmiewają umysł
Lecz co będzie dalej?
Gdy człowiek sam się całkowicie wymorduje!
Kto będzie żył na tym śmiercionośnym padole
Któż powie sercem, skoro czynem zabija i żądzą
Jeżeli zemsta już jest starym czynem
A wojna dostatecznie głupia
Walka o władze to narkotyk i bzdura
Słowo raniące innych to Ikara pióra
Gniew i złość szczeniacka gbura
A lenistwo wcale nie sprawia cuda
Prawo łamiące wygina się w różne strony
Lecz pozostają inne wartości ludzkiej choroby
Nie wymienione, bo nauczyć się czas został dany
Byśmy nie byli jak popsute fortepiany
Jak biblioteka pusta z książkami
Jak małolaci z przekleństwem lub dragami
Czas nie bawić się już w doktora
Bo chyba już jest wystawiona diagnoza
Lekarstwo to zmiana ja już leczę swe życia rany
A czy ty potrafisz?
Czy jeszcze jesteś nie rozumowy?
A może po prostu na nową Erę nie gotowy?
Zamiast myśleć jak na dwudziesty pierwszy wiek?
Może żyjesz jak pierwotny człek?
Odpowiedz sam sobie i weź się za siebie
Bo czas jak zawsze gra na twą nie korzyść
Brnie do przodu nie cofa się w twym życiu
Nawet jeżeli się przeniesiesz na jakiś okres w swym byciu
On tyka... woła: do przodu
Zanim się obejrzysz stwierdzisz sam co było
Pomyślisz chwile i rzekniesz tak to właśnie było.
„Czy Kocham?”.
Myślałem o tym to, co kiedyś trwało
O tym, co było to, co kochało
Lecz znów wypaliło się do końca
Chociaż mówiłem, że mnie to nie spotka
Przez jakiś czas bawiłem się w dragi
W imprezowanie dawało mi odwagi
Lecz czas chciałbym odwrócił swe życie
I poznałem cię jak upadało me życie
Ale ty dawałaś mi odwagę dawałaś
Szanse i ją wykorzystałem o tak
Dzięki tobie wiem jak się znów nazywam
Co mi myśl dyktuje i że wytrzymam
Tak wiem, że dzięki tobie żyje
Poznałem miłość i nikt tego nie zmyje
A tylko ty sprawiasz, że w szczęściu bytuje
Że wciąż żyje myśląc tworząc z uczuciem
Serce moje płonie od wschodu aż po zachód
A w umyśle wszędzie pełno twego słońca
Kocham cię i tak będzie aż do mego końca
Wiem, że jestem w niebie
Chociaż po ziemi stąpam
Wiem, że bez ciebie dusze się i boje
Na nowo tworze to, co mi daje fantazja
Zapisując rzeczywistość w notatkach i wierszach
Panią mą jesteś niczym kwiat ziemi pragnie
Uczuciem teraz jak deszcz w życiu ważnym
A błyskawicą, gdy oświetlasz mnie widokiem
Ja wiem, że jesteś moim obłokiem
Moją tęczą moją Niunią
Moim deserem, moją karmą
Moim losem, fantazją, marzeniem
Wszystkim, co znam i tym, co zapoznamy.
„Moje albo -ja”.
Niczym anioł mówiący biada
Ja nie mówię tylko słucham jak pan mój każe (Bóg)
Ja nie gadam
Ja czynie słowa, w którym czas odmierzany płynie
Jako wiek dwa lub trzysta
Ja nie słowem daje znaki jak mesjasz przemawiający do ludu
Ja czynie to co pan mi podpowiada
Ja człek prosty z człowieka stworzony
Na świat w wojnie wykluty
gdy domowy czołg po ulicach przechadzał
ja nie szatan ja nie anioł
ja człowiek; pan mój w niebiosach
stwórcą jest tego co stworzone
widzi to co my a i niewidzialną stronę
kocha lub nienawidzi sprawiedliwy jest zawsze
prędzej czy później ukarze lub skróci światło jasne
żywot mój o panie nie jest taki straszny
bo wiem, że twe czyny są jak gwiazda: ja śnie
o panie słów kilka mych nie poukładanych
ja prosty człek a tyś jest panem
nie wiem czym zasłużył wymawiając twe imię
słysząc glosy nieba i u bram szalonego piekła
wołają jedni i drudzy jedni nie czyń drudzy otwórz
panie mój jam nie gotów by na skrzydłach nocy
obracać się przeciwko tym ludziom zacnym
o panie nie wołaj mnie do boju bym po miecz sięgać miał z czasem
bym piekło i niebo musiał odwiedzać z kompasem
o anieli niech wasza moc będzie przy nas
w dniu chwały i klęski
niech pan nam wybaczy to ze jesteśmy jak owieczki
że wilki odziane w owcze skory są koło nas wyczyniając bzdury
łamiąc prawa ustalone pana z naszymi przodkami
nie czyńmy zła, bo to nie ja nie ty
lecz on z armią swą stanie na wzgórzu jak szejk panem haremu
i zacznie nie liczyć, lecz spoglądać w dusze o panie
widzisz je na wylot i zostawisz przy życiu by odbudowali co zgładzone
co piękne zostawisz
zło zgładzisz i wyślesz po nie sługi piekielne
by weszły między ludy i by ściągnąć je do bramy
a gdy otworzy się czeluść i wejdą owieczki szare
zamkną się bramy zła i powstanie miasto –panie
wyjdę niczym strzała z łuku wystrzelona która zna kurs i drogę swą pokona
o panie tyś jest jak słowo nie-okiełznane
lecz rozumie cię ten co kocha lub jest przy zlej bramie
zastanawiając się czym jest zło dla niego
i nie jest za późno by było zmiany na coś nowego
o panie nie każ mi z mieczem wchodzić z armią w me ludy
nie każ mi walczyć słowem dla innych
tylko spraw by świat ten był „luby” dla ..............
„Wołanie”.
Gdy kocham ją
A ona mnie
Ja pragnę by zmienił się ten
Ten świat tak ponury w barwę kolorową
Bym nie musiał się wstydzić, że jestem człowiekiem
By robot nie pole nie obcy nie ziemia
Niszczyła tego co ja kocham i myśl ma woła
Ja jestem tylko człowiekiem małym
Wysłuchaj mnie panie
Wysłuchaj mnie nawet ty co masz oczka czarne
Spraw by nasz świat nie ginął na marne
Proszę nie bawcie się w wojnę ciała
Bo to co święte to nie walka nie ta chwała
Święta wojna to nie wojna ciała
To ducha i umysłu nie piekielna brama
Zabić jest łatwo jak i zniszczyć co kolwiek
Stworzyć lub odkryć to jest wezwanie
Zabija ten co myśli, że ma władze
Lecz to jest głupiec, bo to nie rozwiązanie
Gdy zniszczyć można coś w krótkiej chwili
To nie to samo co żyć moi mili
Wybór śmierci to nie nasza droga
Naszą jest życie i świat swój ratować
Nie poprzez kłamstwa i obietnice liczą się czyny
Jedność każdej stolicy
Nie dla nas jest wojna, bo śmierć sama wybiera
Kiedy ma ktoś z nas ujrzeć pana stwórcę nieba
Wojna święta to nie jest dla ciała
To nie tak te pojęcie działa
Walczyć trzeba by nie łamać przykazów
Dać innym trochę darów
Wojna święta toczy się na co dzień
Pomiędzy złem no i dobrem
Kto obraca słowa pokoju w wojnę
Ten zmierza po prostu wcześniej na swój pogrzeb
Zamiast do życia i cieszyć się nim
Tak jak ten co z chciwością gra
Tak los Pan Bóg mu da
Kocham ten świat i płakać niebu się nawet nie chce
Bo zamiast mieć czyste myśli i serce
Brudne nasze dusze stają się z rozumem
Gdy walczymy z braterskim synem
Zamiast tworzyć nowe DNA
To zabijamy własne RNA
Wołam do ciebie droga postacio
Nie czas na walkę, szalona płaco
Wystarczy, że planeta już nie płacze
Nie ma sił a nasz los na tacę
Podany z przepisem wyborem podkreślany
To nie me ni człowieka nowej ery
Czas na zmianę rzeczy tak ja myślę o Panie
Me myśli zabójcze przyćmiewają umysł
Lecz co będzie dalej?
