red roses on book
06 lipca 2025

Poezja, Wiersze, Teksty...  do 2023 roku

 

„PAMIĘTNIK”.

Pamiętnik wzrusza, pamiętnik kocha

A ja na pewno ciebie też kocham

Kocham cię szczerze, bo w dobrej mierze

Lecz czy ty kochasz, kocham cię szczerze

Ty mnie kochasz, ja cię kocham

Lecz na pewno ja to znam

J nie widzisz tego wzorca

Bo ja kocham to, co znam.

 

 

„APOKALIPSA”.

Apokalipsa zakańcza życie

Apokalipsa barwi je tak

Życie powstaje, a śmierć ginie

Życie jest ważne, a nie mak

Dlaczego giniesz, czy ty to znasz?

Dlaczego powstaje, czemu to trwa?

Dlaczego będziesz, dlaczego tak?

A nie inaczej, powstał ten czas

Musimy zobaczyć, musimy to znać

Musimy poznać, bo żucie to znak

Dlaczego tak żyjesz?

Dlaczego, giniesz?

Życie trwa

Życie zna

Życie ma

Życie na

Odrodzenie powstało

Wskrzesiło się, ale?

Dlaczego tak będzie?

Dlaczego tak masz?

Życie trwa dalej

Życie się kończy

Jedna chwila, wspomnienie mija

Życie ucieka cudne, boleśnie

Ale dlaczego, dlaczego znika.

Czy to jest koniec, koniec przeklęty?

Czy to jest piękne życie w milczeniu?

Dlaczego giniesz, ofiaro losu?

Dlaczego tak a, nie inaczej?

Życie skończone, pustka już trwa

To już jest koniec, tra la la la.

 

 

„ZŁOŚĆ”.

Czym jest złość?

Kto mi powie?

Ja to znam!

I wam powiem.

Złość jest wstrętna

Wręcz okropna, ale inna to historia.

Złość jest wszędzie

To uczucie, lecz inaczej

To jest w zupie

Złość być będzie, na przeżycie

Bo ja znam już te życie

Wszędzie będzie i zostanie

Ale nikt nie powie mamie.

 

 

„ŚMIERĆ”.

Śmierć powstaje, gdzie coś żyje

Śmierć się kończy, gdy ktoś ginie

Śmierć nas kocha, śmierć tu żyje

Śmierć naucza, śmierć zabije

Gdy coś żyje, kończy się

Jak coś umrze, wstanie ten?

Ten, co kocha

Wspomni czas

W chwili smutku i radości

Za odrobinę zrozumiałości

Można oddać cały świat

Lecz to życie jest na wznak

Każdy myśli, że dziś zginie

Ten, że kocha to przeżyje

A ja wole myśleć tak

Nie inaczej, bo to rak.

 

 

„DZIEWCZYNA”.

Dziewczyna jest zawsze

Dziewczyna, być będzie

Lecz nie wiem ja tego

Czy ona jest wszędzie?

Ja wierze w siebie

W siebie istotnie

Jej w to wieże

I będziesz żyć wiecznie

W mej małej główce

W serduszku moim

Bo ja ciebie kocham

A ty jego wolisz.

 

 

„UCZUCIA”.

Uczucia się mylą

Uczucia bajeczne

Zawsze to było

I być musi wieczne

Ja znam to, co kocham

Ja znam w dobrej mierze

Lecz nie wiem, co poznam

I nie wiem, lecz wierze

Uczucie wieczne

Te wieczne jedyne

Co znałem, poznałem?

I poznać umiałem

Czy przetrwa uczucie?

Co w sercu je nosze?

Tak piękne jak ona

I jej dwa bambosze?

 

 

„UKOCHANA”.

Moja miłość gdzieś błądziła

Moja miłość to sprawiła

Że ją bardzo pokochałem

I mą miłość odzyskałem

 

Ma miłości, moja droga

Moja wina, ukochana

Ja cię kocham

Bo poznałem

 

Twoja wola, co z tym zrobisz

Nigdy tego nie odrobisz

Dowiem się, co ze mną robisz?

Z moim sercem, uczuciami

 

Z moją głowom i myślami

Czemu ciebie pokochałem?

Czemu ciebie zapoznałem?

Co ci mogę dać, w miłości?

Czego nie chcę, a to zrobisz?

Twoja wola, twoje myśli

Lecz ja kocham cię jedyna

I pozostań w mej miłości

 

W moim sercu, w mym uczuciu

I pozostań mą jedyną

Mą wybranką, tą jedyną

Ja cię kocham, moja pani

 

Moja pani, ale zanim

Mię zrozumiesz i pokochasz

To odpowiedz na pytanie

Zanim zniknę, gdzieś w tym mroku

Czy mnie kochasz, powiedz szczerze?

A radosne, będzie życie

Me i twoje, ukochana

Bo ja kocham, ciebie z rana.

 

 

„NIEZDECYDOWANIE”.

Coś się zmienia w moim życiu

Gdzieś ktoś woła do ataku.

Wgłębi serca pomóc muszę

Wgłębi duszy już nie żyję

Wróżba wróży nieprzyjemnie

Ciało moje zamartwione

Włosy lekko ogolone

Buty mocno osmolone

Ciuchy biało-czarne świecą

Gdzieś ogniste kule lecą

„Teleportal” ktoś otwiera

Białe z czarnym, gdzieś się zbiera.

 

 

„O DUSZY”.

Uczucia mieszane zostały

Ponieważ wszystkie się zebrały.

W jedną kule ognistą

Ponieważ nie było to glistą.

Ktoś nazwał ją duszą

Iść do raju muszą

Przynieść Anioły wszelkie uczucia.

Dopóki nie poczują ukłucia. (Śmierci)

Długo naradzać się musi dusza,

Aż nie zapozna wszelkiego raju

Bo kto wie, co czyhać będzie,

Jeśli nie zaznasz tego gaju?

 

 

 

„COŚ LEGŁO.

Czem tak było, czem tak jest

Że życie wstało, ocknęło się

Iż musze wieżyc, odejść w niepamięć

Lecz czemu kłamie, czem to łamie

 

Robiłem wszystko by się dowiedzieć

Robiłem wszystko by to usłyszeć

Robiłem, nie chcąc, nie chcąc nikogo

Lecz czemu wpadłem okropnie w niego

 

Życie się kończy, a gdzieś zaczyna

Życie umiera, ale zaczyna

Dlaczego ptaki żyją wiecznie?

Dlaczego człowiek, kocha bajecznie?

 

Dlaczego żaba skacze wysoko?

Dlaczego wszystko wybiera, na kogoś?

Dlaczego życie miesza się, szczerze?

Dlaczego miłość ożywa, wierzę?

Musimy kochać, kochać i znać

Bo miłość żyje, ożywa w nas

Lecz nie zapomnę, wspomnienia blasku

Bo życie uczy i nastawia ten nastrój.

 

„HISTORIA O PRZYJACIELU”.

Przyjacielem moim byłeś

Pozwoliłeś, to zmieniłeś

To, co będzie i zobaczę

Postanowię to inaczej

Los w mych rękach, ubłagany

To przyjaciel zapoznany

Przez me jęki i me bóle

Co powstrzymał i te kule?

Pozostanie między nami

Między tymi, zapoznamy

To uczucie w obie strony

Bo on kocha to, co znamy

Poznaliśmy te skrupuły

Co to znaczy, on nie powie?

Bo przyjaciel mój nie żyje

Moim wrogiem został smutek

Radość trafi do mnie z rana

Przy pomocy mej miłości

Mej wybranki, co mię kocha

Zostaniemy w tym uczuciu

Do powrotu bestii srogiej

Co narodzi się w dzieciątku?

Bez uczucia, tej, że drogiej

Przecież powstał on z ciemności

I połamie wszystkim kości

Do momentu, pokonania

Przyjaciela, mego syna

Co go kocham i pamiętam

W moim sercu go wciąż nosze

I oto was, nie proszę

Bo dobrze już to znoszę.

 

 

„KONIEC”.

Koniec się zbliża, ja to wiem

Skończy się życie, powie ten

Powiedział anioł, uwolnij mię

A Szatan mówił, śmiej się śmiej

 

Cierpienie wzdycha, sapie głęboko

Miłość ucieka, żyje wysoko

Śmierć się ociera, smutek, udręka

Bo wszystkich nas to spotka i nęka

 

Na koniec walki plan dwóch od słanie

Białe i czarne to jest przesłanie

Białe się męczy tak jak i czarne

Lecz koniec będzie, pokój nastanie

 

Ja nie zrozumie przesłania nocy

Gdy czarne wzywa tylko pomocy

Dzień dumny, nagle nie zauważa

Iż przegrać może i to się zdarza

 

Role odwrócą się po kolei

Bo na tym torze się wykolei

Rzeka wyleje, zamoczy progi

Może zobaczę jej piękne nogi

 

żki malutkie, gładkie jak myszka

Jak ten cukierek, z tego anyżka?

Słodka okładka, jak piękna matka

Co to dzieciątko, nazwała "Natka"

 

W moim imieniu, moc mu dodała

Powstała wówczas nadzieja życia

To już zakończy, ostrze miecza

Domagasz się końca, wszystkich od razu

 

Zatem dobranoc, mówię to rano

O ile zdążę, przed mrokiem nocy

I w to uwierzę w mrok ten uroczy

W tunel ognisty, aurą okryty

 

Iż to jest koniec gniewu Szatana

Na co ja ginę i żyje z rana

Jak ten okruszek z chmurki błękitnej?

Co daje znaki, wojny, zagłady?

 

Lecz to się skończy mimo uporu

I dalej życie tętnić, zacznie

Ze względu na pokój, życie spadnie

Spadnie jak wojna, co ten obiecał

Ten, co wywołał i ją wzniecał

Koniec ten będzie, już lada moment

Gdy zamkniesz oczy i w śnie łzę uronisz

Jak się ukryjesz i powiesz o nim?

O tym, co widzisz w wizjach dalekich

Zatem dobranoc, bo to daleki

Świat jest pokorny, bliski nieładu

Bo to jest koniec i damy czadu.

O tym, co widzisz w wizjach dalekich

Zatem dobranoc, bo to daleki

Świat jest pokorny, bliski nieładu

Bo to jest koniec i damy czadu.

 

 

„RADA”.

Kochałem panienkę, razu

Gdy uciekła, do raju

Gdzie pełno gazu

Było na chaju

Myślałem o liczbie mnogiej

Jak było to nałogiem

Martwiłem się od rana

Nie jedząc wciąż śniadania

Kiedy mnie pokocha?

Kwiateczków była rama

Zrozumiem, że to rana

Boleśnie, ujarzmi mocno

Jak jest otwarte okno

Komary legną, z nacka

Bo to niejedna zasadzka

Zasadzek było wiele

Lecz nie tak jak w kościele

Gdy „JEZUS CHYTRUS” płacze

I Maria, zatem raczę

Bo nikt w to już nie wieży

Że to już amen, leżysz

Nikt nie podniesie dłoni

Bo kto tu się ochroni

Jak pamiętasz o nich

O tym, co w sobie ronisz

Co z tym mię zapoznałeś

Co prawdą jest, kochałeś

Nie bawcie się, to rzecze

Bo tak zobaczysz miecze

Jak spadną, anioł mówił

Chyba cię nie polubił?

 

 

„DO M.…”.

Kocham cię jedyna

Moja piękna, Nina

Gdy cię raz ujrzałem

Od razu pokochałem

Jak kwiat róży zerwałem?

Co cię dopiero rozkochałem?

Nie wzburzy cię od ranka

Uczuciu, błękit, ranka

Boś piękna, ma wybranka

Gdyś mnie oczarowała

Pięknością swą zabrała

Do serca przemówiła

Pięknością swą wzruszyła

Natchnienie powróciło

I to wszystko ożyła

Co w mroku się zgubiło?

Od razu powróciło

Do serca przemówiło

I rozum mój olśniło

Ja tobie wierny byłem

Odrazy przemówiłem

Powiedzieć, omówiłem

Więc przedstaw

Mowę swoją

Czy, będziesz tylko moją?

 

 

 

„DO WYBRANKI”.

Kiedy serce bije, umysł świeci

Nie zapomnę, że to są właśnie te dzieci

Te malutkie te jedyne

Co pozwolą mi na zimę?

Wziąć te narty i te sanki

Pojedziemy jak bałwanki

Kocyk śniegu, nas przykryje

Bo to nie jest, a ja żyję

Ja przeżyłem te udręki

Czasem wpadnę do butelki

Nieraz widzę smoków wiele

Czasem piszę o aniele

Mafia ściga dziś zająca

A ja poznam to do końca

Kocham laskę, tak uroczą

Że mi się aż buty moczą

Serce bije w rytmie Tanga

Bo to jest już duża ranga

Ranga wielka jak ta bajka

Kocham kogoś, lubię troszkę

A najbardziej tą tu nóżkę

Tą zgrabniutką, ukochaną

Tą jedyną, tą wybraną

Oczka małe jak kryształki

To zabrałem dziś z tej bajki

Lubię kogoś tak okrutnie

Że aż robię to, co nudne

Piszę wierszyk wyśmienity?

Bo to nie jest do Anity,

Nie Mileny, Kasi, Basi

Lecz do jednej, mej wybranki

Co unosi, jak te wianki

Tego roku, pachną brzozy

Bo to życie jest w humorze

Tak okrutne jak ta bajka

Co zaczarowana lalka?

Rusza się i kocha mocno

Bo to jest zarówno, błocko

Na maseczkę, twarz umyta

Lecz ja kocham cię i znikam

Z twego życia, serca, pykam

Nie lubiłaś mnie okrutnie

Bo ja mówię, coś mnie puknie

Życie, serce jak sprężyna

Czasem długie, raz się zgina

Potem myślę, że to zmienię

Lecz ja wierzę w to olśnienie

Tyś wybranką mego życia

Tyś jest piękna, jak ta Kicia

Jak motylek, piękny lata?

Jak to może być za brata?

Ja nie skrzywdzę tej dziewczyny

Bo ją kocham jak maliny

Te, co zerwę, szybko zjadam

A do ciebie tylko gadam

Piszę wiersze takie smutne

Bo ty nie chcesz, światła, blasku

I promienia w tym potrzasku

Nie zgadzamy się od razu

Ale powód, że do gazu?

Wysyłałaś wiersze moje

Ja się ciebie teraz boję

Jak ugryziesz, nie przeżyję?

Co pogłaskasz to ożyje?

Zatem czekam, czemu zwlekam

Na twój dotyk, rąk bajecznych

Zmysłów, czarów, tych jest wiecznych

Powiedz, pokochałam go od razu

Bo ja wstydzę się rozkazu

Ty rozkazuj, bo cię kocham

I do ciebie dzisiaj szlocham

Jak kropelka wódki czysta?

To, co piszę jest na listach

Mych jedynych wierszowanych

Zatem powiedz, co jest grane.

 

 

„ŚMIERĆ”.

Kiedy śmierć się zbliża?

Tego nie widać

Kiedy śmierć całuje?

Ty to poczujesz

Ten, co umrzeć ma zaraz

To śmierć, nie zaraza

Jak wojna toczy się dalej?

To śmierć czujesz z dala

Gdy ciarki w grobie czujesz

To już na nią plujesz

Bo duszę ci zabierze

A ty mi nie wierzysz

Że śmierć całuje, mierzysz

Dopaść cię dopadnie

Lecz to śmierć czyha, bezradnie

Wtedy, gdy umrze ktoś z rodziny

Mówisz „nie żyje, lecz żyje bez tej miny

Gdy widzi śmierci, dzieci

Płaczą jak aniołki

Bo wiedzą, że to worki

Te, co ciała kładą

Lecz umrzesz i za ladą

Każdy umrze kiedyś, rano?

A nie musi dziś, od razu

W ręku trzyma kosę, wiedzą, że nie rosę

Kaptur z płaszczem czarny

Bo to los jest marny

Śmierć całuje mocno

Nie musi akurat nocą

W dzień też przyjdzie

Choć z rana, bo nie jesz już śniadania

Do zwierząt, roślin, ludzi

Ona ich bardzo lubi

Całować w usta srogie

Bo ty jesteś w żałobie

Ubierzesz się na czarno

I wiemy, że to ziarno

Śmierć przyjdzie kiedyś nocą

Jak stanie w łożu twoim?

I to tak cię zaboli

Że poddasz się bez walki

I uśniesz bez kołysanki.

 

 

„MATKA + DZIECKO”

Matka kocha dziecko swoje

Ojciec mówi to nie moje

To malutkie jest oblicze

Tego, co jest i źrenice

Dziecko karmi się prochami

Matka mówi to jest za nic

Gdy umiera synek z ojcem

Matka płacze i jest słońce

Lecz gdy synek umrze z matką

To tatusiek jest wariatką

Siostra płacze, lamentuje

W myślach mówi to są chuje

Spierdolili życie całe

A ja wolę swoją mamę

Matkę słodką, jak rodzynki

Lecz dostrzeżesz te Muminki

Gdy mamusi już nie będzie

To czy radę dasz zawzięcie?

Jak syneczka opisałem?

Bo to gówno już wysrałem

 

 

„JEMU JAKOŚ WSZYSCY WYBACZYLI,

A JĄ NA STOSIE ŻYWCEM SPALILI.

 

„LEGENDA CZY PRAWDA? „.

Za co cię męczyć chcieli okrutnie

Po co cię skazać, wiedzieli, za co

Lecz w sercu żałość kroi komory

Powieki twarde, szkliste, wilgotne

Wyznali miłość, w sobie i tyle

„Jacek” obiecał, słowa nie trzymał

Ona spłonęła - klątwę rzuciła

„Jacek” przechla pał sobie żywota

Lecz to nie wina jej, a to wraca

Okres napaści, walki i chłodu

Bo to jest prawda, że nikt jej nie pomógł

Że kochał ją jeden i szuka ją dalej

Obiecali sobie, że się odnajdą

Że się połączą i wytrwają

Lecz nie wiem czy to prawda będzie

Bo gdzie nie spojrzeć to ona wszędzie.

 

 

„AŚKA”.

Ujrzałem ciebie, przez okno,

Które wcale nie było na życie,

Ty wracałaś do swej klatki,

Jak zwierze odnalezione z ZOO?

Widziałem ciebie przez małe chwile,

Lecz wydawała się wieczna,

Zapamiętaj o mnie i niemów źle,

Bo co stać się stało, pozostać musi,

Płakałem za tobą i smutny byłem,

Ale przyjaciółką moją jesteś,

Ja patrząc na zdjęcie twoje,

Wciąż pamiętam te chwile,

W których pocieszałaś i rozweselałaś serce me,

Twoim czarem była radość,

Gdzie działała jak światło w ciemności?

„Wiec, że o tym dziewczę drogie,

Iż HAWRAN sercem jest przy tobie.

 

 

„CZARNE ZŁO, BIAŁE DOBRO”.

Magia jest rzeczą okrutną,

Źle wykorzystaną zabójczą.

Czy czarna, czy biała lub inna?

Ona jest niewinna.

Winę ponosi osoba,

Która wyrzeknie się Boga?

Lecz gdy dobro w tobie żyć będzie,

To i Bóg przy tobie będzie.

Jak poddasz się raz Satanowi?

To i on się zadomowi.

Złe uczynki naprawiaj

I o raj w niebie się staraj!

 

 

„UCZUCIA DO TEJ JEDYNEJ”.

Ciągnie mię serce

Do dziewczyny z grona

Bo gdy na nią spojrzę

To odlatuje wrona.

Jej oczy to perły

Z najpiękniejszych mórz, odzyskane

Usta jak róża, namalowane

Włosy zostały przez wiatr splątane.

Głos jej porównam do śpiewu ptaków

Figurę zaś do nieba znaków

Jej dotyk jest ciepły,

Jak Lato w pełni?

I mam nadzieje, że się nie zmieni

Obraz jedynej, mojego serca

Myśl o niej, wciąż się znęca

Nad mym uczuciem i blaskiem światła.

 

 

„OPIS KOBIETY, W KTÓREJ SIĘ ZAUROCZYŁEM”.

Poznałem tą jedyną, podczas nocy

I nie wyczuwałem wówczas jej mocy,

Kiedy ujrzałem kobietę waleczną,

Co miała figurę tak bajeczną...,

Że oddałbym jej nawet swoje ciało

I nie zważałbym na to,

Co by się z nim działo?

Gdy na nią spojrzałem,

To sobie wszystko przypomniałem.

Gdyż w ręku trzymała mieczyk

I wtedy zawiał chłodny wietrzyk.

Rozwiał jej włosy, od razu za nią

I ujrzałem jej oczy, łamią

Serca tych osób, co w niej się zadurzą

Lecz, nasze życia się tak bardzo różnią

Przez to tylko, że to nierealne.

Że Ją pokochałem!!!

Chociaż nie zasługiwałem.

Na tak piękny wzór kobiety,

Mogę wrzasnąć - O rety!

Bo gdy rano się przebudzę

To znów myślę, kiedy wzbudzę

W niej ten płomyk mej miłości

I w mym sercu rozpalą się wszelkie znakomitości.

 

 

„DLA...,

Nie wiem, czemu się tak dzieje

Zdaje mi się, że to zawieje

Sprawiły ten cud przeklęty

Że jestem taki zawzięty

By ci powiedzieć-kochanie

Ale za nim to się stanie

Wiec o tym, że ja pragnę

Ciebie a nie Magdę!

 

 

,, DLA....,,.

Coś się stało z moim życiem

Bo cię kocham nad życie

Nie boje się niczego

Nawet tego złego

Ni strasznej ciemności

Co zastrasza, że?

Aż skrzypią wszystkie kości

Wierze w to, co się spełni zaraz

I kocham ciebie-na raz.

 

 

,,Twój Anioł,,.

Nie wiem, jak wyrazić

Uczucie to mam

Bo nie jest to miłość

Ni przyjaźń, to znam

 

Czuje, że życie

Dobiega końca

Jak ten myśliwy?

Co goni zająca

 

Lecz czy ucieknie

Szarak malutki

Czy pójdzie do Nieba?

Na kapcie lub budki.

 

 

„Droga...,,.

Droga Miłości

Zrozum to wreszcie

Że tylko Osioł

Pisze te wiersze,

Lecz nie wiem jak one

Podobać się mogą

Takiej dziewczynie i Białogłowa

 

Ja pojmać nie mogę,

Chociaż się staram.

 

Więc uwierz aniele,

Ma koleżanko

Że pisać wiersz ten

Nie było łatwo.

 

Czem cię przekonał?

Posiadam chęci

I mam nadzieje,

Że się przekręci,

Twoja opinia

A zaraz za tym,

To, że ja piszę

(Wiec wstaw się i za tym.

By moje wiersze

Nie były obdarte

Lecz, pełne szacunku

Bo są tego warte).

 

 

,,XXX”.

Nie wiem, którą kochać mam dziewczynę

Tom blondynkę czy brunetkę

Może zagrać mam w ruletkę

Czy wesoła, może smutna?

Może piękna, może ludzka

Taki wybór jest okropny

Nie wiem, która, jestem głodny

By ubóstwiać ta jedyna

Lecz ja nie wiem jest mi zimno

Dziś ja pragnę jej miłości

Nie wytrzymam, wciąż w tej złości!

 

 

„PTAKI”.

Ptaki świergoczą na niebie

Lecą wysoko, lekko, zwiewnie

Świergoczą tylko, gdy ciepło się zbliża

Z czasem, odlecą-nadejdzie zima

Wtedy brakuje nam piór kolorowych

Jak pięknie świergoczą, czy o tym nie wiesz

Wiem o tym i tęsknie za nimi.

Po to tylko żeby być z nimi.

Wtedy się robi, tak przyjemnie

Nie dosyć, że krzyczą

Jest tak wiosennie

Zielono wszędzie, słoneczko grzeje

I od razu buzia się śmieje.

 

 

„RODZINA”.

Każdy ojciec kocha nas

Każda matka woła nas

Każda siostra boi się

Każdy brat boi się

 

Lecz jak to wszystko ustanie

W naszych sercach wspomnienie zostanie

I tak z pokolenia na pokolenie

Aż nasza krew stracona zostanie.

 

 

„COŚ”.

Nie wiem, co to jest?

I nie wiem skąd to się bierze

Lecz mam nadzieje

Że jest to w dobrej wieże

 

Nie wiem, jak opisać to mam

Bo po raz pierwszy coś takiego znam

 

Myślę o dziewczynie tej

I chciałbym, ofiarować jej

Uczucie, co płynie z serca

Wiedząc o tym, że się nie będzie znęcać

 

Nad tym uczuciem i mą postacią

Czy będzie mnie kochać?

Muszę ja to zacząć, a nie ona

Bo to jest przecież-moja wymarzona!

 

 

„XXX”.

Moim aniołem jest uśmiech

Moją nadzieją jest życie

Mocą jest słowo

Przeżyciem wiedza

Serce otwiera umysł

Światło zawiera przyjaźnie

Ciemność odchodzi w mroku.

 

 

„STWIERDZENIE”.

Zło - rodzi zło,

Chociaż nie chciało.

Zło - zwalcza dobro,

Bo pierwsze zaczęło.

Dobro niszczy zło,

Ponieważ tak chciało.

Zatem co powstało?

JEŚLI POWIEM - ŻE TO BĘDZIE

„CHAOS” - ZAMAŁO.

 

 

„POWIEDZIAŁAŚ”.

Powiedziałaś mi, czego chcesz

Powiedziałaś mi bież to

Szepnęłaś - zaczaruj go

Nie patrząc zrobiłem to

 

Skaleczyłem go tak boleśnie

Że aż we śnie krzyczał - zabierzcie

Lecz to nie był sen

Odpowiedział ten, co żył hen

 

Pokonałem twego wroga

I przede mną jeszcze długa droga

By znaleźć, tą jedyną

Do póki wszyscy nie zginą.

 

 

„XXX”.

Nie wiem, czy sen ziści się jutro

Nie wiem, czy życie będzie jak futro

Nie wiem, co będzie po tym zdarzeniu

Wróżba mówi, że będzie ich wielu

Jedna osoba nie będzie ważna

Nie znam imienia dziewczyna żadna

Chociaż możliwe, że się tak stanie

Przecież nie mówcie; to jest rozstanie?

Nie wiem zupełnie, co stać się musi

Lecz to nie wina jest Małgosi

Ona przecież dobrze to znosi.

Kasia czy ona - prawdopodobnie

Iż ona wie już, że będzie chłodniej.

 

 

„BIAŁE, CZARNE”.

Poznałem zamiary czerni.

I na pewno nic się nie zmieni.

Poznałem zamiary bieli

I wiem, że czarne się nie wybieli.

Te dwa kolory się poznały

I ze sobą życie zabrały

Kłócą się zawsze o rzeczy twoje

Lecz nie widzą to, co swoje.

Potrafią nawet zabrać życie

I zrobią to, jak naj chytrzej

Po to tylko by usłyszeć o tym

Że poddajesz się; a potem są tylko kłopoty.

 

 

„DLA TEJ NIEZNAJOMEJ…”.

Twoje oczy mówią kocham

Twoje usta mówią bierz

Twoje serce mówi zostań

Twoje ciało mówi chcę

 

Twoje ręce są jak niebo

Twoje stopy są jak len

Twoje włosy są jak...

Po prostu chcę sprawić radość jej

 

Chciałbym mieć cię zawsze z sobą

Chciałbym szeptać czule tak

Lecz ja nie wiem, czego żądasz

I nie pomyśl o mnie źle

 

Ja cię kocham tak boleśnie

Ja cię obok tylko chce.

Lecz na pewno moja droga

Szeptać czule kocham cię!

 

Wiem, że z tego nic nie będzie.

Chociaż pozwól cieszyć się

Twym widokiem i twym czarem

Prze ciesz w końcu wiem, co chce

Nie wiem, co ty o tym myślisz

Nie wiem, czego z życia chcesz

Lecz czy weźmiesz mnie w objęcia?

Czy wyrzucisz z serca mnie?

,,Wybór należy do ciebie,,?.

(Minister sexu i Korner).

 

 

„DLA CIEBI”.

Myślę o tobie, na co dzień

Myślę o tobie w nocy

Twój uśmiech jest uroczy.

Twoje słowa jak nuta złota spleciona.

Twa figura jak nuta złota spleciona.

Twa figura jak, gracja świata.

Nie słuchaj więcej takiego wariata.

Przepraszam cię za wszystkie krzywdy wyrządzone.

Me myśli były odrzucone.

By ci wyznać me uczucie

Że cię kocham nad życie.

Wiec o tym, że pragnę twego szczęścia.

Nie Patrycji ani żadnej innej

Tylko ciebie zanim zginę....

Chciałbym ci zaśpiewać serenadę.

Ale śpiewak ze mnie żaden.

Mówcą też nie jestem dobrym

Nie jestem waleczny jak Chrobry

Lecz nic mnie nie obchodzi więcej

Jak chodź by przez chwile po trzymać twe ręce

Przytulić do siebie mocno

Powiedzieć - kocham

I skraść twe serce!

Złożyć pocałunek na twoich ustach

I zaszyć się z tobą, tam, gdzie jest chwila pusta.

 

 

„XXX”.

Pewna dziewczyna złamała mi serce

Nie tym, że nie kocha nie tym, że nie lubi

Tylko tym, że żyje z nadzieja, że mnie zgubi

Lecz to jest nie istotne w jej życiu

Tylko to, że mnie chyba nie na widzi

Czemu? Nie powie.

Dla czego? Zabronione

Ważne jest to, że ja ją kocham

A ona do mnie nie szlocha

Nie myśli o mnie nie piśnie ni słowa

Bo ona nie jest jeszcze gotowa

By kochać osobę bliską jej sercu

I wzdychać głęboko, patrząc oczami

Bo ona właśnie tak mnie rani.

Poprawiam sobie humor

Słowami czystymi - że kocha

Lecz ona je z hańbi, jeśli nie kocha

Wtedy miłość nie będzie prawdziwa

A dusza zacznie być burzliwa

Bo skłamać w tak ważnej sprawie

Nie będę wygłaszał o tym kochanie.

Wiec o tym, że cię kocham

Lecz później do mnie nie szlochaj

Bo jeśli będzie za późno

Twoja wola, co z tym zrobisz

Czy łzę potem uronisz

Nie wiem i nic już potem nie będzie ważne

Ja cię kochałem a ty chyba z żartem

Twe gesty mnie smucą miłość ma cierpi

Dziura w sercu się wywierci

Powiedz słowo a będziesz wolna.

Czy chcesz być wolna?

Czy chcesz być zajęta?

Powiedz, bo zaciska się pętla

Na mojej szyi, na moim życiu

Powiedz śmiało mojemu uczuciu!

 

 

,,XXX,,.

Złość mi w niczym nie pomoże

Miłość może o mój Boże

Czemu tak się dzieje w życiu

Że ktoś kocha, że ktoś pisze

Z czasem każdy to uznaje

Że miłości nie poznaje

A dlaczego wam nie powiem?

Bo to życie jest w humorze

Jestem samotny jak zwierzę w klatce

Może to mam po swojej matce

Lecz ja kocham, wzdycham, płacze

A ona nawet nie raczę

Dostrzec mojego cierpienia

Mojego bólu i wyznania

Że wątpię w nią, miłość

Czy ona ślepa spytać się możesz

Lecz ja na to - w miłość uwierzysz

Gdy powiem, jaka ona piękna

Mądra i szczęśliwa

I do końca się zbliżam

Pa kochana, pa wyznanie

Bym pomachał, lecz jestem nie zdecydowany....

 

 

„MYŚLI”.

Myśli twoje nie były czyste

Lecz były bardzo przejrzyste

Myślałaś o mnie jak o aniele

Lecz czy nie żądasz zbyt wiele?

Zastanawiałaś się nad mym rozmiarem

I powiem wprost - to doskonale

Lecz zamiast myśleć o tych rzeczach

Mogłaś przecież miłość wzniecać.

 

 

„MYŚLĘ O TOBIE”.

Myślę o tobie cały czas

Co robisz w nocnym świetle gwiazd

Czy swoje myśli masz

Związane z tobą dziecię

Może mi powiecie?

Że z nią jest wszystko dobrze

U siądę tam, gdzie Modrzew

Widok z okolicy ładny

I czy myślisz, że jestem fajny

Na początku mnie kochałaś

Miłość spojrzeniem wzniecałaś

Teraz spojrzysz, kiedy musisz

I nawet o dzień się nie kłócisz

Czy to jest już koniec

Czy początek historii

Bo chyba się zgubiłem

W myślach swoich!

 

 

„XXX-dziecko”.