Gdy człowiek sam się całkowicie wymorduje!
Kto będzie żył na tym śmiercionośnym padole
Któż powie sercem, skoro czynem zabija i żądzą
Jeżeli zemsta już jest starym czynem
A wojna dostatecznie głupia
Walka o władze to narkotyk i bzdura
Słowo raniące innych to Ikara pióra
Gniew i złość szczeniacka gbura
A lenistwo wcale nie sprawia cuda
Prawo łamiące wygina się w różne strony
Lecz pozostają inne wartości ludzkiej choroby
Nie wymienione, bo nauczyć się czas został dany
Byśmy nie byli jak popsute fortepiany
Jak biblioteka pusta z książkami
Jak małolaci z przekleństwem lub dragami
Czas nie bawić się już w doktora
Bo chyba już jest wystawiona diagnoza
Lekarstwo to zmiana ja już leczę swe życia rany
A czy ty potrafisz?
Czy jeszcze jesteś nie rozumowy?
A może po prostu na nową Erę nie gotowy?
Zamiast myśleć jak na dwudziesty pierwszy wiek?
Może żyjesz jak pierwotny człek?
Odpowiedz sam sobie i weź się za siebie
Bo czas jak zawsze gra na twą nie korzyść
Brnie do przodu nie cofa się w twym życiu
Nawet jeżeli się przeniesiesz na jakiś okres w swym byciu
On tyka... woła: do przodu
Zanim się obejrzysz stwierdzisz sam co było
Pomyślisz chwile i rzekniesz tak to właśnie było.
„Kto poluje ? ”.
Żar nienawiści zaślepiający umysł
Jest wstanie spalić wszystko niczym Phenix
Kochając życie obce jak swoje
zapominając o żarze
A przeradzając go w ogień namiętności
Zaczynamy dostrzegać zmiany świata
Piękne jest wszystko niczym tęcza na niebie
Brzydkie jest to co nie potrafi płonąć uczuciem
A życie jest coraz weselsze lub zdumiewające
Każda chwila zaspokojeniem
Westchnienia odliczając czas nadejścia ukochanej osoby
Smutek obawiający swoje przybycie
Nie groźnym staje się potworem
Bo to co rozpalone podtrzymywane jest niczym akumulatorek
Usta policzki i oczy wydobywają na zewnątrz odblask
Tego co w sercu żyje nie dusząc się jak kapusta kiszona
Ale uwalnia przepiękne westchnienie
Niczym ogród mażący o małej pszczółce
Tak to jest oczywiste nie wiosna nie zima
lecz serce wzdycha i płacze z tęsknoty
Nie umysł krótki ale myśl wieczna żyje
Że ukochana postać jest w nas niczym używka otulająca ciało
Lecz nie sen nie rzeczywistość jest wrogiem
Nie marzenie tego płomienia lecz pragnienie spełnienia
A może życie które jest w niej sprawia że płonie te „ja”
A może wspomnienie lub rozkosz życia powoduje czar tego uczucia
Nie wiem czy ale napewno życie jest jak trwoga a sen
Niczym otulająca kołderka
Drzemie i okrywa nas ciepłem i życiem
O tak serce tętniące w rytm jej słów
A czerwona woda aż zalewa wrzątkiem nasze ciało
Coraz goręcej się robi na jej widok a potem ogarnia nas moment
Zero słów, znów jej widok rozpalił zmysły pragnienia
A oddech nie pozwalał odezwać się
To jest pułapka życia każdego
Lecz wystarczył by jeden gest- mowa umysłu zawyła
A by mała przekąska pajączka była w sieci
Lecz to już tak jest że serce nie sługa a oddech nie kanibal
Lecz tak to jest piękne westchnienie widok muzy i czar gotowy
Zauroczenie... nie, miłość znów ta miłość
Uczucie kochanków hihi
Gdy kochamy zapominamy o wszystkim
Nie liczy się czas nie liczy się trwoga
Ty i ona
Ona i ty
To wasz czas nie wojna nie pokój
Westchnienie i szept kołyszący miłość
I w życiu jest już jak jest
Pamiętajcie przystawki czarnych Wdów
Że życie jest tylko krótką chwila
A jad pajęczycy może być wieczny lub chwilowy
Małe muszki biedne wolne swawolne cieszące się z życia
I tak prędzej czy później wpadną w czyjeś sidła
Niczym skowronek lecący na niebie usłyszawszy ćwierkanie
Był w stanie zginąć by ujrzeć tylko właścicielkę słodkiego „hello”
Tak to my jesteśmy bestiami lub potulnymi pieszczoszkami
Karmiącymi się uczuciem lub bawiącymi się nimi
To my wybieramy i przebieramy co ma być
A co nie lecz taka jest prawda i życia płomiennego smak
Albo karmisz się płomieniem albo go gasisz od tak jak .....
„Jedno może dwa nie ”.
Coś mi mówi że życie to banał
Nie chwast nie wirus co zakażał
Myśląc o tym co w probówkach widziane
Nie to co w rządzie namieszane
Nie to co ludzkie nie zrozumiale
Nie to w co marzyłeś a jest teraz rozleciałe
Nie to co ty kochasz a stało się zakłopotane
Nie to co bajeczne stało się kłopotem
Nie to co ty nazywasz życiem jest ubogie
Nie ty co widziałeś jakieś radości w życiu
Nie ty co kochasz zraniłeś wielu
Nie to co wie jak żyć ma na co dzień
Nie on nie ty nie my nie oni
Nie ktoś nie życie nie wiara
Tylko ten co się stara zmieni ten świat na dobre
Ten co anioła zna i nie tylko z nim rozmawia
Nie ten co widzi a głuchy jest na słowa pomóż
Nie ten co widzi to co myśli mu boże dopomóż
Nie to co kocha wola pomocy
Nie to co szydercze jest wie co będzie w nocy
Tylko chytrość zdoła on przezwyciężyć i powie nie
Pomorze i na dobra drogę się stoczy
Pomagając i żyjąc ale to urocze
Nie ma to jak wiara ze cos stanie się dobre
Nie ma to jak myśl i marzenie że ktoś coś zrozumie
Nie ma to jak opowieść o życiu nowym
Nie ma to jak serce które się zmienia i pozbywa kamienia
Nie ma to jak życie staje się czymś co już nic nie doskwiera.
„XXX”.
Walcząc o przetrwanie, przysięgając i czyniąc
To co dobre dla świata jest nie zapominając
Lecz dusząc się każdego dnia dla czego ona
Dla czego ja
Kochając kobietę z którą nie jestem
Oszukując uczucie które przerasta mnie
Nie wiedząc dlaczego kim jestem w śnie
Nie wiedząc o życiu hulając z wiatrem
Nie czyniąc jej krzywdy lecz raniąc się każdego dnia
Nie wiedziałem o tym że miłość może tak trwać
Nie poskromiona niedająca odpoczynku
Tylko jej szept mógł by mnie obudzić nie słysząc ratunku
Kim ty jesteś aniele mój ukochany
Dlaczego mój tchórzowski styl
Nie pozwala mi zbliżyć się do ukochanej
„xxx”.
Wiedząc o wydarzeniu o miłości wiecznej
Nie idzie zmienić czasu
Który jest w sercu najdroższym
A ono mi dudni w sercu
Krzycząc skamlając. Dlaczego?
Kochając to poznane
Sercem i dusza słuchając wiatru szepcze mi imię twoje
A ja jestem z dala od ciebie i nie wołam kochanie.
Dlaczego serce me z dusza tęskni
Dlaczego nic nie czuje oprócz tego
Że ja kocham wciąż ciebie
A nie wiem co z nami
Zmieniając czas by było lepiej
Nie mogąc cię ujrzeć usycham
A w sercu ty tam mieszkasz i nie mogę cię stamtąd wypędzać
Wystarczy słowo szept gest sms.
A ja ożyje na nowo
A ja wciąż odejmuję swe lata
I nie widzę bez ciebie mego świata.
(DLA G. )
„Do niej”.
Twe słowa i gesty me serce łamią
Lecz to nie wszystko co zostało.
Czy między nami co kolwiek było?
Czy tylko mi się to przyśniło?
Jeśli to był sen okrutny
To nie chciałbym, aby ktoś był tak smutny
Jak moja Dusza z Ciałem
Bo nie wiem czy na to zasługiwałem
Wolał bym prędzej skonać
Niż tak cierpieć i wołać
Czemu to mi się przydarzyło?!
Czyżby już północ wybiło?
Że takie koszmary męczą mą pamięć
Czy tylko na drodze jest "ludzka zamieć".
Czy ja aż na to sobie zasługiwałem?
O trwogo nieskalana, przeklęta
Niczym duch mój mroczny kołyszący liście
O jam nieszczęsny ......
Sen lub jawa dodała otchłani odwagę
Ja nie byłem snem
Kochałem roniąc łzę
Widząc nieczysto
Słowa, przysięgi dotrzymując
Walcząc z czasem i swoimi przypadkami
Pamiętam o tym jak coś kogoś rani....
Kochać potrafię nienawidzić dniami
Lecz to nie kłopot żyć w tych czasach
Tylko wiedzieć co będzie za nimi......
Kończącą powieścią nie byłaś w mym życiu
Nie słowem nie czynem gestem westchnieniem.
Patrząc na rozgałęzienie życia czasami
Szepcze ma rozpacz wyjąc w mroku otchłani
Nie wiedząc za czym tak naprawdę jest to "Postać"
Szarość komórek otoczona kłamstwem nie zapomniała ......
Ciało kaleczone, ładowane pamięta...
Serce rozdarte podświadomością sklejone
Walczy o przetrwanie dążąc do jedności ….
Pokoju głupców, którzy wierzą...
W wojnę i inne rzeczy dążące nieczystościami zwane
Ja wiem już czym chcę być i z czym do czynienia mam na co dzień
Z otaczającą nas czasem głupotą, chciwością i złym nawykiem, kłamstwem
Gdzie bród czasem staje się nie do zniesienia w świecie fikcyjnego istnienia
Dobro zapomniane czekające na poprawę sytuacji pamięta.
Cierpliwie czeka, może na złą passe ciemności
A może po prostu nie może zasnąć wiedząc o tym śmietniku
Więcej hałasu o przeszłość czynią ci co ratować chcą się za wszelką cenę
Niż patrzeć na wartości, kodeksy, prawa widząc uczynki dobra
Tworząc przyszłość a nie gładząc życie przeszłością i złym rozumowaniem
Nasze twarde dyski są pełne, lecz nie umiejętnie czasem wykorzystywane
Kim chce być wojna codziennością głupoty?
Kiedy ma rozsądek dotrzeć do naszej rzeczywistości?
Dla nicości tracić mamy życie?
Czy nauczyć się od razu zabijać to co prawdziwe i realne jak na zawołanie?
Rozum nasz już rozwiązać problemu z używkami nie potrafi?
W wolnym czasie mamy faszerować się sterydami?
Czy plastikową chemie jeść od razu?
Gdybym był gotów na "ostatnią rozmowę"
Wówczas osobiście zrobił bym ten czyn szalony
Walcząc chociaż nienawidzę przemocy
Lecz wiem tylko jedno, że głupiec zaczyna wojnę
By móc się jak najszybciej wykończyć.
Strach zamyka oczy przed tym co widzą czasami
Lecz wówczas jest jeszcze gorzej
Bo podświadomość znieść już tego nie może
Czy gdyby znalazła się osoba
Co poprowadziłaby ludzkość do porządku ....
To czy ktoś by się do niej przyłączył
..... Wiedząc, że zostanie wspomniana nie tylko po tym porządku…?
Czy zapomnieliśmy już jak żyć bez wojny?
Czy musi pojawić się osoba, która to w inny sposób zakończy?
Czy masa już nie umie poruszać się w spokoju?
Czy musi wciąż wołać i rozszarpywać innych nastroje?
Czy kiedyś znów ujrzę ten piękny widok z czasów bez wojen..........
Jedna mądra osoba mi powiedziała ....
Odpowiedź jest w nas a czasem koło "niej".
(Dedykacja dla osób bawiących się w to co złe.)
Spoglądając na świat oczami młodej damy
Tryskającej promieniami młodości
Uśmiechem i czułym słowem
Rozdziera szarość ponurej strefy życia.
Nie nimfa nie anioł, lecz kobieta...
Spogląda na życie nie martwiąc się czasem.
Bez cierpień bez zepsucia goi rany swym byciem.
Nie czyniąc zła w rzeczywistym skowycie...
Bez chaosu i paniki wie co czynić ma w życiu...
Pełna rozwagi i piękna nieskalana - Laura :)
Tęsknota za tym co nie okiełznane dodaje czasami łez....
Pamiętając o czynach które gdzieś tam zapisane są przez czas.
Kim jestem jak nie człowiekiem, który wie....
Który walczy jak lew a czuje się jak mucha....
Pamiętać trzeba czy pamiętać ja mam o tym co przeżyłem
Zero wiadomości kontaktu i pustka...
A ja wciąż cierpliwie czekam....
By ostatni raz zrobić kilka czynów przed wygaśnięciem tchu.
Wołać czy krzyczeć mam - "DLACZEGO”?
Kiedy zrozumiemy, że wojna i zło to nic dobrego?
Myśl mi pozostaje tylko jedna
By ostatni raz ktoś miał wysłuchać Kapitana co kocha.
Co wierzy w dobro tego kraju...
Co wierzy, że zmiany na lepsze niedługo się pojawią.
Kim będzie ludzkość bez czynu dobra.
Kto w końcu pokój na cały świat wyda.?
Ty który widzisz nasze życie i planujesz czyny
Kiedy to będzie?
Czy jeszcze ujrzę, jak wygląda ta przygoda?
O losie okrutny przeznaczenia drogi wybierasz.
Kiedy to będzie?
Jeżeli nikt oprócz garstki osób tylko wie o tym.
Co kogo może lub spotka.
O Życie, które jest puzlem teraz zagubionym
A czekającym aż się go położy tam, gdzie powinien być....
Tak to bywa, że życie losem puzzle nam stwarza....
A czasem i długo układa. .......
„KRZYK”.
Widząc migotanie świata obecnego
Przejawia się trwoga; snu widzianego
Czym szybciej pędzi on swoim torem,
Tym większa pustka do słów duszonego
Nie można wydobyć ani słowa
Powstaje tylko myśl czy warto od nowa...