Fotografie twoją nosze

Tak jak myśli, toast wznoszę

Za twe dziecię z nieznajomym

Może będzie to Gajowy?

 

Nie wiem Gosiu, kim on będzie

Lecz facet ma ,,cholerne, szczęście

Że zostanie mężem twoim

I że we wszystkim cię zadowoli

 

Będziesz szczęśliwa z nim to wiadomo

Ślub z nim weźmiesz z miłości

A ja w dal odejdę bez żadnej wiadomości

Ty zostaniesz jego miłością

A ja nie będę twym gościem

A co dopiero miłość wskrzeszać

 

Wszystko stanie mi na gardle

Nawet żal żem w kalendarz walne!

 

 

,,DO KRÓLICZKA,,.

Zostań miłością mojego życia

Zostań natchnieniem moich snów.

Ja ciebie tak bardzo proszę!

Bo moje serce do ciebie tylko chcę

Nie chcę myśleć o innej dziewczynie

Jak tylko o tobie.

Czy myślisz tylko o mnie?

Ja ciebie tylko chcę

Nie chcę Patrycji, Moniki czy Kasi.

Chcę właśnie tylko cię

Dotykać czule, patrzeć ci w oczy

Pisać ci wiersze, rozmawiać, się śmiać.

Wierzyć, że bardzo mnie kochasz

I myślisz nie tylko o mnie jak we śnie

Nie mam wymagań bardzo ogromnych

Chcę być blisko ciebie

I od czasu usłyszeć

Ja kocham tylko cię!

 

 

„SEN”.

Chłodny podmuch wiatru

Po czułem, gdy wyszedłem na dwór

Drzewa tak szumiały

Jakby coś powiedziały

Mówiły głośno sobie

Że ja nic nie robię

By ten czas powrócił

A bym się przebudził

Ze snu wiecznego

Lecz nie pamiętnego

Nie wiem, co się działo ze mną

W ten czas, co mnie wezwał

Los, bym stoczył bój okrutny

Ze samym sobą w lutym

W maju się zakocham

I może będę do niej szlochał

W czerwcu się coś przebudzi

I będę miał, co robić

W lipcu się zapomnę

I może będę jeździł do niej

W sierpniu się poprawie

I przyjaźń z nim wznowię

We wrześniu będę kuł

A w październiku jakoś żył.

 

 

,,DZIĘKUJĘ CI,,.

Kiedy rano sobie wstanę

Nie zapomnę zjeść pierwsze śniadanie

Powiedzieć sobie, że nic do mnie nie czuje

 

Odejść w nie pamięć

Bo przecież ja serca nie łamię!

 

Ty potrafisz życie zmienić

Z szarego na barwne

Dziękuję ci szczerze!

Że ktoś zrozumiał i uwierzył

W prawdziwą miłość

Za nim już nie żył.

 

 

,,CO KOLWIEK BĘDZIE,,.

Co kolwiek będzie

Co kolwiek się stanie

Nie zapomnę o tym kochanie

Że ofiarowałaś mi szczęście i radość

Lecz zabrałaś miłość, wytrwałość

W tym, co godne jest uwielbienia.

 

To przecież nie stwarza zagrożenia

Że kochasz kogoś okrutnie

A ta osoba ma cię po prostu w dupie.

 

 

,,XXX,,

Twe słowa i gesty me serce ranią

Lecz to nie wszystko, co zostało.

Czy między nami było, co kolwiek?

Czy tylko mi się to wszystko przyśniło?

Jeśli to był sen okrutny

To nie chcę, aby ktoś był tak smutny

Jak moja dusza z ciałem

Bo chyba na to nie zasługiwałem

Wolałbym prędzej skonać

Niż tak cierpieć i wołać

Czemu to mi się przydarzyło!?

Czyż by już północ wybiło

Że takie koszmary męczą mą pomięć

Czy tylko na dworze jest zamieć.

Nie wiem, gdzie zawiniłem w miłości

Ale oddałbym prawie wszystko

Za trochę szczęścia i miłości.

 

 

„XXX”.

Czy to jest sen, że kocham cię

Czy to jest bajka, że widzę się

Czy serce twoje do mnie wzdycha

Czy tylko na myśl kocha

Czy będziesz moją papużką

Czy dasz dyla i uciekniesz z mamuśką

Po to, aby się przekonać, że cię kocham

I czy na pewno do ciebie szlocham

Odpowiedź ma krótka jak ta nutka

Ja cię po prostu uwielbiam dziewczyno malutka

Lecz oprócz miłości, wierszy, wierności

Nie mogę ci nic więcej dać w tej życzliwości.

 

 

„DO CIĘ”.

Nie widziałem nic ciekawego

Oprócz nienawiści po prostu złego

Przez to, że miłość odeszła w dal

A ja nie mogłem odzyskać twojego e-mail

I nie szukałem daleko

Znalazłem za to wdzięk życia nie czystego

Lecz te myśli nie czyste zaczęły znikać

I światełko miłości zaczęło migać

Czy to oznacza miłość prawdziwą

A nie tą przenikliwą

Która przenika w raz z czarem mórz i oceanów

Kiedy zbliża się kilka panów.

Paczą się na ciebie jakby byli w siódmym niebie

A ja cóż biedny robić mam

Wierzyć, że kochasz i wytrwasz tan

Który głosi melodię bajeczną

Tak wesołą, że aż wszystkie pary krzyczą

Żeś ty najpiękniejsza na świecie

I nie ma piękniejszej niż ty dziecię

Myślę o tobie we dnie, wieczory

I co robiłaś do tej pory

Nie wiem, co teraz jest między nami

Lecz mam nadzieje, że się nie karmi

Jakaś osoba twoim szczęściem

Uwierz mi na słowo, że ja cię nie zawiodę

I będę szeptał czule

I nigdy nie zranię cię tym bólem

Co potrafiła zrobić to inna osoba

Bo ja cię kocham i niech się boi boga

Ta postać przeklęta, która cię zrani

Ona cię omami, po to by wykorzystać

Ja postaram się cię bronić i te słowa mówić

Żeś ty najpiękniejszym kwiatem została

I chciałbym byś powiedziała mi szczerze

Czy jestem tylko twym przyjacielem?

Czy księciem z bajki wierszowanej?

A ty księżniczką z kolorowanki namalowanej!

Czy ty to przyjmiesz twoja wola

Czy wypędzisz jak tego mola.

 

 

„PYTANIA DO LUDZKOŚCI”.

Jestem człowiekiem, który sobie marzy

Lecz nie wiem, który człowiek uczuciem mnie darzy

Nie wiem, kim jestem choćby szczęśliwy

Czasem na pewno jestem burzliwy

Myślę tak sobie

Może o tobie

Lecz nie wiem cały czas czy myślę o tobie

Nie wiem, co czuję czy mażę o miłości

Bo czuje coś, że zbliża się do ludzkości

Coraz więcej jest sytuacji

Co grozi nam w czasie. Naszej może miłości

Nie wiem, kim jestem nie wiem, co kryje

Nie wiem po prostu, co we mnie żyje.

Czy to uczucie burzliwe złości

Czy może po prostu radosnej miłości.

Kim tak na prawdę jestem dla ciebie

Człowiekiem, królem, miłością, bo nie wiem.

Myślę i z czasem dochodzę do stanu

Obojętności swojego klanu

Czuję może jakąś odrobinę czegoś

Lecz zaczynam wątpić, może to od odległości?

Dlaczego nic nie pamiętam

Nawet jak ja wyglądam.

Z czasem może mi się coś przypomni

Lecz dlaczego teraz nie odmowni

Biją się o coś, czego nie znamy

A może to poznamy

Po co walczyć mam teraz z samum sobą

Skoro ja nie chcę, chcę być z tobą

Z tobą a może ze swoim ja

Wątpię teraz czy ktoś mi podpowiedz da

Ale jestem i myślę, co przyniesie mi ten świat.

Może mą miłość a może strach.

 

 

„XXX”.

Myślę o tym, co teraz robisz

Cały czas myśl ta mnie goni

Czuje w sercu czasem smutek

Bo cię nie widzę, twój mały ludek

Ten, co cię kocha, miłuje serdecznie

I trwa w tym chwalebnie

Wspomnienia mnie pocieszają

I w smutku wspierają

Sercem myślami jestem przy tobie

Ale nawet Domyślam się, co czasem robisz

Kocham cię za to, jaka jesteś

I czekam na upragnioną lato-jesień.

 

 

„SIEDMIU”.

Siedmiu ich było

Siedmiu kochało

Siedmiu ich sobie przyjaźń przysięgało

Siedmiu ich żyło w pokoju, co dało

Iż siedmiu ich to było za mało?

Iż jeden przetrwał, czy źle uczynił?

Iż kochał ją on i świat nasz ożywił

Iż myślami był w krainie miłości

A sześciu pokonanych, czy tylko nie mówiących Amen.

A sześciu tych znało się lepiej?

A sześciu było jak kamień w rzece?

A sześciu tylko było ich mało?

Po co to buło, po co się to działo?

 

 

„TWORZENIE”.

Myślisz sobie, że coś stworzysz

Każdy cię beszta, ale dalej to robisz

Nie ważne czy ktoś ci dokucza

Zaślepiony jesteś, nikt cię nie naucza

Pogrążasz się jeszcze bardziej

I nic oprócz tworzenia nie widzisz twardziej.

Myślisz i dążysz do swojego celu

Nie widzisz niczego

Nawet tego złego

Nawet, jeśli odpychasz przyjacielu

Oddalasz się od swojego świata

Nie widząc nawet swojego brata

Dajesz z siebie, co tylko możesz

Aby zadziałało to, co tworzysz

Potem myślisz sobie, co stworzyłeś

Że jest złe albo dobre

A nikczemni czekają i kradną

Twoje maleństwo, te, co stworzyłeś

I teraz wszystkiego żałujesz

Chcesz się zemścić na tych osobach

I tworzysz coś, co wkurza Boga

Ty nauczkę po czasie dostajesz

Ale znowu ZŁĄ rzecz ktoś stworzył.

 

 

„MYŚLI”.

Kiedy kumpel się zabije

Kiedy przyjaźń się rozmyje

Twoje serce się rozdzieli

W twoim życiu coś się zmieni

Wspomnisz wtedy różne chwile

O miłości, zdradzie, życiu.

Zastanowisz się nad myślą

Że nie spotkasz więcej osób

Które lubisz i popierasz

W ważnych sprawach, bo umierasz.

 

 

„XXX”.

Muzyka łagodzi swój obyczaj krótki

Każdy o tym wie, iż nie potrzeba wódki

By tańczyć w rytmie swojej piosenki

Pokazuje się wówczas swoje wdzięki.

Bas, sopran, słowa

I już powstaje melodia gotowa

Puszczasz ją w radiu, w wolnym czasie

I zapominasz o swoim czasie

Słowa splątane niczym runo miłości

Muzyka jak ogień wierności.

Każda osoba słucha tego, co chce

Lecz ja słucham tego...

Kto o tym wie?

 

 

„DOSYĆ. (Dla samobójców.)

Dosyć mam tego wszystkiego

Dosyć mam nawet tego dobrego

Życie mnie nudzi

Nic już nie zbudzi

Sekunda upływa, minuta stęka

W ciele się budzi tylko udręka.

Co kolwiek się dzieje, nazwę to męka

Pisać i czytać się nauczyłem

Myśleć i działać dobry byłem

Dosyć wszystkiego teraz mam

Co kolwiek się dzieje

Te zimne zmartwienie

Tworzy lud w ciele

A poza nim, zawieje

Pisać się nie chce

Czytać, też nie.

Dosyć krzyczę

Nikomu nie życzę

Tego zmartwienia!

A więc, do widzenia.

 

 

„WOJNA”.

Gdy księżyc zostanie przelany krwią chrześcijan

Wtedy nastanie wojna demonów

W której będą brały udział osoby ze znakami od Boga

Będą one zbierać się w grono aż utworzy się komplet rycerzy.

I jak na niebie ujrzą topór

Wtedy rozpocznie się dzień ostateczny.

Wojownicy boga zaczną walczyć razem by uratować planetę ziemie.

A Chaos, który ogarnie ziemie zapadnie się w mrok i nastanie dzień.

W którym zło zostanie pokonane na wieki wieków AMEN.

 

 

„XXX”.

Kiedy serca biją w jednym tempie

Kiedy uśmiech na twarzy twojej jest

Wtedy czuję się wspaniale

I wołać wtedy chcę.

We śnie za rękę i przytul mocno mnie

Wtedy czuję się tak wspaniale

I szeptać czule słowa te

Ja cię kocham mój Aniele

Ja cię pragnę i całować chcę

Tylko wtedy, gdy zostanę z tobą sam.

Myślę o tobie, co ty robisz

Myślę o tobie o tym, że

Jesteś daleko tak ode mnie

A ja siedzę pocieszam się

Że jesteś szczęśliwa i że kogoś bliskiego już masz

Bo ja nie wiem, co ty robisz

Lecz ja kocham ciebie, szeptać chcę

Ja do ciebie wciąż szlocham

I nie mogę zapomnieć cię.

 

Cytat „Smok”.

Chwieje się lew, upada w mrok

Chwytają go demony

Szkarłatne pręży smok

Przez czarny wiatr niesiony

Rycerze wiecznym legli snem

Bo wielki bój ich znużył

A w głębi gór przeklętych, hen

Szatański rój się budzi

GODZINA SMOKA! Trupi chłód

Strach krwawym łupie okiem

GODZINA SMOKA! Struchlał lud

Któż oprze się przed smokiem?

 

 

„Co to?”.

Myśli błąkają mi się po głowie

Jak śniadanie; odpowie głodny człowiek

Lecz moje myśli nie zawsze są czyste

Czasami można je uznać jako krwiste

Przeczucie mi nie daje spokoju

Czy ostrzega umysł w swym boju

A może sejmowe imię ma racje

Że Amor trafił mię strzałą na kolacje

Czy szare rycerze się przegrzewają

Czy coś udowadniają

Co za uczucie mię trapi

Może ktoś się z zaklęciem gapi?

 

 

„Skomlenie”.

Wzrokiem daleko, mażąc o tobie

Nie widząc przyszłości samego siebie

Żyję z dnia na dzień

Poddając się rozpaczy to wiem

Gdzie jesteś wyśniona malowana pani

Niczym bogini, która zrani za nic

Wiedząc o wszystkim, raniąc mię samotnością

Czy to dobrze umrzeć bez ciebie z godnością

Nie wiedząc, dlaczego tak bywa

Ma krew serce i ciało zalewa

Umysł samotnością grzeszy

Tak mocno, że aż diabeł się cieszy

Nie ważne jest dla ciebie me cierpienie

Czy nienawidzisz mnie aż tak mój Boże- panie!

Że zabierać pozwalasz me marzenia

I chcesz zabrać mnie do strasznego więzienia?!

Nie wiesz, co czynić chcę najbardziej

Podpowiem żyć na wolności z kasą przy ukochanej

Tulić się i wiedzieć, że mnie i ją zło nie pokona

Bo miłość nasza zwycięży nawet największego złego pana.

 

 

„Miła moja”

Miła moja

Tyś bogini wieczności

Wiesz o tym jak cię miłuje

Przy tobie zmierzam ku wieczności

Dajesz mi wszystko to, co najpiękniejsze

Miłość radość i namiętność

Ja niczym rozstajna droga niegdyś

Odnalazłem w sobie to, co najważniejsze dziś

Niech te, które były ze mną a nie są

Zazdroszczą nam chwilowych bram niebios

A te, które nie są jeszcze związane

Podziwiają naszą dobraną parę

Nie kreślę tego by zazdrościli

Lecz tylko czasem nas razem widzieli.

 

 

„Zmiana”.

Niczym cień wyrwany z ciemności

Niczym strzała ogarnięta z nienawiści

Tak me serce rozdarte z umysłem

Zostało rozszarpane w czasie niegodziwości

 

Starta na proch

Pamięć nie okiełznanych

Dla myśli loch

Labirynt przeżyć poznanych

 

Dlaczego ja znać odpowiedź na to pytanie musze

Skoro w głowie inne, ja się już dusze

Lecz rozplątać pętle tą... Trzeba

By do nikogo nie wołać chleba.

 

Pozostać wolnym od dalekiego czasu

By w miejsce pętli nie było chaosu

Niczym ziemia wiosną a nie zimowym kurzem

Być tym, co kocha i stać się dużym

 

O myśli sroga

Niczym ciemna droga

Lecz w niej jest światło

Nawet ciało nie zbladło

 

Pętle rozwiązane

Serce zakochane

Blask zwyciężył mrok

To dopiero mały krok....