Dźwięk wije się niczym skomlenie
A to ma być krzyk albo wołanie?
W sercu nienawiść, strzępki człowiecze
Walczyć uczciwie czy niszczyć, jak zamiecie?
Z czasem wołanie jest takie kapryśne...
A ja coraz częściej myślami gdzie indziej jestem.
Wydać będę musiał okrzyk mej rozwagi
Ten ostatni zanim zniknę z tej drogi
Walczyć pozostało tylko hałasem
A to ma być Krzyk co jest teraz pustym czasem.
W myślach pozostały tylko ruiny
Nie ma tam echa ani szeptów, wołania...
Jest tylko rysa, która zapomina jak się zabrania
Hałaśliwych słów wiele przemija...
Pozostał krzyk ten co wszystko zmienia.
Nie basta...; alfa kroczy w słowie
Ten co ujrzy ostatni krzyk wypowie...
Niepokój, Nie wojna, nieporozumienie
Czas się zbroić aż na krzyk ktoś odpowie.
„XXX”.
Podciąłem skrzydła swe
Raniąc nie tylko siebie
Krzycząc w ciszy
Rozrywając dusze
Karmiłeś Mie marzeniami
Karmiłeś nadzieja i wiara
Karmiłeś klęską wrogów moich
Karmiłeś potęgą logiki
Karmiłeś Mie czynami i prawda
Karmiłeś fortuna zatrzymując koło
Karmiłeś miłością, która miałem
Karmiłeś, karmiłeś, karmiłeś…
„Przeznaczenie”
Na pustyni kręgów
Przy truj kacie podstawy
Faraon obiecał i słowa dotrzymał
Katrine zabrali w górę kręgiem ognistym
Oriona ujrzała świat dziwny okrutnie
Mówić i pisać im pomogła w mowie
A czas był przypowiednia
Przed zero piec było
W truj kacie SA drogi
Jedna na skróty podażą
Pilnuje tam kość z kosa
Bakterie uwalnia
„śmierć Nilu” oblicza swego nie pokazuje wybranym
Jeżeli i ty po dobrej stronie staniesz
Obrazów historii jest opis powodem
Ze nie tylko Zycie u nas jest koszmarem
Nic jednak z tamta nie wolno brać- nie kradnij
Bo Nil się poleje czerwonym źródłem
Jak w studni
Drugi postój jest tam, gdzie tajemnic pilnuje
Mądrość jest kluczem
Mapy podaruje
Do bram wiedzy żywych i umarłych księgi są jak słońce
Do krążków słonecznych pierścieni chciwości
Do trzeciej drogi wybrańca zaprowadzi
Pozna on wszystko co mu potrzebne będzie do życia
Odnajdzie wyspę z miastem o atlasie
Z czystym obłokiem
Co w życiu pomaga na co dzień
Czego się tam nauczy
Może i wam opowie
Tylko wybraniec losu
Trafi tam bez przeszkód
A świat zmienić może
Wprowadzi dobry nastrój
Lecz gdy drugi to znajdzie
I dla władzy szuka
Wówczas w nekrologu będzie
Cala ziemska sztuka.
„sarkofag”
W betonowej dżungli
Niebo drogę wskazuje
Pustka życia wszędzie
Jagger komentuje
Uratowano wielu
Dużo tez zginęło
Lecz by mogli żyć inni
Nikt „Łakoma” nie naśladuje
Jeszcze cztery pory
Sylwestra odmierza
A potem” wolność” krzyknie
Do tamtej pory przyszłość nas odwiedzi
Aby nie powstały zmory
Pod gruzami smutku
Historie czas opisze
A my żyjemy dalej
Z przestroga nauki srogiej
Jak coś robić mamy
Tak by nie w błędzie
Tworzyć technologie co wieko nam zamknie
Śmierć poklepując upadnie.
„Dla aniołka”
Tęsknota twego oblicza
Zatruwa mój umysł nagle
Kołysząc wspomnienia spotkań
Wiedząc, że tam gdzieś jesteś
Wołam sercem twe imię
Lecz puste SA me ramiona
Nie smutek, lecz lek
W mej duszy pozostaje
O niewinny aniele
Kusicielko miłości
Me oczy płoną
Czasem z zazdrości
Widząc pary kochanków
Czując ich radość w koło
Ja wiem tylko jedno
Ze mi ciebie brakuje
Zatruwam czas praca
Gdy nasza piosenkę słyszę
Lecz wówczas jestem
Tam, gdzie ty swoim umysłem
Serce mi pęka
Łzy krwią sklejają rany
Kiedyś cię Przytule
I znów będę na szczycie
Bogatszy od innych
Bo spędzę z Toba Zycie
Rajem nazwiemy nasz domek mały
A pocałunkiem rozpalimy nasz wieczny płomień.
„Spowiedź”
Kielich wznoszę
By łzy słodyczą były
Serce przebijam kolcem
Szeptem zatykam uszy
Oczy wypalam samotnością
Latam umysłem do bram piekieł
Kradnę skrzydła niebu
Stąpam twardo po niczym
Tworze marzenia własne
Chciwości uczę błędy
Kompas swój wyrzuciłem w przepaść
Walczyłem o coś, bo inni nie umieli
Wolność karmili zakazami
Uzbrajali w cierpliwość i wiarę
Nadzieja podpalali serce
Pokazywali kłamstwa innym
Zamykali usta bym nie mówił o prawdzie
Gnębili, bo czuli się słabi
Szyderczo drwiłem z głupoty
Kąsałem miłością dusze
Zabijałem uczucia pustka
Wypełniałem puste kartki logika
Umierałem o wschodzie słońca
Wstawałem, gdy wieczór kąsał
Odradzałem się przy księżyca blasku
Czuwałem, gdy ciemność wyrywała księżyc gwiazda
Nie kluciem się z głupcami
Milczałem, gdy inni śpiewali
Zdradzałem zło dobrocią
Kochałem z wiernością wybrankę
Nie mściłem się ze śmiercią
Czytałem by rozumieć
Czekałem, gdy inni się pchali
Raniłem swe Zycie czynami
Byśmy mogli jutro zobaczyć
Upadałem by wstać silniejszy
Dotknąłem dna by otchłań zobaczyć
Wzbijałem się w górę czynami
Na ziemie wracałem by się spaczy
Zazdrościłem innym normalnego życia
Nie karałem tych co przeciw mnie stanęli
Bilem Glowa w mory by upadały
Tonąłem w słonych kroplach smutku
Krzyczałem by miecz wojny schowano
Szukałem swej broni do walki
Niszczyłem w złości swe szczęście
Byłem ślepy w miłości
Pozwoliłem odejść mojej bogini
Nie rozumiałem życia, gdy walczyłem
Z wiekiem mądrość otrzymywałem
Na rozkaz odwiedzałem światy
Na pozwolenie czas poznawałem
Ciekawością wszystkiego kosztowałem
Zycie innym dawałem
O swa miłość się balem
Niekiedy złym na czyny pozwalałem
Przysięg dochowałem
I AŻ CZŁOWIEKIEM SIĘ STAŁEM.
„JA”
Czasem żałośnie coś wyglądam
Czasem opisuje coś bez znaczenia
Czasem słychać tik-tak
Czasem odpływam w marzeniach.
„Dziękuje...”.
Bystrością nie słynąłem za mocno
Nie raz widziałem zamknięte okno.
Czasem widziałem serca nadzieje
Z czasem tylko każdy się z tego śmieje.