 

 

„TY”.

Niczym pędzący rumak po błękitnym niebie

Tak prędko ja znajdę się u ciebie

Gdy potrzebujesz pomocy, słowa

Tam będę ja... Twoja podpora.

W smutku i szczęściu radości, życiu

Pamiętaj o tym moja kiciu

Zmieniłaś me serce dodałaś skrzydeł

A ja do teraz jestem przy tobie i w siódmym niebie

Jesteś oparciem, pociechą mym słońcem

Gdy widzę ciebie mrok mój gubię w sobie

Ucieka on tam, gdzie nikt go nie widzi

W ten sposób nikogo on nie skrzywdzi

Rozpalasz mnie niczym lawa Ziemie

Gdy... Ujrzę ciebie!

Czas dla mnie nie istnieje

Nie myślę o obiedzie

Czasem tylko siedzę i patrzę na siebie

Nie poznawszy odbicia

Zastanawiam się nad niebem

Nad tym, co delikatne i pachnące

Nad pięknym kwiatem rosnącym na łące

Jesteś mą wiosną, Latem, marzeniem

Po prostu kochanie bardzo kocham ciebie.

 

 

„RÓŻĄ”.

Kocham mą różę chociaż dzika jest czasami
Kocham jej p
łatki nawet i z kolcami
Bo jej delikatno
ść jest mym życiem
A promie
ń padany słońca na nią zachwytem
Chocia
ż czasem marudzi co by chciała
Wiem jedno na pewno w tym ogródku nadal sobie dzia
łać
Chociaż pogoda czasem się zmienia

Ale i to jest do przezwyciężenia.

 

 

„Wołanie do Pana”.

Proszę cię Panie rozważ moją prośbę

Nie wywołuj niech nie usłyszę o wojnie

Spraw tylko by się wszyscy miłowali

Tak jak me serce szepcze teraz do Ani

 

Nie zadawaj mi bólu

Nie karz nosić broni

Nie, teraz gdy marze o mej Niuni

 

Nie karz nas Panie za nasze błędy

Tylko przypomnij o tym, co głoszą sakramenty

Niech karą będzie zadana modlitwa

A nie strzelanie z broni to myśl nie właściwa

 

O Panie łaskawy tyś dobry i miłościwy

Czasami surowy, lecz sprawiedliwy

Czynisz, co zechcesz bronisz swego raju

 

Panie pamiętaj w swym dumaniu

O nas o twych małych istotach

Które pragną ci szeptać

Lecz nie w kłopotach

 

O Panie nie myśl o tych idiotach

Którzy zabijać chcą zamiast kochać

Podaruj nam; pozwól nam wołać!

Szeptać do ukochanych a nie szlochać

Nie wykopywać grobów dla poległych w wojnie

Tylko cieszyć się i żyć bogobojnie

Pozwól nam o Panie

Szepczę teraz...... Amen.

 

 

„Moja jabłonko”.

Miła moja, kwiatuszku z łąki

Jesteś jak drzewko jabłonki

Rodzisz owoc mą małą lube

No i pszczółka tworzy nam naturę

 

Pamiętaj moja tyś roślinko

Podlewam cię wybranko

Dbam i pielęgnuje,

Nawet uczę się o twej budowie

 

Nie jestem żadnym robakiem

Nie zjadam twych owoców ze smakiem

Dbam o ciebie i pielęgnuje abyś dojrzała

Bym mógł pochwalić się dumnie

 

Iż owoc twój także do mnie należy

Abym ogrodnikiem stał się jak należy

Jestem teraz pełen radości

Że za jakiś czas owoc nasz wszystkim doda radości.

 

 

„Połączenie”.

Jak nowy rok puka do drzwi

Tak ty otwórz swoje serce mi

Niech nigdy nam nie zabraknie miłości

Sekretnych myśli i radości

 

Oddałem ci wszystko, co mam

Swoje serce, życie i to, co będę miał

Kocham cię i pierścionek jeszcze założyć musisz

A oznaczać to będzie, że się na wspólne życie godzisz

 

Czy będę się dąsał czy szeptał czule

Takiego mnie wybrałaś mój aniele

Jak smutek przyjdzie czy śmiech nas otoczy

Tak nas ten pierścionek na zawsze połączy.

 

A każdy znajomy nas otoczy

Życzenia najpiękniejsze złoży

A umysł mój, myśli; bój stoczył

Lecz widok twój mnie tak zauroczył

 

Miłość zwyciężyła jak zawsze i wszędzie

Chwila słabości powiedziała niech tak będzie

I tak każdy głosi orędzie

Że oświadczył się ten, co kocha ją najwierniej.

 

 

„Recepta doktora”.

Dlaczego tak jest i tak być musi

Że planetę mą coś zawsze dusi

Jak nie dwutlenek węgla

To promieniowanie z nieba

 

Czasem też w jej korzeniach pęknie jak żyłka jakaś lawa

Czasami ma gorączkę lub trzęsie się może to plaga

Jaka to kolej jest, że rozkwita

Znów piękna i wyśmienita

 

A za razem cierpi z niedoboru tlenu za dużo też kwaśnego koloru

Lecz to jej nie przeszkadza, bo da sobie rade, doda coś do ubioru

Ja widzę, że chora jesteś czasami, gdy na pięknym zielonym kolorze jakiś śmieć leży

Zastanawiasz się czy śmierć się szczerzy

 

Nie jeszcze jej nie ma, na wieki twe to za mało

Ja pamiętam te małe bakterie, które się śmiały

Nie wiedziałaś, że to my

Jak na sercu leżał ten sen

Jak z małpkami bawiliśmy się

A teraz bawimy się sami

Niektórzy nawet małymi bombkami

Inni bawią się w ratowanie twego życia

Niektórzy z nas, czyli mała liczba

 

Niestety tak to bywa, że jesteśmy jak krew w żyłach

A tyś jest ciałem niebieskim

Tą piękną całością tak jak szpik w kościach

Pamiętamy o tym, że istniejesz, lecz jesteś chora

 

I pomału umierasz potrzebujesz lekarstwa szybkiego

Mniej toksyczności i więcej tlenu

Nie ważne jest, że my cię podtruwamy

Ale za to cię na prawdę, co niektórzy kochamy.

 

 

„Pragnienie senne”.

Wołam do cię moja lubo

Byś usłyszała słów ciepłych dużo

Pragnę dotykać cię i szeptać

Krzyczeć i na twój szept czekać

 

Nie pozwól mi miła czekać na tę chwile zbyt długo

Bo stanę się Biskupem lub inwalidą

Pragnę skosztować twych ust jak płatek róży dotykać

Zmysłowo tulić, z kosztować całą

 

Delikatnie przesuwać, kąsać namiętnie

Abyś poczuła fale dobijającą wiernie

By twe włosy kołysały się po twym ramieniu

A odkrytą szyje pocałunek skosztował

 

Ma dłoń błądzącym ruchem okrycie twe zrzuciła

Byś była okryta jak pierwsza kobieta, czyli naga

Me ciało z twym rozpalone

Połączone by się stało na ten niebiański moment

 

I gdy poza nam się znudziła

Zmienić ją na bardziej zmysłową tak chciało

Aż nasze dusze się zjednały

I ze sobą na zawsze zostać chciały

 

Trwać by to miało wieki

Lecz los już jest taki

Że po rozkosznej nocy

Obudziłem się by pójść w sprawie pracy.

 

 

„Chwila”.

Marność marności a nad marnościami marność

Życie marne w życiu

A życie przeżyciem

Kochanka miłości w miłości obłokiem

Błękitem niebios, nie biosem w błękicie

Promieniem słonecznym, światłem, promieniem w ciemności

Tęczą na sklepieniu, sklepienie nie biosem

Słowem i czynem, czynem, słowem darem

Myślą wołaniem i darem

Ciałem, tchnieniem tarcia

Widocznym uśmiechem, płaczem, krzykiem w czynie

Wesołym przeżyciem, radością ekstazy

Marnością bez zmiany

Szeptem orgazmu słowy

Słowem w rzeczy samej

Z tobą radość widzę

A bez ciebie ginę

Tyś mą panią w całości

Tyś mym czynem w życiu

Tyś mą mową w ciszy

Tyś mą Niunią świtem

Z tobą wołać będę

Bez ciebie odejdę.

 

 

„Kim ?”.

Sercem jestem tam, gdzie ty o poranku

Myślami i czynem u siebie w domku

Zabawnym chichotem, dźwiękiem westchnienia

Możliwe, że dumaniem albo i śpiewem

Kochankiem z powieści

Albo muzyką na zabawie

Poranną kawą może śniadaniem

Słowem lub gestem

Czynem czy czasem

Zabytkiem słowa, pamięcią, marzeniem

Płaczem czy śmiechem

Mężem czy panem

Po prostu może twym ukochanym.

 

 

„Czas na szczęście”.

Czas już poznać losu smak

Nie czyniąc mi już nic wspak

Żyjąc w szczęściu i dostatku

Z pracą, kasą w podatku

Blisko ciebie z kontem pełnym

Jak w wakacje temperamentem

W plusie z cyfrą, liczbą zer

W domku własnym z dziećmi tej

Mojej luby wspólne plany

Marzeń kupę z patentem

Z Noblem z Fizy, rój gawędy

Sława czasu puka w bębny

Konto będzie niebawem pełne

Życie piękne w dostatku

Na szampanowym statku

W brud wszystkiego do okoła

Samochodów pełna głowa

W garażowym domku czeka

Samochodzik dla człowieka

Dla dziewczyny przyszłej żony

Dla teściowej jakiś wolny

Wszystko piękne kolorowe

Do miłości udekorowane

Szkoły wszystkie cieszą się

Że dołożą uczniom EEMS

Starty na proch zostanie pech

A biedę zabije przypływ gotówki

Bym nie unikał rachunkowej łamigłówki

Z Niunią kupował to, co chcę

A znajomym dał w prezencie małą część

Lecz nastąpi to wtedy

Gdy usłyszę piszczenie dzisiejszej biedy.

„Człowiekiem w swojej osobie.

Słyszę i mówię

Skakać też mogę

Nie raz czegoś nie rozumiem

Krzyczę ze złością

Piszę własnym słowem

Czytam i mówię

Kocham i kochać umiem

Latać samolotem w marzeniach nie czynem

Jem i piję

Lubię i nienawidzę

Daję ci szczęście

Przyjaźń jak cię lubię

Gdy muszę to jestem

Wstanę lub się położę

Gdy smutny jestem chusteczkę przytulę

Żyję miłością

Z czasem mknę do przodu

A więc kim jestem?

Człowiekiem w swojej osobie.

 

 

„Dziecinne pytania?”.

Niczym ptak skaleczony o ziemie rozbity

Tak nasza planeta potrzebuje pomocy

Dlaczego?

Wezwaniem na wojnę trąbka zagrała

I z jednej i drugiej strony śmierć plony wzięła

Dlaczego?

Kochałeś swój rząd państwo wspaniałe

A teraz wstydzisz się, że je pamiętałeś

Dlaczego?

Sercem i duszą przy swej ukochanej byłeś

Gdy cię zdradziła ją porzuciłeś

Dlaczego?

Gniew ludzki nie w zło rzucałeś

Tylko do tych, co znałeś i kochałeś

Dlaczego?

O prace starasz się jak możesz

A z braku jej już myśleć poprawnie nie możesz

Dlaczego?

Spełnić marzenia swe chciałeś

Lecz boisz się, że je już zapomniałeś

Dlaczego?

Siedzisz napity lub naćpany

I życie jest wówczas roześmiane

Dlaczego?

Twierdzisz, że lepiej być już nie może

Poddajesz się i czekasz na swój pogrzeb

Dlaczego?

Rachunek sumienia spłacić chcesz za kasę

Bo przechodzisz tylko koło bezdomnych czasem

Dlaczego?

Życie ci nie miłe

A w sercu krew jeszcze bije

Dlaczego?

Czy ktoś uratuje naszą planetę?

Czy za dwa wieki mam już nie widzieć żadnej rzeki?

Dlaczego?

 

 

„Fałsz czy prawda?”.

Szkoła nas uczy

Nauczyciele nauczają

A nie, którzy z nas na swoje używki czekają

Hołotą niektórzy są a czasem i sępami

W wilczej skórze się napalamy

Obłuda i kłamstwa nas pokochały

A to, co złe z głupotą powitane.

Witajcie używki; alkohol tanieje

A w parlamencie premier się śmieje

Plany pana „H” się spełniają

Po prostu sami się sprzedają

Czujemy kochamy i nic nie robimy

Ważne, że Polak ma czas na procenty wlewane

Niech mafia się cieszy, że legalizacji nie mamy

A rząd z tego, że osłów i baranów w Polsce mamy

Chcieliśmy Amerykę to ją mamy

Zero kultury Kurwy i ćpanie

To jest wybór gimnazjalisty, który nie słucha mamy

Polska nie musi mieć Trzeciej światowej

Sprzeda się sama jak Marihuana produkcji nowej.

Lepiej na Karaiby niech jedzie parlament

Bo jeszcze pieniądze są na rządowym koncie znane

Po co wciskacie kity

Powiedzcie, że Limuzyny są teraz państwowym modnym szykiem.

Boże mój Boże panie wysokości

Widzisz i nie grzmisz

Widzisz słabości

Kochasz nas, więc nie pozwalaj im na to

Żeby nasz kraj nie stał się Szmatą.

 

 

„Widzenie – przeżycia”

Powiem teraz, co ja widzę

Że człowiek jest jak Speedwey

Walczy o wszystko dla sławy i kariery

Ja się nie boje jestem tylko szczery

Boisz się życia w ciszy i biedzie

Ze każdy chce coś zjeść albo być już w niebie

Na ziemi naszej niema porządku

Bo ktoś zapomniał o rozsądku

Że wszystko jest jak na łączu

Jeżeli teraz nasze łącze padnie

To będą dwie kreski a nie krzyż, co jest iksem

Wielka niewiadoma czy on przetrwa

Czy się rozkruszy i będzie ramie z ramieniem?

Panie panowie, gdy zło w nas żyje

My się śmiejemy przy ciastku lub kawie

Panie parlamencie, czym pan jest dla swego ludu

Kim dla człowieka, który wieży w moc cudów

Obiecałeś nam prace i nauczanie

A gimnazja uczą się ćpać kradzieży nawet

A Ty nam przykład ładny przedstawiasz

Że kradnąc komuś wzbogacasz się i nie przepraszasz

Panie premierze, kim pan jest teraz

Premierem naszym czy złodziejem z Nottinghamu

Niech rząd i ich zady przemyślą słowa

Bo gdy przyjdzie on niebawem i powie czynem nie pytając się o słowa

Panie Wielkości materii i sumienia

Jesteś za tymi, co nie wierzą w czyn a słowa

Które prawdą są tylko dla nas

A nie kłamstwem i chaosem na ten czas

W tym czasie, gdy inni walczą dla świata

Inni sprzedają swojego brata

Kolegę i jego marzenia

Które są ważne dla niego i jego świata

W momencie, gdy ktoś płacze niepotrzebnie

Inni są źli i nie przeszkadza im to koniecznie

Kocham cię panie za twe czyny

Że nadchodzi czas walki i ostatniej wojny

Kocham cię za to ze jesteś szczery a ja wolny

Że przyjdzie walczyć w ostatniej bitwie

Ten, który czeka na otwarcie bramy

Pamięta o tym, że został tam uwięziony

Gdy klucz uwolni kajdany dostanie rozkaz mu dany

I nie będzie wtedy słowa amen

Zacznie się to, co kocha zło i dobro

„Zapanuje chaos a potem tylko oko

Nie Saura, lecz pana Ciemności

Który czeka aż źli kosmici się wyniosą?