Pomocną dłoń otrzymałem od rodziny
Od tych co kiedyś mieli smutne miny
Kości moje jeszcze nie bieleją
Czasy się tylko w obie strony chwieją.
Dziękuje wam za przygarnięcie
Miejcie zawsze miny uśmiechnięte
Nie bójcie się tego co będzie
Wiem o tym, że każdy stworzy swe orędzie.
„Kryzys”.
Gdy ziemia obrała kurs na niepewność
życie tuliło się do tych co widzieli przezorność
kochając numerki niektórzy
wyrwali życie z podwórzy
tym kosztem,
tym czynem,
tym słowem,
tym życiem.
„List do córki”.
Widziałem zarys szczęścia przy tobie,
Kocham i żyje w tobie,
Nie widu nie słychu a czuje
O twą przyszłość się boje.
Gdy zabraknie mi ciebie
Spotkamy się przy niebie
Gdy zabraknie mnie
Spójrz na księżyc on wszystko wie.
Serce moje otwarte jest czasami
A co za tym idzie i ja umiem rozmawiać łzami
Szczęściem jesteś moim
Marzeniem, że jesteś przy mnie się koję.
Wieczorem spoglądam czy już na bajkę przyszedł czas.
Ale ciebie tu nie ma doskwiera mi to za pan brat.
Poświęciłem nawet krótką opowieść
Zamiast być przy tobie... o mój Boże.
Czy będę do szkoły cię odprowadzał?
Czy będę z wagarów cię rozgrzeszał?
Czy zobaczę twoją pierwszą miłość?
Czy zdążę przed ołtarz zanim ściągniesz welon?
Myślę, gdy są takie dni jak te
Czuję, gdy brak mi cię
Kocham jak każdy rodzic to wiem
Wybacz, gdy braknie mnie.
„Szczerze”.
Szepcząc ci do ucha ukochana
wiem o tym, że czasem widzisz tylko bałwana,
wygląd byle jaki portfel na miedziaki
Słowa czyny marne zachowanie czasem wulgarne.
Myśli grzeszne z tobą czasem nawet coś robią
Zakochane serce tylko to mam … nic więcej.
„ZIMA”.
Dolinami i górami przechadza się zima
Lasami i łąkami Mrozek bawi się z płatkami
Szroniontko maluje obrazki na szybach
Puszek i śnieżynka hasają po niebie
Cała ta rodzinka zimę nam daruje
Co roku przychodzą czasu nie marnują
śniegu mamy dużo, mrozów kilka także
Zimno jest już wszędzie szalki są także
Czapki i kurteczki no i rękawiczki
czasem się bawimy na śniegu lub w domu
lubimy śnieżynki, sanki i bałwanki
No i rano białe zimy kolorowanki.
„Tęsknota”
Samotność zgłębia oczekiwania
Pozostałości wspomnień wykryte na twarzy
Myśli ulotne przy bliskich
Nie opodal dotykiem samotności
Odległość bliska załamaniu granicy
Mała słona kropla na mapie
Kilka godzin na skrzydłach Ikara
Dom! po prostu dom.
„List do ojczyzny”.
Miłością tęsknoty karmiłaś mię ojczyzno
Wolałaś o troskach i szczęśliwych chwilach smsem.
Kochałaś nas za wytrwałość w sercach
A my za chlebem wyjechaliśmy z czasem
Ojczyzno moja wyśniłaś naród dumny
Co przeżył srogie i ciężkie chwile
Płakałaś krwią, krzyczałaś wojna
Rozrywana byłaś, gdy tłumy huczały
A teraz modlisz się o coś...
Lecz nikt już nie słucha...
Nikt nie woła o jedność.
Matulo nasza, polko urodzaju, ...
Nie ten plon pokolenia wymarzyły anioły.
Sercem moim byłaś...
Krwawisz potem zalewając zaciśnięte zęby
Gdzie nadzieja pusta z wiara milczenia.
Matulo moja co wypełniałaś wspomnienia
Nie krwaw..., bo w sercach jesteśmy Polakami
A niebiosa niech ześlą cud kolejny...
Byś była zawsze radosna jak wiosna.
Ziemio portowa Polaka
Trzymamy cię w krwistym pudelku
A w myślach pozostaniesz moich w raz z bliskimi mymi...
Ojczyzna!
„xxx”
Serce raduje się na myśl o gwieździe
Miłością moja dziele się z innymi
Zielona won ze światełkami
Została w myślach naszych corocznych
Wieczerza i ryba; wigilia świąteczna.
"WOJNA".
"Gdy księżyc zostanie przelany krwią chrześcijan
Wtedy nastanie wojna demonów
W której będą brały udział osoby ze znakami od Boga
Będą one zbierać się w grono aż utworzy się komplet rycerzy.
I jak na niebie ujrzą tron kamienny
Wtedy rozpocznie się dzień waleczny.
Wojownicy boga zaczną walczyć razem by uratować planetę ziemie.
A Chaos, który ogarnie ziemie zapadnie się w mrok i tęcza powstanie.
W którym zło zostanie pokonane na wieki"...
"Już go nie ma".
(Po przeczytaniu sekcji zwłok)
Jestem tu a zarazem mnie nie ma
Nie widzę was
Nie słyszę tych co byli, gdy wydawałem cześć siebie
Nie ma mnie i nie będzie?
Dla tych co zerowali jak sepy
Nie ma tych co żyli
I nie ma tych co umarli
Niczym świtu zgiełk widziany tylko na jawie
Zamykam powieki i nie boje się ze ich nie otworze
Czasem jak słowo szepnę przez sen to i tak go nie słyszy
Widziałem wiele w swoim życiu, które nie było całkiem jawne
Czułem coś, lecz nie wiedziałem co...
A gdy było już za późno nikt nie przybiegł.
Straciłem mą wiarę w cokolwiek czym to było
Choroba mię zjada przynajmniej nie czuje się samotnie
Kim jestem cały czas się pytam
Zjada mnie od środka, lecz to nie rak.
Złość i gniew
Najchętniej wolał bym o pomstę do nieba
Lecz niebo nie jest od tego
Chciałbym zgładzić wszystkie jabłka
Przez które się to dzieje
Lecz i tak wiem ze życie nie jest dla mnie
Ani ona, ani ja.
Dlaczego nie ma nas?
Wykrzykując jej imię niebo tylko plącze
A pioruny oświetlają ulice
Latarnia nie świeci
Ciemność ogarnęła nas wszystkich
Zalewały nas strumienie wody
A przyglądając się temu jak topi wszystko
Poczułem to czego nie mogłem wykrzyczeć.
Puste słowa rozdarte szepty ciszy
Dlaczego ja musiałem usłyszeć tą pustkę
Kim się stałem zamiast siedzieć obok posagów
Jestem tam gdzie na końcu byś szukała
Lecz czekam
Mija dzień Tydzień, miesiąc kilka miesięcy
a ja czekam
I już przestałem czekać bo nie jestem mumia
Ja żyje i w przeciwieństwie do ciebie jestem żywy
Dawałem życie a ty je odbierasz
O biała strzecho niepoczciwej starości
Jesteś taka piękna w kościstym przebraniu
Lecz nie jak ladacznica podszczypujesz życie
Ty kusicielko co dajesz zastrzyk powietrza
Nie dawaj mi go bo nie chce
Ty małolato morderstwa starości i rozsądku.
Odebrałaś mi to co chciałaś
Lecz ja kiedyś odbiorę ci to co kochasz
Wiedzmy, siostry nie chichotajcie więcej
Bo słychać wasz lek i bicie tchórzliwego serca
Kurtyzany życia czeluści
Jesteście, lecz was nie ma
Brak uczuć chwila trwogi
Lecz to początek każdego dnia coraz gorzej
To nie gorączka na błyskotki
To nie kurza czernina grypy
To nie surowica życia
To był tylko tlen
Który zabił jego płuca
Coście uczyniły wiedzmy w zmowie wredne
Sekcja wykazała, że był to jego ostatni oddech.
Zmieniły się wydarzenia.
Wojna i konfliktów coraz więcej przybywa.
A śmierć cierpliwie i do was pomału przybywa.
„8 marca”
Piękno twe zacząłem od poranka
Wiosna do około otula wszystko żywe
Miłością karmiona i podsycana natura
Przeżyciem dzień cały otula szatę swą tajemniczością
Dziś twe święto Adamowa pani – dziś ten dzień
Z datą 8 marca wypalił wszystkim zmysły
Oczarował nas nie tylko na myśl o wdzięku uwodzenia
Dziś twoje kaprysy są wybaczane
Twoje grymasy słodyczą
Dziś każda nawet młoda dama wie o tym, że jest kobietą.
„Domek Myśliwski”
Gdy w Muczne słońce wschodzi
Uśmiech u ludzi nadchodzi
W domku myśliwskim radość panuje
Zapachy z kuchni szefowa szykuje
Każdego dnia jest tu ciekawie
Bo każdy się budzi przy pysznej kawie
Rozgrzewa się przy smacznej herbacie
A czasem i piwko jest już przy tacie...
Nie chcę się wracać nikomu
Bo każdy się tu czuje jak u "CIOCI" w domu.
„o was”
Dla was to jest, ile wypiłeś
Dla nas to jest, czy ktoś to zrozumiał
Dla was są oskarżenia
Dla nas czy ogóle jest coś do jedzenia każdy pije, ile może
Każdy patrzy na co pije
Każdy patrzy jak może
Każdy widzi co może
Jesteśmy tu jak szmaty
Każdy wie, ile to dla nas znaczy
Jesteśmy tu, bo musimy
Jesteśmy tu, bo chcemy
Każda osoba wie co robić
Każda wie co zrobić
Pijany jesteś zawsze
Ja tylko wiem ze śmierdzę ostrzem
Tak nas porównuje jak zawsze
Nie to ty jesteś wieprzem.
Zamiana każda boli
A Bogu wie co nas zadowoli.
„Teoria”
Najgorszym wrogiem jest ten co przeżył wcześniejsze walki.
Ten co ma wartości nie materialne, lecz uczucia.
Ten co powstawał ze zgliszcz.
Ponieważ poznali oni nie tylko zasady przetrwania, ale także walki.
Wybijając inteligencje i ich
to proces wypalania trawy w suchym lesie.
„Dla Wioletki ”
Od poranka każdy czeka
Każdy pisze już nie zwleka
Ślą życzenia do Wioletki
Do tej co Aniołki lepi.
Każda chwila z nią spędzone
Jest dla wszystkich wymarzona
Każdy wzdycha, wysłuchuje
Przy niej każdy radość czuje.
Dziś twe święto jest radosne
Każdy uśmiech jest jak postęp
Niesiesz pomoc ludziom zawsze
Marzeń pełno no, bo masz je...
Spełni każdy dobry duszek
Aniołeczek, skrzat czy puszek
Ciepłym słowem koisz smutki
Ptaszek śpiewa dobre nutki
Dziś twe święto jest lubiana
Matka ziemia roześmiana.
Słońce promykami strzela
Watr już szumi, że ubiera...
Ciebie w letni podmuch ranka
Już zazdrości koleżanka
Dziś to ty jesteś królową
Tą wspaniałą Urodzinową.
„XXX”.
Miłość to nie pieprzona zabawka
To nie wybór jak śmietanka czy kawka
Zastanów się, co ty robisz
Mnie to nie bawi, z kim będziesz chodzić
Z dresiarzem może, były
Diskojebem może być łysy
Mam nadzieje, że przeżyje
I do księżyca nie wyje
Ja się cieszę, że jestem wolny
Bo mogę robić to, co chce i nie jestem głodny
Ubierać się jak chce, nie wysłuchiwać chichotów
Słuchać tego, co lubię nie tylko hip hopu
Jestem akceptowany tak jak ha ha
A nie, kim nie jestem, honor swój mam
Jeździłaś do kobry nikt nie krytykował
Nie mówił, co za pojeb ciebie wołał
Na świecie dużo rzeczy mi się nie podoba
Ale żyje dalej i za nikogo plecami nie wołam
Nie krzyczę ze jest ubrany chujowo
Czy wygląda ktoś jak pojeb teraz ci goło?
Ja przynajmniej mam tą odwagę
I pisze o tym, co zauważę
Nie chowam głowy jak struś Emu
Trzymam ja w górze, czemu?
Dzięki losowi, że to trwało tak krótko
Chuj wie, co by się stało za minutką
Nie mam zamiaru trzaskać furtką
Nie podoba ci się moja kurtka
Noce nie przespane, zielone zajarane
U starych punkty karne dostane
Czasem żałuje, że to ja nie zginąłem
Śmierci się nie boje
Może bym miął lepiej po tamtej stronie
Na pewno to nie będzie koniec
Trzymajcie się dobrze, bo to życie a nie pogrzeb?
1999.10.24
"MANGA-MOON".
PAMIĘTAM TO, CO SIĘ KIEDYŚ DZIAŁO
NAPEWNO TERAZ MI TEGO BRAKOWAŁO
WSPÓLNYCH SPACERÓW... MIŁOŚCI
CZY WYTRZYMAMY W TEJ WIERNOŚCI
KOCHAM CZY ZDRADZAM
MYŚLĘ CZY GADAM
AMOZE OPOWIADAM?....
PAMIĘTAJĄ OKRUTNE WALKI
KTÓRE NIE BYŁY NA ZAPAŁKI
MAGIA W NICH SIĘ NARODZIŁA
MYŚL O POKOJU OŻYŁA
WOJOWNIKAMI ŚIĘ STALI
RADE SOBIE DOSKONALE DALI
BEZ POMOCY CZYSTEGO SERCA
NIE STWOŻYLI BY SWOJEGO MIEJSCA
KRYSZTAŁY I INNE KAMIENIE
DAŁY POKOJOWI UWOLNIENIE
TRZY GWIAZDY SIĘ ZJAWIŁY
I MUZE SWOJA STWORZYŁY
KAŻDA OSOBA MYŚLAŁA, ŻE TO ZABAWA
SERENITY DOBRE PRZYKŁADY DAWAŁA
HARUKA, MICZIRU... NIE ŻARTOWAŁA
CECUNA ICH DOSKONALE ODNALAZŁA
CZARODZIEJKI SIĘ ZAPOZNAŁY
PODCZAS WALK PAMIĘĆ ODZYSKAŁY
MERKURY BYŁ SUPER MÓZGIEM
MARS Z KSIĘŻYCĘ ZATRZYNAŁ KŁUTNIE
JOWISZ SILNA BYLA JAK CHŁOPAK
WENUS SIĘ W SPORCIE KIEDYŚ ZAKOCHAŁ
WROGÓW MIELI SILNYCH
I NAPEWNO NIE NIEWINNYCH
KAŻDA OSOBA Z NIMI WALCZYŁA
PIERSZA KRÓLOWA BERYL ZATRZEŁA
W RAZ ZE SWOIMI WOJOWNIKAMI
SZANS Z KSIĘŻNICZKĄ NIE MIELI
KSIĄŻE ZIEMI MAMORU CHIBA
W SERENITY SIĘ ZAKOCHAŁ CHYBA
KRÓLESTWO CIEMNOŚCI SZANS NIE MIAŁO
POKAZ MOCY WOJOWNICY TACY JAK JADEITE, NEPHRITE, ZOISITE, KUNZITE DAŁO
CZARODZIEJKI ZNAJOMYCH ŚWIETNYCH MIAŁY
CO O WOJOWNIKOWANIU NIC NA POCZĄTKU NIE WIEDZIAŁY....