Kim jesteśmy jak twymi sługami

Nie dosyć, że czekamy to i także słuchamy

Tylko nieliczni wiedzą, że nic nie zrobimy

Jak tylko można to się pogodzimy

Kocham cię i świat ten nie zginie

Ostatnie pionki na szachownicy staną

A król z królem się spotkają

I tak pokój zapanuje amen

Panie zła i Panie dobroci

Wówczas będzie twarz

Jak za starych kwiatów Paproci

Szczęście i radość pokój na wieki

Moje ukochane miasto i nowe zabawki

Wyślesz nam anty wirusa z nieba

A opis wojen z ksiąg świętych i zakazanych

To opis mały, bo zbyt mało nakreślony

Kto widział kiedyś we śnie jak depta po trupach

Po swoich znajomych i broni szuka

Walcząc niczym Himen lub gladiator

Gdzie zapach śmierci aż rozrywa krew z zatok

A schować się nie ma gdzie

Tylko krew, zwłoki wróg i rozkaz w głowie

Gdzie ciało ma już kompletnie dosyć

Ucieczki walki doskonalenie broni

Skoki teleportalem i opisy amen

Kochana osoba tylko myśli i łagodzi

A walczy każdy, kto rodzinę ma lub kiedyś ją odwiedzi

Gdzie cywile śpią pod gołym niebem w ruinach z chorobami

Walcząc z jakimś kanibalem

Dzieląc się i ucząc, że jedność to przetrwanie

Że każdy modli się do Boga krzycząc:

„Panie niech już pokój nastanie

A ci, którzy moc jak xmeni maja chronią ich

I o ich życie dbają

Gdy ziemia skażona krwią zostanie

A budynek tylko jeden stać będzie i zostanie

Wówczas światła błysk widać tylko z niego

Przetrwa ten, co w jednej trzeciej się mieści

Budując świat szczęścia i radości

Kolonizować w pokoju będzie kosmos

A król i królowa rządzić będą miastem

Mędrcy wielkiej rady sprawiedliwie będą przemawiać

A wojownicy będą chronić i czasem walczyć

Kto widział walki lub Mesjasza pana tego

Wojowników albo coś okropnego

Ten niech nie płacze, że tak widział lub czuł

Bo los jest w naszych rękach

A przeznaczenie w pana rękach nazywanym Bóg.

 

 

„Wołanie”.

Gdy kocham ją

A ona mnie

Ja pragnę by zmienił się ten

Ten świat tak ponury w barwę kolorową

Bym nie musiał się wstydzić, że jestem człowiekiem

By robot nie pole nie obcy nie ziemia

Niszczyła tego co ja kocham i myśl ma woła

Ja jestem tylko człowiekiem małym

Wysłuchaj mnie panie

Wysłuchaj mnie nawet ty co masz oczka czarne

Spraw by nasz świat nie ginął na marne

Proszę nie bawcie się w wojnę ciała

Bo to co święte to nie walka nie ta chwała

Święta wojna to nie wojna ciała

To ducha i umysłu nie piekielna brama

Zabić jest łatwo jak i zniszczyć co kolwiek

Stworzyć lub odkryć to jest wezwanie

Zabija ten co myśli, że ma władze

Lecz to jest głupiec, bo to nie rozwiązanie

Gdy zniszczyć można coś w krótkiej chwili

To nie to samo co żyć moi mili

Wybór śmierci to nie nasza droga

Naszą jest życie i świat swój ratować

Nie poprzez kłamstwa i obietnice liczą się czyny

Jedność każdej stolicy

Nie dla nas jest wojna, bo śmierć sama wybiera

Kiedy ma ktoś z nas ujrzeć pana stwórcę nieba

Wojna święta to nie jest dla ciała

To nie tak te pojęcie działa

Walczyć trzeba by nie łamać przykazów

Dać innym trochę darów

Wojna święta toczy się na co dzień

Pomiędzy złem no i dobrem

Kto obraca słowa pokoju w wojnę

Ten zmierza po prostu wcześniej na swój pogrzeb

Zamiast do życia i cieszyć się nim

Tak jak ten co z chciwością gra

Tak los Pan Bóg mu da

Kocham ten świat i płakać niebu się nawet nie chce

Bo zamiast mieć czyste myśli i serce

Brudne nasze dusze stają się z rozumem

Gdy walczymy z braterskim synem

Zamiast tworzyć nowe DNA

To zabijamy własne RNA

Wołam do ciebie droga postacio

Nie czas na walkę, szalona płaco

Wystarczy, że planeta już nie płacze

Nie ma sił a nasz los na tacę

Podany z przepisem wyborem podkreślany

To nie me ni człowieka nowej ery

Czas na zmianę rzeczy tak ja myślę o Panie

Me myśli zabójcze przyćmiewają umysł

Lecz co będzie dalej?

Gdy człowiek sam się całkowicie wymorduje!

Kto będzie żył na tym śmiercionośnym padole

Któż powie sercem, skoro czynem zabija i żądzą

Jeżeli zemsta już jest starym czynem

A wojna dostatecznie głupia

Walka o władze to narkotyk i bzdura

Słowo raniące innych to Ikara pióra

Gniew i złość szczeniacka gbura

A lenistwo wcale nie sprawia cuda

Prawo łamiące wygina się w różne strony

Lecz pozostają inne wartości ludzkiej choroby

Nie wymienione, bo nauczyć się czas został dany

Byśmy nie byli jak popsute fortepiany

Jak biblioteka pusta z książkami

Jak małolaci z przekleństwem lub dragami

Czas nie bawić się już w doktora

Bo chyba już jest wystawiona diagnoza

Lekarstwo to zmiana ja już leczę swe życia rany

A czy ty potrafisz?

Czy jeszcze jesteś nie rozumowy?

A może po prostu na nową Erę nie gotowy?

Zamiast myśleć jak na dwudziesty pierwszy wiek?

Może żyjesz jak pierwotny człek?

Odpowiedz sam sobie i weź się za siebie

Bo czas jak zawsze gra na twą nie korzyść

Brnie do przodu nie cofa się w twym życiu

Nawet jeżeli się przeniesiesz na jakiś okres w swym byciu

On tyka... woła: do przodu

Zanim się obejrzysz stwierdzisz sam co było

Pomyślisz chwile i rzekniesz tak to właśnie było.

 

 

„Czy Kocham?”.

Myślałem o tym to, co kiedyś trwało

O tym, co było to, co kochało

Lecz znów wypaliło się do końca

Chociaż mówiłem, że mnie to nie spotka

Przez jakiś czas bawiłem się w dragi

W imprezowanie dawało mi odwagi

Lecz czas chciałbym odwrócił swe życie

I poznałem cię jak upadało me życie

Ale ty dawałaś mi odwagę dawałaś

Szanse i ją wykorzystałem o tak

Dzięki tobie wiem jak się znów nazywam

Co mi myśl dyktuje i że wytrzymam

Tak wiem, że dzięki tobie żyje

Poznałem miłość i nikt tego nie zmyje

A tylko ty sprawiasz, że w szczęściu bytuje

Że wciąż żyje myśląc tworząc z uczuciem

Serce moje płonie od wschodu aż po zachód

A w umyśle wszędzie pełno twego słońca

Kocham cię i tak będzie aż do mego końca

Wiem, że jestem w niebie

Chociaż po ziemi stąpam

Kocham cię miłości pani mego serca

Wiem, że bez ciebie dusze się i boje

 

Że mi cię ktoś zniszczy odbierze lub zrujnuje

Na nowo tworze to, co mi daje fantazja

Zapisując rzeczywistość w notatkach i wierszach

Panią mą jesteś niczym kwiat ziemi pragnie

Uczuciem teraz jak deszcz w życiu ważnym

A błyskawicą, gdy oświetlasz mnie widokiem

Ja wiem, że jesteś moim obłokiem

Moją tęczą moją Niunią

Moim deserem, moją karmą

Moim losem, fantazją, marzeniem

Wszystkim, co znam i tym, co zapoznamy.

 

 

„Moje albo -ja”.

Niczym anioł mówiący biada

Ja nie mówię tylko słucham jak pan mój każe (Bóg)

Ja nie gadam

Ja czynie słowa, w którym czas odmierzany płynie

Jako wiek dwa lub trzysta

Ja nie słowem daje znaki jak mesjasz przemawiający do ludu

Ja czynie to co pan mi podpowiada

Ja człek prosty z człowieka stworzony

Na świat w wojnie wykluty

gdy domowy czołg po ulicach przechadzał

ja nie szatan ja nie anioł

ja człowiek; pan mój w niebiosach

stwórcą jest tego co stworzone

widzi to co my a i niewidzialną stronę

kocha lub nienawidzi sprawiedliwy jest zawsze

prędzej czy później ukarze lub skróci światło jasne

żywot mój o panie nie jest taki straszny

bo wiem, że twe czyny są jak gwiazda: ja śnie

o panie słów kilka mych nie poukładanych

ja prosty człek a tyś jest panem

nie wiem czym zasłużył wymawiając twe imię

słysząc glosy nieba i u bram szalonego piekła

wołają jedni i drudzy jedni nie czyń drudzy otwórz

panie mój jam nie gotów by na skrzydłach nocy

obracać się przeciwko tym ludziom zacnym

o panie nie wołaj mnie do boju bym po miecz sięgać miał z czasem

bym piekło i niebo musiał odwiedzać z kompasem

o anieli niech wasza moc będzie przy nas

w dniu chwały i klęski

niech pan nam wybaczy to ze jesteśmy jak owieczki

że wilki odziane w owcze skory są koło nas wyczyniając bzdury

łamiąc prawa ustalone pana z naszymi przodkami

nie czyńmy zła, bo to nie ja nie ty

lecz on z armią swą stanie na wzgórzu jak szejk panem haremu

i zacznie nie liczyć, lecz spoglądać w dusze o panie

widzisz je na wylot i zostawisz przy życiu by odbudowali co zgładzone

co piękne zostawisz

zło zgładzisz i wyślesz po nie sługi piekielne

by weszły między ludy i by ściągnąć je do bramy

a gdy otworzy się czeluść i wejdą owieczki szare

zamkną się bramy zła i powstanie miasto panie

wyjdę niczym strzała z łuku wystrzelona która zna kurs i drogę swą pokona

o panie tyś jest jak słowo nie-okiełznane

lecz rozumie cię ten co kocha lub jest przy zlej bramie

zastanawiając się czym jest zło dla niego

i nie jest za późno by było zmiany na coś nowego

o panie nie każ mi z mieczem wchodzić z armią w me ludy

nie każ mi walczyć słowem dla innych

tylko spraw by świat ten był luby dla ..............
 

 

„Wołanie”.

Gdy kocham ją

A ona mnie

Ja pragnę by zmienił się ten

Ten świat tak ponury w barwę kolorową

Bym nie musiał się wstydzić, że jestem człowiekiem

By robot nie pole nie obcy nie ziemia

Niszczyła tego co ja kocham i myśl ma woła

Ja jestem tylko człowiekiem małym

Wysłuchaj mnie panie

Wysłuchaj mnie nawet ty co masz oczka czarne

Spraw by nasz świat nie ginął na marne

Proszę nie bawcie się w wojnę ciała

Bo to co święte to nie walka nie ta chwała

Święta wojna to nie wojna ciała

To ducha i umysłu nie piekielna brama

Zabić jest łatwo jak i zniszczyć co kolwiek

Stworzyć lub odkryć to jest wezwanie

Zabija ten co myśli, że ma władze

Lecz to jest głupiec, bo to nie rozwiązanie

Gdy zniszczyć można coś w krótkiej chwili

To nie to samo co żyć moi mili

Wybór śmierci to nie nasza droga

Naszą jest życie i świat swój ratować

Nie poprzez kłamstwa i obietnice liczą się czyny

Jedność każdej stolicy

Nie dla nas jest wojna, bo śmierć sama wybiera

Kiedy ma ktoś z nas ujrzeć pana stwórcę nieba

Wojna święta to nie jest dla ciała

To nie tak te pojęcie działa

Walczyć trzeba by nie łamać przykazów

Dać innym trochę darów

Wojna święta toczy się na co dzień

Pomiędzy złem no i dobrem

Kto obraca słowa pokoju w wojnę

Ten zmierza po prostu wcześniej na swój pogrzeb

Zamiast do życia i cieszyć się nim

Tak jak ten co z chciwością gra

Tak los Pan Bóg mu da

Kocham ten świat i płakać niebu się nawet nie chce

Bo zamiast mieć czyste myśli i serce

Brudne nasze dusze stają się z rozumem

Gdy walczymy z braterskim synem

Zamiast tworzyć nowe DNA

To zabijamy własne RNA

Wołam do ciebie droga postacio

Nie czas na walkę, szalona płaco

Wystarczy, że planeta już nie płacze

Nie ma sił a nasz los na tacę

Podany z przepisem wyborem podkreślany

To nie me ni człowieka nowej ery

Czas na zmianę rzeczy tak ja myślę o Panie

Me myśli zabójcze przyćmiewają umysł

Lecz co będzie dalej?

Gdy człowiek sam się całkowicie wymorduje!

Kto będzie żył na tym śmiercionośnym padole

Któż powie sercem, skoro czynem zabija i żądzą

Jeżeli zemsta już jest starym czynem

A wojna dostatecznie głupia

Walka o władze to narkotyk i bzdura

Słowo raniące innych to Ikara pióra

Gniew i złość szczeniacka gbura

A lenistwo wcale nie sprawia cuda

Prawo łamiące wygina się w różne strony

Lecz pozostają inne wartości ludzkiej choroby

Nie wymienione, bo nauczyć się czas został dany

Byśmy nie byli jak popsute fortepiany

Jak biblioteka pusta z książkami

Jak małolaci z przekleństwem lub dragami

Czas nie bawić się już w doktora

Bo chyba już jest wystawiona diagnoza

Lekarstwo to zmiana ja już leczę swe życia rany

A czy ty potrafisz?

Czy jeszcze jesteś nie rozumowy?

A może po prostu na nową Erę nie gotowy?

Zamiast myśleć jak na dwudziesty pierwszy wiek?

Może żyjesz jak pierwotny człek?

Odpowiedz sam sobie i weź się za siebie

Bo czas jak zawsze gra na twą nie korzyść

Brnie do przodu nie cofa się w twym życiu

Nawet jeżeli się przeniesiesz na jakiś okres w swym byciu

On tyka... woła: do przodu

Zanim się obejrzysz stwierdzisz sam co było

Pomyślisz chwile i rzekniesz tak to właśnie było.

 

 

„Kto poluje ? ”.

Żar nienawiści zaślepiający umysł

Jest wstanie spalić wszystko niczym Phenix

Kochając życie obce jak swoje
zapominaj
ąc o żarze
 A przeradzaj
ąc go w ogień namiętności
Zaczynamy dostrzega
ć zmiany świata
Pi
ękne jest wszystko niczym tęcza na niebie
Brzydkie jest to co nie potrafi p
łonąć uczuciem

A życie jest coraz weselsze lub zdumiewające
Ka
żda chwila zaspokojeniem
Westchnienia odliczaj
ąc czas nadejścia ukochanej osoby
Smutek obawiaj
ący swoje przybycie
Nie gro
źnym staje się potworem
Bo to co rozpalone podtrzymywane jest niczym akumulatorek
Usta policzki i oczy wydobywaj
ą na zewnątrz odblask
Tego co w sercu
żyje nie dusząc się jak kapusta kiszona
Ale uwalnia przepi
ękne westchnienie
Niczym ogr
ód mażący o małej pszczółce
Tak to jest oczywiste nie wiosna nie zima
lecz serce wzdycha i p
łacze z tęsknoty
Nie umys
ł krótki ale myśl wieczna żyje
Że ukochana postać jest w nas niczym używka otulająca ciało
Lecz nie sen nie rzeczywisto
ść jest wrogiem
Nie marzenie tego p
łomienia lecz pragnienie spełnienia
A mo
że życie które jest w niej sprawia że płonie te ja
A może wspomnienie lub rozkosz życia powoduje czar tego uczucia
Nie wiem czy ale napewno
życie jest jak trwoga a sen
Niczym otulaj
ąca kołderka
Drzemie i okrywa nas ciep
łem i życiem
O tak serce t
ętniące w rytm jej słów
A czerwona woda a
ż zalewa wrzątkiem nasze ciało
Coraz gor
ęcej się robi na jej widok a potem ogarnia nas moment

Zero słów, znów jej widok rozpalił zmysły pragnienia
A oddech nie pozwala
ł odezwać się
To jest pułapka życia każdego
Lecz wystarczy
ł by jeden gest- mowa umysłu zawyła
A by ma
ła przekąska pajączka była w sieci
Lecz to ju
ż tak jest że serce nie sługa a oddech nie kanibal
Lecz tak to jest pi
ękne westchnienie widok muzy i czar gotowy
Zauroczenie... nie, mi
łość znów ta miłość
Uczucie kochanków hihi
Gdy kochamy zapominamy o wszystkim
Nie liczy si
ę czas nie liczy się trwoga
Ty i ona
Ona i ty
To wasz czas nie wojna nie pokój
Westchnienie i szept ko
łyszący miłość  
I w
życiu jest już jak jest
Pami
ętajcie przystawki czarnych Wdów
Że życie jest tylko krótką chwila
A jad paj
ęczycy może być wieczny lub chwilowy
Ma
łe muszki biedne wolne swawolne cieszące się z życia
I tak pr
ędzej czy później wpadną w czyjeś sidła
Niczym skowronek lec
ący na niebie usłyszawszy ćwierkanie
By
ł w stanie zginąć by ujrzeć tylko właścicielkę słodkiego hello
Tak to my jesteśmy bestiami lub potulnymi pieszczoszkami
Karmi
ącymi się uczuciem lub bawiącymi się nimi
To my wybieramy i przebieramy co ma by
ć
A co nie lecz taka jest prawda i życia płomiennego smak
Albo karmisz si
ę płomieniem albo go gasisz od tak jak .....