2000.10.04
„JA”.
Dotknąłem dna i poczułem co poniżej.
Lecz wcześniej wzbiłem się jak Ikar nad granice i spadłem.
Rzucony przez swój los samotnie dotknięty nicością
Zrozumiałem.
Jestem - tak myślałem
Walcząc z samym sobą dogadując się z własnymi demonami
Mażąc o tym by każdy był bezpieczny nie musiał już tego robić.
Wierząc w to co czuły wszystkie zmysły nawet te zapomniane.
Pożegnałem się z tym co nieokiełznane.
Zawsze tam byłeś i jesteś nie amen.
Uczucia zamknąłem do szafy, bo stare.
Szukałem nowego, lecz nie widziałem starego.
Logika budziła mnie w głębinach umysłu...
Prosząc cię o to by stać się człowiekiem.
Podałeś mi wszystko jak na dłoni.
Lecz zapomniałem o tym co w szafie mnie rani.
Zamknięte dla mego wzlotu i upadku.
A gdy wstawałem odwrócony od ściany
Zapomniałem o szafie i co w niej schowane.
Teraz widzę jaśniej logiki korzenie.
Teraz myśli pełno i porównanie.
Jak mam teraz opisać to ludzkości
W ich języku jest to kawał niezgodności.
Nie zrozumieją, bo było ich kilku
Tych co dotarli. Uciekli od wilków
Tych co przeszli swą drogę od stada.
Tych co ukrywali się, bo słyszeli, że nie wypada.
Ostatnio padły do mnie pytania.
Czy jesteś szczęśliwy.
Czy musisz się skradać.
Czy robisz to co chciałbyś robić
A co zamierzasz w przyszłości robić
Czas mój tyka tylko w jedną stronę.
I nie jest ograniczony ciałem.
Mam teraz dylemat mały.
Jaki kierunek wybrać dla mojej skały.
Ludzi tłumy obserwowałem z dala.
Podglądałem anioły.
Ocierałem się o diabła
Ciebie widziałem twe czyny twe rady.
Jestem jak dziecko bez czekolady.
Czy są gotowi na prawdę, wybory?
Czy są w śród nich już różne anioły.
Czy inne ludki lub potwory
Obrońcy i waleczne stwory
Bogowie i ty nad nimi jedyny
Wiesz o tym co pisze
Co widzą me czyny.
Gdy przyjdzie moment otworze swą szafę.
Pozwól mi Boże pozostać jeszcze z czasem
Tym człowiekiem malutkim
tym szarym kolorem
Zanim znów stanę się swego losu
panem doktorem.
2.3.2021
„Dla Niebieskiej”.
Wiesz i tak że ja ciebie też.
Znasz mnie jak pergamin
Zapisany cały czas
Wiem, że Cię kocham wciąż cały
Piosenki mi wysyłasz całe
ale tęsknisz za mną wciąż.
Jestem obok ciebie i wiem to doskonale
Tam, gdzie inni śpią
Pamiętaj dalej
na dobre albo złe
Ja też Cię kocham cale
I za tobą śnie Jak i aksamit znam
Jesteśmy jak dynamit wciąż
Kocham i nasze cele
Chcę w tobie miłość całą chcę
Na rozkosz życia wiem
Ja i ty razem będziemy w tym.
Jestem jak kometa marzeń
Bez ciebie nie ma nic oprócz zgiełku
Ale wiem, że wiem o czym marzę
O tobie i nie ma nic po za tym
Pomoc mam nie z tej ziemi
Nic, że tam się nie zmieni już.
Z serca płynie ta toń.
Każdy szczęśliwy jest z nią wciąż
A ja pamiętam te kroki
I te miłości pragnienia, Wnyki
Co wołają w nas same
Tego właśnie wytchnienia chcę
O jednym z tobą wciąż myślę
Byś była obok mnie z czasem i tak myślę
Pamiętam wspomnienia czar
Nawet jak jesteś czasem sama
Bo ty jesteś mym kompasem i światem
Moją ukochaną.
2022.04.24.
„Jestem”.
Jestem jak ptak, który uczy się latać
Ten co nie mówi nie pisze i nie liczy
Ten co jest. Co pamięta i pragnie?
By inni pamiętali i pragnęli jak musza
Ten co musi uważać na to co robią i planują
Bo każda z nich jest inną duszą
Jedni dla życia i rozwoju pokoleń zrobią
Inni dla kasy lub dobrego słowa.
Hierarchia im nie Zawsze spływa
Lecz muszą to i robią. Bo tak trzeba
Sercem i dusza emocje znają
Każdy ich potrzeby zna zacne
Lecz sercem jesteśmy ci tymi ważnymi
Bo pamiętamy o tych co zawsze....
Każdy szkopuł polega na nitce
Na tym co inni nie pamiętają
Jestem człowiekiem, bo ja to pamiętam
Inni natomiast tego. Nie pamiętają
Serce nie sługa; ludzie nieprawda
Poznając czyny tak jak i inni
Wiemy co zacne lub czarny ma kolor.
Jesteśmy nie sami w tych dybaniach i czynach
Bóg i oni są z nami.
Nie maniakiem stać się musi życie
Nie obsesja głupim czynem lub słowem
Alfabet nasz znasz nasz panie
I nazwijmy cię znów Bożym.
7.6.2022
"Dla mojej niebieskiej"
Tęsknię za tobą
Za dotykiem za tą osoba
Co czuje ją w sercu całym
I jest najważniejsza w świecie moim małym
Wspomnienia kołują w umyśle pełnym
Z twoim wizerunkiem pewnym
Jak jesteśmy razem szczęśliwi
Jak bawimy się w dom, czas nam umili
Na dobre i na złe jesteśmy w tym świecie
Jak miłość księcia do róży w innym świecie
Nic wam nie powiem o tej kobiecie
Jest moją niespodzianka życia, teraz już wiecie
I tak z czasem idziemy razem przez światy
Ja i ona przez te wszystkie daty.
Kocham cię i te twoje różne stany
I tak jestem w tobie zakochany
Jadę teraz bronić państwa i rodziny
Tylko my coś w tym świecie na dobre zmienimy...
7.9.2022
„Poligon”
Mam tak samo jak ty
Nieprzespaną noc
Spierdolony dzień
Puszki tylko smak
No i kibla brak.
Mój Szwejkowski sen
To ciepły dom
Gdzie łóżka są
Gdzie ciepła woda jest
I pachnące kible są
Każdy inny gest
Nie wyraźny jest
Z bronią wciąż tu jest
Ochraniany sektor jest
Mokro zimno czy ponuro
Zapierdala żołnierz dziura
Czy pukawkę ma czy plecak
To dla niego nie jest hecą
Warta chodzi uzbrojona
Ta dolina już zrobiona
Każdy liczy już godziny
Gdzieś tam są jakieś szczeliny
Po tygodniach czas do domu
Już planujesz co i komu
Każdy sercem jest z rodziną
Ah jak fajnie miesiąc minął.
18.10.2022
„Coś zrobiłem...”