 

 

„Jedno może dwa nie ”.

Coś mi mówi że życie to banał
Nie chwast nie wirus co zakażał
Myśląc o tym co w probówkach widziane
Nie to co w rz
ądzie namieszane
Nie to co ludzkie nie zrozumiale
Nie to w co marzy
łeś a  jest teraz rozleciałe
Nie to co ty kochasz a sta
ło się zakłopotane
Nie to co bajeczne sta
ło się kłopotem
Nie to co ty nazywasz
życiem jest ubogie
Nie ty co widzia
łeś jakieś radości w życiu
Nie ty co kochasz zrani
łeś wielu
Nie to co wie jak
żyć ma na co dzień
Nie on nie ty nie my nie oni
Nie kto
ś nie życie nie wiara
Tylko ten co si
ę stara zmieni ten świat na dobre
Ten co anio
ła zna i nie tylko z nim rozmawia
Nie ten co widzi a g
łuchy jest na słowa pomóż
Nie ten co widzi to co myśli mu boże dopomóż
Nie to co kocha wola pomocy
Nie to co szydercze jest wie co b
ędzie w nocy
Tylko chytro
ść zdoła on przezwyciężyć i powie nie
Pomorze i na dobra drog
ę się stoczy
Pomagaj
ąc i żyjąc ale to urocze
Nie ma to jak wiara ze cos stanie si
ę dobre
Nie ma to jak my
śl i marzenie że ktoś coś zrozumie
Nie ma to jak opowie
ść o życiu nowym
Nie ma to jak serce kt
óre się zmienia i pozbywa kamienia
Nie ma to jak
życie staje się czymś co już nic nie doskwiera.

 


 „XXX”.

Walcząc o przetrwanie, przysięgając i czyniąc
To co dobre dla
świata jest nie zapominając
Lecz dusz
ąc się każdego dnia dla czego ona
Dla czego ja
Kochaj
ąc kobietę z którą nie jestem
Oszukuj
ąc uczucie które  przerasta mnie
Nie wiedz
ąc dlaczego kim jestem w śnie
Nie wiedz
ąc o życiu hulając z wiatrem
Nie czyni
ąc jej krzywdy lecz raniąc się każdego dnia
Nie wiedzia
łem o tym że miłość może tak trwać
Nie poskromiona niedająca odpoczynku
Tylko jej szept m
ógł by mnie obudzić nie słysząc ratunku
Kim ty jeste
ś aniele mój ukochany
Dlaczego m
ój tchórzowski styl
Nie pozwala mi zbli
żyć się do ukochanej

 

 

„xxx”.

Wiedząc o wydarzeniu o miłości wiecznej

Nie idzie zmienić czasu

Który jest w sercu najdroższym

A ono mi dudni w sercu

Krzycząc skamlając. Dlaczego?

Kochając to poznane

Sercem i dusza słuchając wiatru szepcze mi imię twoje

A ja jestem z dala od ciebie i nie wołam kochanie.

Dlaczego serce me z dusza tęskni

Dlaczego nic nie czuje oprócz tego

Że ja kocham wciąż ciebie

A nie wiem co z nami

Zmieniając czas by było lepiej

Nie mogąc cię ujrzeć usycham

A w sercu ty tam mieszkasz i nie mogę cię stamtąd wypędzać

Wystarczy słowo szept gest sms.

A ja ożyje na nowo

A ja wciąż odejmuję swe lata

I nie widzę bez ciebie mego świata.

(DLA G. )

 

„Do niej”.

Twe słowa i gesty me serce łamią
Lecz to nie wszystko co zostało.
Czy mi
ędzy nami co kolwiek było?
Czy tylko mi si
ę to przyśniło?
Je
śli to był sen okrutny
To nie chcia
łbym, aby ktoś był tak smutny
Jak moja Dusza z Cia
łem
Bo nie wiem czy na to zas
ługiwałem
Wola
ł bym prędzej skonać
Niż tak cierpieć i wołać
Czemu to mi się przydarzyło?!
Czy
żby już północ wybiło?
Że takie koszmary męczą mą pamięć
Czy tylko na drodze jest "ludzka zamieć".
Czy ja a
ż na to sobie zasługiwałem?
O trwogo nieskalana, przekl
ęta
Niczym duch m
ój mroczny kołyszący liście
O jam nieszcz
ęsny ......

 

 

„Pamiętam.

Sen lub jawa dodała otchłani odwagę
Ja nie byłem snem
Kocha
łem roniąc łzę
Widząc nieczysto
S
łowa, przysięgi dotrzymując
Walcz
ąc z czasem i swoimi przypadkami
Pami
ętam o tym jak coś kogoś rani....
Kocha
ć potrafię nienawidzić dniami
Lecz to nie k
łopot żyć w tych czasach
Tylko wiedzie
ć co będzie za nimi......

Kończącą powieścią nie byłaś w mym życiu
Nie s
łowem nie czynem gestem westchnieniem.
Patrz
ąc na rozgałęzienie życia czasami
Szepcze ma rozpacz wyj
ąc w mroku otchłani
Nie wiedz
ąc za czym tak naprawdę jest to "Postać"

Szarość komórek otoczona kłamstwem nie zapomniała ......
Cia
ło kaleczone, ładowane pamięta...
Serce rozdarte pod
świadomością sklejone
Walczy o przetrwanie d
ążąc do jedności .
Pokoju g
łupców, którzy wierzą...
W wojn
ę i inne rzeczy dążące nieczystościami zwane

Ja wiem już czym chcę być i z czym do czynienia mam na co dzień
Z otaczającą nas czasem głupotą, chciwością i złym nawykiem, kłamstwem
Gdzie bród czasem staje się nie do zniesienia w świecie fikcyjnego istnienia
Dobro zapomniane czekaj
ące na poprawę sytuacji pamięta.

Cierpliwie czeka, może na złą passe ciemności
A mo
że po prostu nie może zasnąć wiedząc o tym śmietniku
Wi
ęcej hałasu o przeszłość czynią ci co ratować chcą się za wszelką cenę
Niż patrzeć na wartości, kodeksy, prawa widząc uczynki dobra
Tworz
ąc przyszłość a nie gładząc życie przeszłością i złym rozumowaniem
Nasze twarde dyski s
ą pełne, lecz nie umiejętnie czasem wykorzystywane

Kim chce być wojna codziennością głupoty?
Kiedy ma rozs
ądek dotrzeć do naszej rzeczywistości?
Dla nico
ści tracić mamy życie?
Czy nauczyć się od razu zabijać to co prawdziwe i realne jak na zawołanie?
Rozum nasz już rozwiązać problemu z używkami nie potrafi?
W wolnym czasie mamy faszerowa
ć się sterydami?
Czy plastikow
ą chemie jeść od razu?

Gdybym był gotów na "ostatnią rozmowę"
W
ówczas osobiście zrobił bym ten czyn szalony
Walcz
ąc chociaż nienawidzę przemocy
Lecz wiem tylko jedno,
że głupiec zaczyna wojnę
By móc się jak najszybciej wykończyć.

Strach zamyka oczy przed tym co widzą czasami
Lecz w
ówczas jest jeszcze gorzej
Bo pod
świadomość znieść już tego nie może
Czy gdyby znalaz
ła się osoba
Co poprowadzi
łaby ludzkość do porządku ....
To czy kto
ś by się do niej przyłączył

..... Wiedząc, że zostanie wspomniana nie tylko po tym porządku?
Czy zapomnieli
śmy już jak żyć bez wojny?
Czy musi pojawi
ć się osoba, która to w inny sposób zakończy?
Czy masa ju
ż nie umie poruszać się w spokoju?
Czy musi wci
ąż wołać i rozszarpywać innych nastroje?
Czy kiedy
ś znów ujrzę ten piękny widok z czasów bez wojen..........

Jedna mądra osoba mi powiedziała ....
Odpowied
ź jest w nas a czasem koło "niej".
(Dedykacja dla os
ób bawiących się w to co złe.)

 

 

"LAURA".

Spoglądając na świat oczami młodej damy
Tryskaj
ącej promieniami młodości
U
śmiechem i czułym słowem
Rozdziera szaro
ść ponurej strefy życia.
Nie nimfa nie anio
ł, lecz kobieta...
Spogl
ąda na życie nie martwiąc się czasem.

Bez cierpień bez zepsucia goi rany swym byciem.
Nie czyni
ąc zła w rzeczywistym skowycie...
Bez chaosu i paniki wie co czyni
ć ma w życiu...
Pe
łna rozwagi i piękna nieskalana - Laura :)

 

 

"XXX".

Tęsknota za tym co nie okiełznane dodaje czasami łez....
Pami
ętając o czynach które gdzieś tam zapisane są przez czas.
Kim jestem jak nie cz
łowiekiem, który wie....
Kt
óry walczy jak lew a czuje się jak mucha....
Pami
ętać trzeba czy pamiętać ja mam o tym co przeżyłem
Zero wiadomo
ści kontaktu i pustka...
A ja wci
ąż cierpliwie czekam....
By ostatni raz zrobi
ć kilka czynów przed wygaśnięciem tchu.
Wo
łać czy krzyczeć mam - "DLACZEGO?
Kiedy zrozumiemy,
że wojna i zło to nic dobrego?
My
śl mi pozostaje tylko jedna
By ostatni raz kto
ś miał wysłuchać Kapitana co kocha.
Co wierzy w dobro tego kraju...
Co wierzy,
że zmiany na lepsze niedługo się pojawią.
Kim b
ędzie ludzkość bez czynu dobra.
Kto w ko
ńcu pokój na cały świat wyda.?

Ty który widzisz nasze życie i planujesz czyny
Kiedy to b
ędzie?
Czy jeszcze ujrz
ę, jak wygląda ta przygoda?
O losie okrutny przeznaczenia drogi wybierasz.
Kiedy to b
ędzie?
Je
żeli nikt oprócz garstki osób tylko wie o tym.
Co kogo mo
że lub spotka.
O
Życie, które jest puzlem teraz zagubionym
A czekaj
ącym aż się go położy tam, gdzie powinien być....
Tak to bywa,
że życie losem puzzle nam stwarza....

A czasem i długo układa. .......

 

 

„KRZYK”.

Widząc migotanie świata obecnego

Przejawia się trwoga; snu widzianego

Czym szybciej pędzi on swoim torem,

Tym większa pustka do słów duszonego

Nie można wydobyć ani słowa

Powstaje tylko myśl czy warto od nowa...

Dźwięk wije się niczym skomlenie

A to ma być krzyk albo wołanie?

W sercu nienawiść, strzępki człowiecze

Walczyć uczciwie czy niszczyć, jak zamiecie?

Z czasem wołanie jest takie kapryśne...

A ja coraz częściej myślami gdzie indziej jestem.

Wydać będę musiał okrzyk mej rozwagi

Ten ostatni zanim zniknę z tej drogi

Walczyć pozostało tylko hałasem

A to ma być Krzyk co jest teraz pustym czasem.

W myślach pozostały tylko ruiny

Nie ma tam echa ani szeptów, wołania...

Jest tylko rysa, która zapomina jak się zabrania

Hałaśliwych słów wiele przemija...

Pozostał krzyk ten co wszystko zmienia.

Nie basta...; alfa kroczy w słowie

Ten co ujrzy ostatni krzyk wypowie...

Niepokój, Nie wojna, nieporozumienie

Czas się zbroić aż na krzyk ktoś odpowie.

 

 

„XXX”.

Podciąłem skrzydła swe

Raniąc nie tylko siebie

Krzycząc w ciszy

Rozrywając dusze

Karmiłeś Mie marzeniami

Karmiłeś nadzieja i wiara

Karmiłeś klęską wrogów moich

Karmiłeś potęgą logiki

Karmiłeś Mie czynami i prawda

Karmiłeś fortuna zatrzymując koło

Karmiłeś miłością, która miałem

Karmiłeś, karmiłeś, karmiłeś

 

 

„Przeznaczenie”

Na pustyni kręgów

Przy truj kacie podstawy

Faraon obiecał i słowa dotrzymał

Katrine zabrali w górę kręgiem ognistym

Oriona ujrzała świat dziwny okrutnie

Mówić i pisać im pomogła w mowie

A czas był przypowiednia

Przed zero piec było

W truj kacie SA drogi

Jedna na skróty podażą

Pilnuje tam kość z kosa

Bakterie uwalnia

śmierć Nilu oblicza swego nie pokazuje wybranym

Jeżeli i ty po dobrej stronie staniesz

Obrazów historii jest opis powodem

Ze nie tylko Zycie u nas jest koszmarem

Nic jednak z tamta nie wolno brać- nie kradnij

Bo Nil się poleje czerwonym źródłem

Jak w studni

Drugi postój jest tam, gdzie tajemnic pilnuje

Mądrość jest kluczem

Mapy podaruje

Do bram wiedzy żywych i umarłych księgi są jak słońce

Do krążków słonecznych pierścieni chciwości

Do trzeciej drogi wybrańca zaprowadzi

Pozna on wszystko co mu potrzebne będzie do życia

Odnajdzie wyspę z miastem o atlasie

Z czystym obłokiem

Co w życiu pomaga na co dzień

Czego się tam nauczy

Może i wam opowie

Tylko wybraniec losu

Trafi tam bez przeszkód

A świat zmienić może

Wprowadzi dobry nastrój

Lecz gdy drugi to znajdzie

I dla władzy szuka

Wówczas w nekrologu będzie

Cala ziemska sztuka.

 

 

„sarkofag”

W betonowej dżungli

Niebo drogę wskazuje

Pustka życia wszędzie

Jagger komentuje

Uratowano wielu

Dużo tez zginęło

Lecz by mogli żyć inni

Nikt „Łakoma nie naśladuje

Jeszcze cztery pory

Sylwestra odmierza

A potem” wolność krzyknie

Do tamtej pory przyszłość nas odwiedzi

Aby nie powstały zmory

Pod gruzami smutku

Historie czas opisze

A my żyjemy dalej

Z przestroga nauki srogiej

Jak coś robić mamy

Tak by nie w błędzie

Tworzyć technologie co wieko nam zamknie

Śmierć poklepując upadnie.

 

 

„Dla aniołka”

Tęsknota twego oblicza

Zatruwa mój umysł nagle

Kołysząc wspomnienia spotkań

Wiedząc, że tam gdzieś jesteś

 

Wołam sercem twe imię

Lecz puste SA me ramiona

Nie smutek, lecz lek

W mej duszy pozostaje

 

O niewinny aniele

Kusicielko miłości

Me oczy płoną

Czasem z zazdrości

 

Widząc pary kochanków

Czując ich radość w koło

Ja wiem tylko jedno

Ze mi ciebie brakuje

 

Zatruwam czas praca

Gdy nasza piosenkę słyszę

Lecz wówczas jestem

Tam, gdzie ty swoim umysłem

 

Serce mi pęka

Łzy krwią sklejają rany

Kiedyś cię Przytule

I znów będę na szczycie

 

Bogatszy od innych

Bo spędzę z Toba Zycie

Rajem nazwiemy nasz domek mały

A pocałunkiem rozpalimy nasz wieczny płomień.