Jestem jak księżyc
Jasny samotny widoczny
Oddalony od wszystkiego
Czekam na coś bezcennego
Sekundy minuty godziny i lata
Widziałem przeżyłem i nikt o tym nie gada
Byłem głupcem, bo czas wykorzystałem dla innych
Nie ma tutaj żadnych winnych
Każdy pamięta to co ma w głowie
Tylko nieliczni to co im się opowie
Każda chwila zamieniona w wierzenia
Ja tego nie mam pozostały marzenia
Życie nie proste mi pozostało
Serce nie będzie już skala
Uczucia wróciły i szkoła
Niestety los już tylko zdoła
Poznać wam dam to co ukryte
Lecz w czasie pokoju nie bitew
Każdy spojrzy na to po swojemu
A mi nic czasu nie zostanie wolnego.
8.11.2022
"List do ciebie".
Przy tobie jestem sobą
Rozwijam swe skrzydła jako człowiek
Ty jesteś jak u siebie
Leczysz mój umysł znakomicie
Krwawe doznania goisz bandażem
Wspomnienia podlewasz by wykiełkowały
Jesteś przy mnie jak nioska przy małych
Do puki nie naucza się chodzić i nie naucza się całej
Reguły życia a ty swym skrzydłem
Okrywasz mnie i innych bez wzajemności
Ranią cię inni krwawisz gorzej ode mnie
A znosisz to swym bandażem
Powstrzymujesz mnie bym nie mieczem
lecz solidnym czynem poskramiał
to co zwierzęce nie okiełznane
Bóg jeden wie co stworzył i po co
Anieli wskazali w końcu nam drogę
Niechaj pozostanie to co w oddali
A my twórzmy w spokoju nasza drogę
Inni niechaj pokoju na ziemi dostąpią
A zło ucieknie w popłochu
Niech wiedza ze bóg i anioł
z człowiekiem rozmawiać chce w pokoju.
Złe rzeczy istoty pójdą tam, gdzie ich miejsce i droga.
Inni niech nadal próbują odnaleźć do bram raju drogę.
Dziękuję wam wszystkim sojusznicy
Za wielkość swa i trwogę
Za pamięć i czyny słowo i bycie
Wolnym głosem pokoju
O świecie nasz niech w końcu otworzysz oczy
Na czyny swe niespokojne
Niech glos przemówi a czyny zostaną
A śmierć niech w końcu czeka
Wrogowie niech traktaty piszą i o pokój się starają
Bo nadchodzi kolejna tajemnica
Nim cisza zapadnie wiedzieć będziemy wiele
Kto jest wróg a kto przyjacielem.
04.02.2023 Hrubieszów
„Dyżur Bojowy”
Tęsknię za tobą jak być szczęśliwym
Tęsknię za tobą jak głodny za chlebem
Głęboki sen spędza nam z powiek czyn jeden
Że ty jesteś głodna, lecz be zemnie
Staram się płacze krzyczę i drapie
Wołam twe imię krainę i życie
Każda chwila tu jest udręką tam bez ciebie
Jest i wołam, bo jest tu nie tam...
Ale czy za ciebie ...
Walczę swym tchnieniem nie obliczem okiełzaniem
Boże mój Boże Stwórco jedności
Niech w końcu ustąpi ten zły duch niesprawiedliwości.
Boże mój Boże ten co go pamiętamy stan tu u nas.
Wznosząc życia bramy.
Ludzie z naszych czasów z chwil naszych malutkich.
Jesteśmy tu o obok maluczcy
Walczą wciąż ponoć
Widzę kłęby dymów.
Każdy z nas wspiera nawet czasem pamięta Winów.
Czasem ktoś ci pokażę kierunek... warunek
Że każdy człowiek tam cierpi i zasłużył na szacunek.
Każda formuła jest dobra z Nienacka
Lecz każdy pamięta co zna lub i z nacka
Wie co robić ma, bo dusza skwierczy w cierpieniu
Bo nie ma, jak pomóc tylu ich wielu...
Pamiętamy czasy jak były kłopoty;
Walczył brat z bratem
Sąsiad nie nosił kapoty
Siekierą wzruszał szacunek innych.
Lecz nikt nie sprawdził co było dziwne.
Za każdym razem wschód planował zmiany ...
Rosja się nazywał i wysyłał szpiegów
Wysyłał swoich wyszkolonych ludzi
NKWD i innych teraz się nie wstydzi....
Inne ugrupowania były też szkolone
Każdy o nich słyszał w tych czasach to nie było szalone...
UPA czy inne te same szkolenia
Przed wojną czy nie
Plany stworzone.
Zajechać, zniszczyć, wyszkolić wymazać
Każdemu innemu swoją Historię nakazać...
Robili wszystko co możliwe by niszczyć i wybawiać z rana.
Taką strategie mieli jak śmietana...
Niemców, Ukraińców i inne kraje...
A do żadnych nie przyznają się chamy.
Myślą, że mają wszystko co sobie wymyślą
Lecz prawdy nie zniszczysz, dowodów uznasz bliską
Bo tak już bywa by każdy rozsądny
Wiedział o tym w końcu, że Rosji czas już się kończy. ... Zmazał...
Uczynków przez wiek jeden mają za duży...
A ich przyjaciele
Niech się nie dużą.
Spadną szybciej niż im się to wyda...
Taki ich czas jest i to nie za Niemca i nie za żyda.
Nie za Polaka nie Francję lub Anglię
Nie za Holandię lub Szwecję
Nie za Amerykę czyn ich nadal blednie
Nie za Afrykę kolonie lub planetę
Nie za księżyc wielki galaktykę czy betę...
Po prostu zamknęłam dla nich planetę...
Za czyny wszelkie doznają innych czynów...
Taka odpowiedz...
Przykre, lecz szkoda...
Dzieci i synów...
A to nie Bogu ważna szkoda...
06.02.2023 Hrubieszów
„MONIKO”
Pamiętaj kim jesteś co osiągnęłaś w życiu.
Przez co przeszłaś aby to osiągnąć.
Masz nas.
Walcz wstań z kolan bo już za długo na nich jesteś.
Nauczyłaś się podnosić, prosić i błagać.
Czas w końcu wejść na ta górkę.
Jak w Bieszczadach.
22.02.2023
„Tęsknota”
Jestem tu a ty tam
Będą święta mówią nam
W kalendarzu kartki lecą
A za nami dni się wleką
Każda chwila tu spędzona
Jest jak sercu miłość odebrana
Wielce ma to dla nas znaczenie
Bo ojczyźnie przysięgał każdy zbawienie
Myśli chodzą po szczytach i depresjach
W Jeziorach i w rzekach
Słony smak na nas czeka
Wylane morze łez od niechcenia
Dla nas to ogień wyrywane serce.
Każdy z nas czeka marzy już o bajce
O powrocie o dotyku tym prawdziwym
Czekamy, czekamy, czekamy i tęsknimy.
07.04.2023 Hrubieszów
„Wasze myślenie”
Macie problem
bo według was zabawka się popsuła…
A prawda jest inna
Próbowali inni stworzyć zabawkę
Bóg to podpisał
I przenigdy nie był to wasz projekt
A Bogu wie kiedy i gdzie ją użyć
I czy nadal będzie zabawką
I co dalej ma z nią robić
Inni myślą że chodzi o tytuł Boga...
Ja mówię o stwórcy
O Tym co jest nad Bogami...
I o tym co jest i będzie...
A nie o tym co może być.
2023.12.25 Leszno
Ł.K.
Prozaik to kreatywne centrum literackie, które wspiera pisarzy poprzez tworzenie wysokiej jakości dzieł literackich, inspirując do opowiadania wyjątkowych historii...
Media społecznościowe
A website created in the WebWave website builder.