 

 

„Spowiedź

Kielich wznoszę

By łzy słodyczą były

Serce przebijam kolcem

Szeptem zatykam uszy

Oczy wypalam samotnością

Latam umysłem do bram piekieł

Kradnę skrzydła niebu

Stąpam twardo po niczym

Tworze marzenia własne

Chciwości uczę błędy

Kompas swój wyrzuciłem w przepaść

Walczyłem o coś, bo inni nie umieli

Wolność karmili zakazami

Uzbrajali w cierpliwość i wiarę

Nadzieja podpalali serce

Pokazywali kłamstwa innym

Zamykali usta bym nie mówił o prawdzie

Gnębili, bo czuli się słabi

Szyderczo drwiłem z głupoty

Kąsałem miłością dusze

Zabijałem uczucia pustka

Wypełniałem puste kartki logika

Umierałem o wschodzie słońca

Wstawałem, gdy wieczór kąsał

Odradzałem się przy księżyca blasku

Czuwałem, gdy ciemność wyrywała księżyc gwiazda

Nie kluciem się z głupcami

Milczałem, gdy inni śpiewali

Zdradzałem zło dobrocią

Kochałem z wiernością wybrankę

Nie mściłem się ze śmiercią

Czytałem by rozumieć

Czekałem, gdy inni się pchali

Raniłem swe Zycie czynami

Byśmy mogli jutro zobaczyć

Upadałem by wstać silniejszy

Dotknąłem dna by otchłań zobaczyć

Wzbijałem się w górę czynami

Na ziemie wracałem by się spaczy

Zazdrościłem innym normalnego życia

Nie karałem tych co przeciw mnie stanęli

Bilem Glowa w mory by upadały

Tonąłem w słonych kroplach smutku

Krzyczałem by miecz wojny schowano

Szukałem swej broni do walki

Niszczyłem w złości swe szczęście

Byłem ślepy w miłości

Pozwoliłem odejść mojej bogini

Nie rozumiałem życia, gdy walczyłem

Z wiekiem mądrość otrzymywałem

Na rozkaz odwiedzałem światy

Na pozwolenie czas poznawałem

Ciekawością wszystkiego kosztowałem

Zycie innym dawałem

O swa miłość się balem

Niekiedy złym na czyny pozwalałem

Przysięg dochowałem

I AŻ CZŁOWIEKIEM SIĘ STAŁEM.

 

 

„JA”

Czasem żałośnie coś wyglądam

Czasem opisuje coś bez znaczenia

Czasem słychać tik-tak

Czasem odpływam w marzeniach.

 

 

„Dziękuje...”.

Bystrością nie słynąłem za mocno

Nie raz widziałem zamknięte okno.

Czasem widziałem serca nadzieje

Z czasem tylko każdy się z tego śmieje.

 

Pomocną dłoń otrzymałem od rodziny

Od tych co kiedyś mieli smutne miny

Kości moje jeszcze nie bieleją

Czasy się tylko w obie strony chwieją.

 

Dziękuje wam za przygarnięcie

Miejcie zawsze miny uśmiechnięte

Nie bójcie się tego co będzie

Wiem o tym, że każdy stworzy swe orędzie.

 

 

„Kryzys”.

Gdy ziemia obrała kurs na niepewność

życie tuliło się do tych co widzieli przezorność

kochając numerki niektórzy

wyrwali życie z podwórzy

 

tym kosztem,

tym czynem,

tym słowem,

tym życiem.

 

 

„List do córki”.

Widziałem zarys szczęścia przy tobie,

Kocham i żyje w tobie,

Nie widu nie słychu a czuje

O twą przyszłość się boje.

 

Gdy zabraknie mi ciebie

Spotkamy się przy niebie

Gdy zabraknie mnie

Spójrz na księżyc on wszystko wie.

 

Serce moje otwarte jest czasami

A co za tym idzie i ja umiem rozmawiać łzami

Szczęściem jesteś moim

Marzeniem, że jesteś przy mnie się koję.

 

Wieczorem spoglądam czy już na bajkę przyszedł czas.

Ale ciebie tu nie ma doskwiera mi to za pan brat.

Poświęciłem nawet krótką opowieść

Zamiast być przy tobie... o mój Boże.

 

Czy będę do szkoły cię odprowadzał?

Czy będę z wagarów cię rozgrzeszał?

Czy zobaczę twoją pierwszą miłość?

Czy zdążę przed ołtarz zanim ściągniesz welon?

 

Myślę, gdy są takie dni jak te

Czuję, gdy brak mi cię

Kocham jak każdy rodzic to wiem

Wybacz, gdy braknie mnie.

 

 

„Szczerze”.

Szepcząc ci do ucha ukochana

wiem o tym, że czasem widzisz tylko bałwana,

wygląd byle jaki portfel na miedziaki

Słowa czyny marne zachowanie czasem wulgarne.

Myśli grzeszne z tobą czasem nawet coś robią

Zakochane serce tylko to mam … nic więcej.

 

 

„ZIMA”.

Dolinami i górami przechadza się zima

Lasami i łąkami Mrozek bawi się z płatkami

Szroniontko maluje obrazki na szybach

Puszek i śnieżynka hasają po niebie

 

Cała ta rodzinka zimę nam daruje

Co roku przychodzą czasu nie marnują

śniegu mamy dużo, mrozów kilka także

Zimno jest już wszędzie szalki są także

 

Czapki i kurteczki no i rękawiczki

czasem się bawimy na śniegu lub w domu

lubimy śnieżynki, sanki i bałwanki

No i rano białe zimy kolorowanki.

 

 

„Tęsknota”
Samotność zgłębia oczekiwania
Pozostałości wspomnień wykryte na twarzy
Myśli ulotne przy bliskich
Nie opodal dotykiem samotności
Odległość bliska załamaniu granicy
Mała słona kropla na mapie
Kilka godzin na skrzydłach Ikara
Dom! po prostu dom.

 

 

 

„List do ojczyzny”.
Miłością tęsknoty karmiłaś mię ojczyzno
Wolałaś o troskach i szczęśliwych chwilach smsem.
Kochałaś nas za wytrwałość w sercach
A my za chlebem wyjechaliśmy z czasem
Ojczyzno moja wyśniłaś naród dumny
Co przeżył srogie i ciężkie chwile
Płakałaś krwią, krzyczałaś wojna
Rozrywana byłaś, gdy tłumy huczały
A teraz modlisz się o coś...
Lecz nikt już nie słucha...
Nikt nie woła o jedność.
Matulo nasza, polko urodzaju, ...
Nie ten plon pokolenia wymarzy
ły anioły.
Sercem moim byłaś...
Krwawisz potem zalewając zaciśnięte zęby
Gdzie nadzieja pusta z wiara milczenia.
Matulo moja co wype
łniałaś wspomnienia
Nie krwaw..., bo w sercach jesteśmy Polakami
A niebiosa niech ześlą cud kolejny...
Byś była zawsze radosna jak wiosna.
Ziemio portowa Polaka
Trzymamy ci
ę w krwistym pudelku
A w myślach pozostaniesz moich w raz z bliskimi mymi...
Ojczyzna!
 

 

„xxx”
Serce raduje się na myśl o gwieździe
Miłością moja dziele się z innymi
Zielona won ze światełkami
Została w myślach naszych corocznych
Wieczerza i ryba; wigilia świąteczna.

 

 

"WOJNA".
"Gdy księżyc zostanie przelany krwią chrześcijan
Wtedy nastanie wojna demonów
W której b
ędą brały udział osoby ze znakami od Boga
Będą one zbierać się w grono aż utworzy się komplet rycerzy.
I jak na niebie ujrzą tron kamienny
Wtedy rozpocznie się dzień waleczny.
Wojownicy boga zaczną walczyć razem by uratować planetę ziemie.
A Chaos, który ogarnie ziemie zapadnie się w mrok i tęcza powstanie.
W którym zło zostanie pokonane na wieki"...

 

 

 

"Już go nie ma".
(Po przeczytaniu sekcji zwłok)
Jestem tu a zarazem mnie nie ma
Nie widzę was

Nie słyszę tych co byli, gdy wydawałem cześć siebie
Nie ma mnie i nie będzie?
Dla tych co zerowali jak sepy
Nie ma tych co żyli

I nie ma tych co umarli

Niczym świtu zgiełk widziany tylko na jawie

Zamykam powieki i nie boje się ze ich nie otworze
Czasem jak słowo szepnę przez sen to i tak go nie słyszy
Widziałem wiele w swoim życiu, które nie było całkiem jawne
Czułem coś, lecz nie wiedziałem co...
A gdy było już za późno nikt nie przybiegł.

Straciłem mą wiarę w cokolwiek czym to było
Choroba mię zjada przynajmniej nie czuje się samotnie
Kim jestem cały czas się pytam
Zjada mnie od środka, lecz to nie rak.

 Złość i gniew 
Najchętniej wolał bym o pomstę do nieba
Lecz niebo nie jest od tego
Chciałbym zgładzić wszystkie jabłka

Przez które się to dzieje
Lecz i tak wiem ze życie nie jest dla mnie
Ani ona, ani ja.
Dlaczego nie ma nas?
Wykrzykując jej imię niebo tylko plącze

A pioruny oświetlają ulice
Latarnia nie świeci
Ciemność ogarnęła nas wszystkich
Zalewały nas strumienie wody
A przyglądając się temu jak topi wszystko
Poczułem to czego nie mogłem wykrzyczeć.

Puste słowa rozdarte szepty ciszy
Dlaczego ja musiałem usłyszeć tą pustkę
Kim się stałem zamiast siedzieć obok posagów
Jestem tam gdzie na końcu byś szukała
Lecz czekam
Mija dzień Tydzień, miesiąc kilka miesięcy

a ja czekam
I już przestałem czekać bo nie jestem mumia

Ja żyje i w przeciwieństwie do ciebie jestem żywy
Dawałem życie a ty je odbierasz
O biała strzecho niepoczciwej starości
Jesteś taka piękna w kościstym przebraniu
Lecz nie jak ladacznica podszczypujesz życie

Ty kusicielko co dajesz zastrzyk powietrza
Nie dawaj mi go bo nie chce
Ty małolato morderstwa starości i rozsądku.

Odebrałaś mi to co chciałaś
Lecz ja kiedyś odbiorę ci to co kochasz


Wiedzmy, siostry nie chichotajcie więcej
Bo słychać wasz lek i bicie tchórzliwego serca
Kurtyzany życia czeluści
Jesteście, lecz was nie ma
Brak uczuć chwila trwogi
Lecz to początek każdego dnia coraz gorzej

To nie gorączka na błyskotki
To nie kurza czernina grypy
To nie surowica życia

To był tylko tlen
Który zabił jego płuca
Coście uczyniły wiedzmy w zmowie wredne
Sekcja wykazała, że był to jego ostatni oddech.
Zmieniły się wydarzenia.
Wojna i konfliktów coraz więcej przybywa.
A śmierć cierpliwie i do was pomału przybywa.

 

 

„8 marca”

Piękno twe zacząłem od poranka

Wiosna do około otula wszystko żywe

Miłością karmiona i podsycana natura

Przeżyciem dzień cały otula szatę swą tajemniczością

Dziś twe święto Adamowa pani dziś ten dzień

Z datą 8 marca wypalił wszystkim zmysły

Oczarował nas nie tylko na myśl o wdzięku uwodzenia

Dziś twoje kaprysy są wybaczane

Twoje grymasy słodyczą

Dziś każda nawet młoda dama wie o tym, że jest kobietą.

 

 

„Domek Myśliwski”

Gdy w Muczne słońce wschodzi

Uśmiech u ludzi nadchodzi

W domku myśliwskim radość panuje

Zapachy z kuchni szefowa szykuje

Każdego dnia jest tu ciekawie

Bo każdy się budzi przy pysznej kawie

Rozgrzewa się przy smacznej herbacie

A czasem i piwko jest już przy tacie...

Nie chcę się wracać nikomu

Bo każdy się tu czuje jak u "CIOCI" w domu.

 

 

„o was”

Dla was to jest, ile wypiłeś

Dla nas to jest, czy ktoś to zrozumiał

Dla was są oskarżenia

Dla nas czy ogóle jest coś do jedzenia każdy pije, ile może

Każdy patrzy na co pije

Każdy patrzy jak może

Każdy widzi co może

Jesteśmy tu jak szmaty

Każdy wie, ile to dla nas znaczy

Jesteśmy tu, bo musimy

Jesteśmy tu, bo chcemy

Każda osoba wie co robić

Każda wie co zrobić

Pijany jesteś zawsze

Ja tylko wiem ze śmierdzę ostrzem

Tak nas porównuje jak zawsze

Nie to ty jesteś wieprzem.

Zamiana każda boli

A Bogu wie co nas zadowoli.

 

 

„Teoria”

Najgorszym wrogiem jest ten co przeżył wcześniejsze walki.

Ten co ma wartości nie materialne, lecz uczucia.

Ten co powstawał ze zgliszcz.

 Ponieważ poznali oni nie tylko zasady przetrwania, ale także walki.

Wybijając inteligencje i ich

to proces wypalania trawy w suchym lesie.

 

 

„Dla Wioletki ”

Od poranka każdy czeka

Każdy pisze już nie zwleka

Ślą życzenia do Wioletki

Do tej co Aniołki lepi.

Każda chwila z nią spędzone

Jest dla wszystkich wymarzona

Każdy wzdycha, wysłuchuje

Przy niej każdy radość czuje.

Dziś twe święto jest radosne

Każdy uśmiech jest jak postęp

Niesiesz pomoc ludziom zawsze

Marzeń pełno no, bo masz je...

Spełni każdy dobry duszek

Aniołeczek, skrzat czy puszek

Ciepłym słowem koisz smutki

Ptaszek śpiewa dobre nutki

Dziś twe święto jest lubiana

Matka ziemia roześmiana.

Słońce promykami strzela

Watr już szumi, że ubiera...

Ciebie w letni podmuch ranka

Już zazdrości koleżanka

Dziś to ty jesteś królową

Tą wspaniałą Urodzinową.

 

 

„XXX”.

Miłość to nie pieprzona zabawka

To nie wybór jak śmietanka czy kawka

Zastanów się, co ty robisz

Mnie to nie bawi, z kim będziesz chodzić

Z dresiarzem może, były

Diskojebem może być łysy

Mam nadzieje, że przeżyje

I do księżyca nie wyje

Ja się cieszę, że jestem wolny

Bo mogę robić to, co chce i nie jestem głodny

Ubierać się jak chce, nie wysłuchiwać chichotów

Słuchać tego, co lubię nie tylko hip hopu

Jestem akceptowany tak jak ha ha

A nie, kim nie jestem, honor swój mam

Jeździłaś do kobry nikt nie krytykował

Nie mówił, co za pojeb ciebie wołał

Na świecie dużo rzeczy mi się nie podoba

Ale żyje dalej i za nikogo plecami nie wołam

Nie krzyczę ze jest ubrany chujowo

Czy wygląda ktoś jak pojeb teraz ci goło?

Ja przynajmniej mam tą odwagę

I pisze o tym, co zauważę

Nie chowam głowy jak struś Emu

Trzymam ja w górze, czemu?

Dzięki losowi, że to trwało tak krótko

Chuj wie, co by się stało za minutką

Nie mam zamiaru trzaskać furtką

Nie podoba ci się moja kurtka

Noce nie przespane, zielone zajarane

U starych punkty karne dostane

Czasem żałuje, że to ja nie zginąłem

Śmierci się nie boje

Może bym miął lepiej po tamtej stronie

Na pewno to nie będzie koniec

Trzymajcie się dobrze, bo to życie a nie pogrzeb?

1999.10.24

 

 

"MANGA-MOON".

PAMIĘTAM TO, CO SIĘ KIEDYŚ DZIAŁO

NAPEWNO TERAZ MI TEGO BRAKOWAŁO

WSPÓLNYCH SPACERÓW... MIŁOŚCI

CZY WYTRZYMAMY W TEJ WIERNOŚCI

KOCHAM CZY ZDRADZAM

MYŚLĘ CZY GADAM

AMOZE OPOWIADAM?....

 

PAMIĘTAJĄ OKRUTNE WALKI

KTÓRE NIE BYŁY NA ZAPAŁKI

MAGIA W NICH SIĘ NARODZIŁA

MYŚL O POKOJU OŻYŁA

WOJOWNIKAMI ŚIĘ STALI

RADE SOBIE DOSKONALE DALI

BEZ POMOCY CZYSTEGO SERCA

NIE STWOŻYLI BY SWOJEGO MIEJSCA

KRYSZTAŁY I INNE KAMIENIE

DAŁY POKOJOWI UWOLNIENIE

TRZY GWIAZDY SIĘ ZJAWIŁY

I MUZE SWOJA STWORZYŁY

KAŻDA OSOBA MYŚLAŁA, ŻE TO ZABAWA

SERENITY DOBRE PRZYKŁADY DAWAŁA

HARUKA, MICZIRU... NIE ŻARTOWAŁA

CECUNA ICH DOSKONALE ODNALAZŁA

CZARODZIEJKI SIĘ ZAPOZNAŁY

PODCZAS WALK PAMIĘĆ ODZYSKAŁY

MERKURY BYŁ SUPER MÓZGIEM

MARS Z KSIĘŻYCĘ ZATRZYNAŁ KŁUTNIE

JOWISZ SILNA BYLA JAK CHŁOPAK

WENUS SIĘ W SPORCIE KIEDYŚ ZAKOCHAŁ

WROGÓW MIELI SILNYCH

I NAPEWNO NIE NIEWINNYCH

KAŻDA OSOBA Z NIMI WALCZYŁA

PIERSZA KRÓLOWA BERYL ZATRZEŁA

W RAZ ZE SWOIMI WOJOWNIKAMI

SZANS Z KSIĘŻNICZKĄ NIE MIELI

KSIĄŻE ZIEMI MAMORU CHIBA

W SERENITY SIĘ ZAKOCHAŁ CHYBA

KRÓLESTWO CIEMNOŚCI SZANS NIE MIAŁO

POKAZ MOCY WOJOWNICY TACY JAK JADEITE, NEPHRITE, ZOISITE, KUNZITE DAŁO

CZARODZIEJKI ZNAJOMYCH ŚWIETNYCH MIAŁY

CO O WOJOWNIKOWANIU NIC NA POCZĄTKU NIE WIEDZIAŁY....

2000.10.04

 

 

„JA”.

Dotknąłem dna i poczułem co poniżej.

Lecz wcześniej wzbiłem się jak Ikar nad granice i spadłem.

Rzucony przez swój los samotnie dotknięty nicością

Zrozumiałem.

Jestem - tak myślałem

Walcząc z samym sobą dogadując się z własnymi demonami

Mażąc o tym by każdy był bezpieczny nie musiał już tego robić.

Wierząc w to co czuły wszystkie zmysły nawet te zapomniane.

Pożegnałem się z tym co nieokiełznane.

Zawsze tam byłeś i jesteś nie amen.

Uczucia zamknąłem do szafy, bo stare.

Szukałem nowego, lecz nie widziałem starego.

Logika budziła mnie w głębinach umysłu...

Prosząc cię o to by stać się człowiekiem.

Podałeś mi wszystko jak na dłoni.

Lecz zapomniałem o tym co w szafie mnie rani.

Zamknięte dla mego wzlotu i upadku.

A gdy wstawałem odwrócony od ściany

Zapomniałem o szafie i co w niej schowane.

Teraz widzę jaśniej logiki korzenie.

Teraz myśli pełno i porównanie.

Jak mam teraz opisać to ludzkości

W ich języku jest to kawał niezgodności.

Nie zrozumieją, bo było ich kilku

Tych co dotarli. Uciekli od wilków

Tych co przeszli swą drogę od stada.

Tych co ukrywali się, bo słyszeli, że nie wypada.

Ostatnio padły do mnie pytania.

Czy jesteś szczęśliwy.

Czy musisz się skradać.

Czy robisz to co chciałbyś robić

A co zamierzasz w przyszłości robić

Czas mój tyka tylko w jedną stronę.

I nie jest ograniczony ciałem.

Mam teraz dylemat mały.

Jaki kierunek wybrać dla mojej skały.

Ludzi tłumy obserwowałem z dala.

Podglądałem anioły.

Ocierałem się o diabła

Ciebie widziałem twe czyny twe rady.

Jestem jak dziecko bez czekolady.

Czy są gotowi na prawdę, wybory?

Czy są w śród nich już różne anioły.

Czy inne ludki lub potwory

Obrońcy i waleczne stwory

Bogowie i ty nad nimi jedyny

Wiesz o tym co pisze

Co widzą me czyny.

Gdy przyjdzie moment otworze swą szafę.

Pozwól mi Boże pozostać jeszcze z czasem

Tym człowiekiem malutkim

tym szarym kolorem

Zanim znów stanę się swego losu

panem doktorem.

 2.3.2021

 

 

„Dla Niebieskiej”.

Wiesz i tak że ja ciebie też.

Znasz mnie jak pergamin

Zapisany cały czas

Wiem, że Cię kocham wciąż cały

Piosenki mi wysyłasz całe

ale tęsknisz za mną wciąż.

Jestem obok ciebie i wiem to doskonale

Tam, gdzie inni śpią

Pamiętaj dalej

na dobre albo złe

Ja też Cię kocham cale

I za tobą śnie Jak i aksamit znam

Jesteśmy jak dynamit wciąż

Kocham i nasze cele

Chcę w tobie miłość całą chcę

Na rozkosz życia wiem

Ja i ty razem będziemy w tym.

Jestem jak kometa marzeń

Bez ciebie nie ma nic oprócz zgiełku

Ale wiem, że wiem o czym marzę

O tobie i nie ma nic po za tym

Pomoc mam nie z tej ziemi

Nic, że tam się nie zmieni już.

Z serca płynie ta toń.

Każdy szczęśliwy jest z nią wciąż

A ja pamiętam te kroki

I te miłości pragnienia, Wnyki

Co wołają w nas same

Tego właśnie wytchnienia chcę

O jednym z tobą wciąż myślę

Byś była obok mnie z czasem i tak myślę

Pamiętam wspomnienia czar

Nawet jak jesteś czasem sama

Bo ty jesteś mym kompasem i światem

Moją ukochaną.

2022.04.24.

 

 

„Jestem”.

Jestem jak ptak, który uczy się latać

Ten co nie mówi nie pisze i nie liczy

Ten co jest. Co pamięta i pragnie?

By inni pamiętali i pragnęli jak musza

Ten co musi uważać na to co robią i planują

Bo każda z nich jest inną duszą

Jedni dla życia i rozwoju pokoleń zrobią

Inni dla kasy lub dobrego słowa.

Hierarchia im nie Zawsze spływa

Lecz muszą to i robią. Bo tak trzeba

Sercem i dusza emocje znają

Każdy ich potrzeby zna zacne

Lecz sercem jesteśmy ci tymi ważnymi

Bo pamiętamy o tych co zawsze....

Każdy szkopuł polega na nitce

Na tym co inni nie pamiętają

Jestem człowiekiem, bo ja to pamiętam

Inni natomiast tego. Nie pamiętają

Serce nie sługa; ludzie nieprawda

Poznając czyny tak jak i inni

Wiemy co zacne lub czarny ma kolor.

Jesteśmy nie sami w tych dybaniach i czynach

Bóg i oni są z nami.

Nie maniakiem stać się musi życie

Nie obsesja głupim czynem lub słowem

Alfabet nasz znasz nasz panie

I nazwijmy cię znów Bożym.

7.6.2022

 

 

"Dla mojej niebieskiej"

Tęsknię za tobą

Za dotykiem za tą osoba

Co czuje ją w sercu całym

I jest najważniejsza w świecie moim małym

 

Wspomnienia kołują w umyśle pełnym

Z twoim wizerunkiem pewnym

Jak jesteśmy razem szczęśliwi

Jak bawimy się w dom, czas nam umili

 

Na dobre i na złe jesteśmy w tym świecie

Jak miłość księcia do róży w innym świecie

Nic wam nie powiem o tej kobiecie

Jest moją niespodzianka życia, teraz już wiecie

I tak z czasem idziemy razem przez światy

Ja i ona przez te wszystkie daty.

 

Kocham cię i te twoje różne stany

I tak jestem w tobie zakochany

Jadę teraz bronić państwa i rodziny

Tylko my coś w tym świecie na dobre zmienimy...

7.9.2022

 

 

„Poligon”

Mam tak samo jak ty

Nieprzespaną noc

Spierdolony dzień

Puszki tylko smak

No i kibla brak.

 

Mój Szwejkowski sen

To ciepły dom

Gdzie łóżka są

Gdzie ciepła woda jest

I pachnące kible są

 

Każdy inny gest

Nie wyraźny jest

Z bronią wciąż tu jest

Ochraniany sektor jest

 

Mokro zimno czy ponuro

Zapierdala żołnierz dziura

Czy pukawkę ma czy plecak

To dla niego nie jest hecą

 

Warta chodzi uzbrojona

Ta dolina już zrobiona

Każdy liczy już godziny

Gdzieś tam są jakieś szczeliny

 

Po tygodniach czas do domu

Już planujesz co i komu

Każdy sercem jest z rodziną

Ah jak fajnie miesiąc minął.

18.10.2022

 

 

„Coś zrobiłem...”

Jestem jak księżyc

Jasny samotny widoczny

Oddalony od wszystkiego

Czekam na coś bezcennego

 

Sekundy minuty godziny i lata

Widziałem przeżyłem i nikt o tym nie gada

Byłem głupcem, bo czas wykorzystałem dla innych

Nie ma tutaj żadnych winnych

 

Każdy pamięta to co ma w głowie

Tylko nieliczni to co im się opowie

Każda chwila zamieniona w wierzenia

Ja tego nie mam pozostały marzenia

 

Życie nie proste mi pozostało

Serce nie będzie już skala

Uczucia wróciły i szkoła

Niestety los już tylko zdoła

 

Poznać wam dam to co ukryte

Lecz w czasie pokoju nie bitew

Każdy spojrzy na to po swojemu

A mi nic czasu nie zostanie wolnego.

8.11.2022

 

 

"List do ciebie".

Przy tobie jestem sobą

Rozwijam swe skrzydła jako człowiek

Ty jesteś jak u siebie

Leczysz mój umysł znakomicie

Krwawe doznania goisz bandażem

Wspomnienia podlewasz by wykiełkowały

Jesteś przy mnie jak nioska przy małych

Do puki nie naucza się chodzić i nie naucza się całej

Reguły życia a ty swym skrzydłem

Okrywasz mnie i innych bez wzajemności

Ranią cię inni krwawisz gorzej ode mnie

A znosisz to swym bandażem

Powstrzymujesz mnie bym nie mieczem

lecz solidnym czynem poskramiał

to co zwierzęce nie okiełznane

Bóg jeden wie co stworzył i po co

Anieli wskazali w końcu nam drogę

Niechaj pozostanie to co w oddali

A my twórzmy w spokoju nasza drogę

Inni niechaj pokoju na ziemi dostąpią

A zło ucieknie w popłochu

Niech wiedza ze bóg i anioł

z człowiekiem rozmawiać chce w pokoju.

Złe rzeczy istoty pójdą tam, gdzie ich miejsce i droga.

Inni niech nadal próbują odnaleźć do bram raju drogę.

Dziękuję wam wszystkim sojusznicy

Za wielkość swa i trwogę

Za pamięć i czyny słowo i bycie

Wolnym głosem pokoju

O świecie nasz niech w końcu otworzysz oczy

Na czyny swe niespokojne

Niech glos przemówi a czyny zostaną

A śmierć niech w końcu czeka

Wrogowie niech traktaty piszą i o pokój się starają

Bo nadchodzi kolejna tajemnica

Nim cisza zapadnie wiedzieć będziemy wiele

Kto jest wróg a kto przyjacielem.

04.02.2023 Hrubieszów

 

 

„Dyżur Bojowy”

Tęsknię za tobą jak być szczęśliwym

Tęsknię za tobą jak głodny za chlebem

Głęboki sen spędza nam z powiek czyn jeden

Że ty jesteś głodna, lecz be zemnie

 

Staram się płacze krzyczę i drapie

Wołam twe imię krainę i życie

Każda chwila tu jest udręką tam bez ciebie

Jest i wołam, bo jest tu nie tam...

Ale czy za ciebie ...

 

Walczę swym tchnieniem nie obliczem okiełzaniem

Boże mój Boże Stwórco jedności

Niech w końcu ustąpi ten zły duch niesprawiedliwości.

Boże mój Boże ten co go pamiętamy stan tu u nas.

Wznosząc życia bramy.

 

Ludzie z naszych czasów z chwil naszych malutkich.

Jesteśmy tu o obok maluczcy

Walczą wciąż ponoć

Widzę kłęby dymów.

 

Każdy z nas wspiera nawet czasem pamięta Winów.

Czasem ktoś ci pokażę kierunek... warunek

Że każdy człowiek tam cierpi i zasłużył na szacunek.

 

Każda formuła jest dobra z Nienacka

Lecz każdy pamięta co zna lub i z nacka

Wie co robić ma, bo dusza skwierczy w cierpieniu

Bo nie ma, jak pomóc tylu ich wielu...

 

Pamiętamy czasy jak były kłopoty;

Walczył brat z bratem

Sąsiad nie nosił kapoty

Siekierą wzruszał szacunek innych.

Lecz nikt nie sprawdził co było dziwne.

 

Za każdym razem wschód planował zmiany ...

Rosja się nazywał i wysyłał szpiegów

Wysyłał swoich wyszkolonych ludzi

NKWD i innych teraz się nie wstydzi....

Inne ugrupowania były też szkolone

Każdy o nich słyszał w tych czasach to nie było szalone...

UPA czy inne te same szkolenia

Przed wojną czy nie

Plany stworzone.

Zajechać, zniszczyć, wyszkolić wymazać

Każdemu innemu swoją Historię nakazać...

 

Robili wszystko co możliwe by niszczyć i wybawiać z rana.

Taką strategie mieli jak śmietana...

Niemców, Ukraińców i inne kraje...

A do żadnych nie przyznają się chamy.

 

Myślą, że mają wszystko co sobie wymyślą

Lecz prawdy nie zniszczysz, dowodów uznasz bliską

Bo tak już bywa by każdy rozsądny

Wiedział o tym w końcu, że Rosji czas już się kończy. ... Zmazał...

Uczynków przez wiek jeden mają za duży...

A ich przyjaciele

Niech się nie dużą.

Spadną szybciej niż im się to wyda...

 

Taki ich czas jest i to nie za Niemca i nie za żyda.

Nie za Polaka nie Francję lub Anglię

Nie za Holandię lub Szwecję

Nie za Amerykę czyn ich nadal blednie

Nie za Afrykę kolonie lub planetę

Nie za księżyc wielki galaktykę czy betę...

Po prostu zamknęłam dla nich planetę...

 

Za czyny wszelkie doznają innych czynów...

Taka odpowiedz...

Przykre, lecz szkoda...

Dzieci i synów...

A to nie Bogu ważna szkoda...

06.02.2023 Hrubieszów

 

 

„MONIKO”

Pamiętaj kim jesteś co osiągnęłaś w życiu.

Przez co przeszłaś aby to osiągnąć.

Masz nas.

Walcz wstań z kolan bo już za długo na nich jesteś.

Nauczyłaś się podnosić, prosić i błagać.

Czas w końcu wejść na ta górkę.

Jak w Bieszczadach.

22.02.2023

 

 

„Tęsknota”

Jestem tu a ty tam

Będą święta mówią nam

W kalendarzu kartki lecą

A za nami dni się wleką

Każda chwila tu spędzona

Jest jak sercu miłość odebrana

Wielce ma to dla nas znaczenie

Bo ojczyźnie przysięgał każdy zbawienie

Myśli chodzą po szczytach i depresjach

W Jeziorach i w rzekach

Słony smak na nas czeka

Wylane morze łez od niechcenia

Dla nas to ogień wyrywane serce.

Każdy z nas czeka marzy już o bajce

O powrocie o dotyku tym prawdziwym

Czekamy, czekamy, czekamy i tęsknimy.

07.04.2023 Hrubieszów

 

 

„Wasze myślenie”

Macie problem

bo według was zabawka się popsuła…

A prawda jest inna

Próbowali inni stworzyć zabawkę

Bóg to podpisał

I przenigdy nie był to wasz projekt

A Bogu wie kiedy i gdzie ją użyć

I czy nadal będzie zabawką

I co dalej ma z nią robić

Inni myślą że chodzi o tytuł Boga...

Ja mówię o stwórcy

O Tym co jest nad Bogami...

I o tym co jest i będzie...

A nie o tym co może być.

2023.12.25 Leszno

 

Ł.K. 

Prozaik to kreatywne centrum literackie, które wspiera pisarzy poprzez tworzenie wysokiej jakości dzieł literackich,  inspirując do opowiadania wyjątkowych historii... 

Media społecznościowe

A website created in the WebWave website builder.